Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Intensywny weekend, motywujący wtorek…

Kto wie, ten wie, że od piątku do poniedziałku byliśmy w Polsce na ślubie i weselu mojej siostry, która powiedziała ,,tak” swojemu couchsurferowi (z Francji) sprzed jakiegoś czasu :) Jak widać, couchsurfing na prawdę może wiele pięknego zdziałać, dowodem czego jest moja roczna siostrzeniczka. Spędziliśmy cudowny weekend, chociaż nasz samolot do Polski opóźniony był w piątek ponad 7 godzin(!) co było krótko