Deszczowy nastrój

(W Londynie) jesień nadchodzi a wraz z nią deszczowe myśli. Coraz mniej podoba mi się Baby Cafe, na którym ,pracuję” jako wolontariuszka i bardzo się ciesze, że będę miała 3 tygodnie wolnego z okazji wakacyjnej przerwy. Denerwuje mnie, że porady odbiegają od ideału, który sobie przychołubiłam- profesjonalistki skupiają się wyłącznie na wytycznych spisanych na kartce i ,,attachment position”, która owszem, jest bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Nie sugerują ani zwiększonej ilości noszenia dziecka, ani skin to skin contact, które to w wielkim świecie podawane są jako główne elementy układanki pt. ,,Sukces karmienia piersią” i ja się z tym zgadzam całym sercem… Mało ,,ludzkie” to wszystko mi się zdaje, techniczne i przykre. Przykre, bo te mamy wcale potem i tak nie karmią. Spotykam je potem często na playgrupach i na ulicy, czasami rozmawiamy… Tylko nieliczne utrzymują karmienie powyżej kilku miesięcy, rzadko która wraca po poradę, gdy nadal coś nie idzie i po prostu przechodzi na butlę. Ma do tego pełne prawo. Tylko że skoro poczuła potrzebę pójścia po pomoc w karmieniu piersią noworodka, to chyba jej nie otrzymała, jeśli już dwumiesięczniak nie jest karmiony? Tak ja to widzę… Widzę sztywne porady, bez długofalowego skutku… Dzisiaj byłam w szoku, gdy koordynatorka zapytała kilku obecnych mam, jak długo zamierzają karmić swoje dzieci piersią… A one akurat nie miały żadnych problemów, były jak ja wolontariuszkami, więc..?! Czy tylko mnie takie pytanie wydaje się nie na miejscu? Przecież ono od razu sugeruje, że jest jakiś czas po którym warto ,,zakończyć” i że powinny o nim myśleć matki już kilkutygodniowych niemowląt…

Początkowo byłam tym wszystkim zafascynowana, nie znałam wtedy Liliany, Kemi, książek Iny May Gaskin, paru wspaniałych osób, które przez ten rok poznałam i mam na prawdę coraz bardziej negatywne myśli na temat Baby Cafe… Wciąż uważam, że instytucja jest potrzebna, ale nie w takim kształcie, nie obwarowana tyloma segregatorami, listami…. To wszystko stoi między ludźmi, między którymi nie powinno być NIC! Owszem, niektórym to potrzebne… Ale na pewno nie dzieciom. O których na BabyCafe nie mówi się, że zawsze są zdolne się przyssać do piersi (nie mówię o wadach anatomicznych,które można skorygować w szpitalu ), bo do tego zostały stworzone, tak jak i piersi kobiety do karmienia. To tak oczywiste, a robi się z tego czary-mary. NIE chcę poświęcać swojego czasu na takie inicjatywy. Bo wiem, że póki z zakresu funkcjonowania ludzko- zwierzęcych pierwotnych instynktów nie przeprowadzi się edukacji, nic nie wesprze karmienia naturalnego jak należy.

Dobra, wiem, że bredzę. Truje mnie ostatnio kilka rzeczy solidnie. Raz, że znalazłam na śmietniku książki jakiejś nawiedzonej baby (wciąż są bestsellerami wśród angielskich rodziców), która uważa, że najważniejsze na świecie jest uczenie dziecka samodzielności i szanowania wolnego czasu rodziców od pierwszego dnia życia- jej metody mrożą krew w żyłach. Dwa- zaczęłam podglądać na fejsie grupę polskich mam w Anglii, dzięki czemu wiem, że w wieku 2 miesięcy powinno się wprowadzać pokarmy stałe, jak roczniak płacze to znaczy że jest źle wychowany, a mleko modyfikowane jest łatwiejsze do strawienia dla dziecka niż matczyne. Ponadto na problemy z trawieniem u kilkunastotygodniowego dziecka nic tak nie pomaga jak sok z pomarańczy lub woda z cukrem.Przez to wszystko gdy poszłam przedwczoraj na Homebirth Group, poczułam się znudzona i niepotrzebna. Straciłam entuzjazm i mam ochotę olać to wszystko. Uświadomiłam sobie, że nie da się zmienić świata ani nikogo zmusić do zmiany zainteresowań. Jestem na drodze do dziwnego rodzaju oczyszczenia. Może gdy je osiągnę, znów poczuję potrzebę wchrzaniania się w czyjeś cycki? Tylko że ja już chyba nie chcę… Nie dzisiaj, gdy jestem wykończona, a za oknem szra ulewa………….

4 myśli nt. „Deszczowy nastrój

  1. MM

    Marysiu uwielbiam większość Twoich wpisów, ale ten mocno mnie zaskoczył, więc postanowiłam napisać. Z jednej strony rozumiem Twoje rozczarowanie i zniechęcenie, a z drugiej mam poczucie, że jesteś skłonna i chętna pomagać osobom, które całkowicie popierają Twoją wizję macierzyństwa. A przecież nikt nie ma monopolu na prawdę. Nie ma 1 recepty dla wszystkich, bo ludzie są zwyczajnie różni. Na wiele spraw patrze podobnie jak Ty, ale wiem, że to moja „prawda”, a ktoś może mieć swoją prawdę.
    Mam poczucie, że trudno Ci spojrzeć na to czego dana osoba faktycznie, aktualnie potrzebuje. Wydaje mi się, że chciałabyś sprzedać takiej osobie całą swoją filozofię. Wszystko albo nic. Jeśli się nie uda to jesteś rozczarowana. Mimo, że realnie mogłaś faktycznie pomóc- pokazując np. prawidłową technikę przystawiania dziecka.
    Ja widzę sukces w tym, że kobieta spróbowała i karmiła dziecko 2 miesiące, a nie przeskoczyła na butelką przy pierwszym niepowodzeniu.

    Nie przepadam też za wytykaniem innym matkom różnych błędów i rozwodzeniem się nad tym („jakie te matki beznadziejne, dają dziecko wodę z cukrem”) . Mam wtedy poczucie, że autor tych słów, chce się poczuć lepiej i pewniej, bo sam tego nie robi, więc jest…jakoś tak lepszy. Podkreślę, że sama nie jestem wolna od tego rodzaju uwag, staram się jednak wyłapywać je i przyglądać się im…z różnym skutkiem ;)

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Dużo racji w tym co piszesz i chyba właśnie świadomość ,,odrealnienia” mojej ,,wizji” macierzyństwa jest przyczyną mojego spadku nastroju. tak, dołuje mnie fakt,że światowej sławy specjaliści spotykają się w USa i na innych ,,końcach świat” typu centrum Londynu,piszą książki i kręcą filmu,a w większości domów woda z cukrem tak czy siak. Pochopnie oceniłaś,że nie cieszę sięz sukcesów typu aż dwa miesiące karmienia. Cieszyłabym się bardziej,gdsukces również i przez mamę traktowany był jak sukces ale nie jest. Moja przyjaciółka karmiła 13 mscy,uważa to za sukces i ja to podzielam. Znam ją i wiem-taki miała limit…. jest to faktycznie sukces,biorąc pod uwagę różne okoliczności.Sukcesem może być dwa dni.Lub nie załamanie się faktem podania butelki. Co do błędów…. tak,to kolejna moja słabość. Martwi mnie podawanie dzieciom cukru i innych świństww bo żal mi dzieci. Trudno mi poradzić sobie z własną wrażliwością i dlatego zaczynam się zastanawiać czy w ogóle się do tego wszystkiego nadaję.

      Odpowiedz
  2. mamanapuszczy-1

    Jedno jest pewne: co najmniej kilka bardzo ci bliskich mam, może i trochę za twoim przykładem, wypełnia swą macierzyńską misję, zgodnie z twą wizją. Uznaj to za swój sukces, bądź co bądź. A z drugiej strony, niech twa tolerancja obejmie też dzieci, z których wielu, zwyczajnie, wystarczą krótsze niż kilka lat, okresy cyckania.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>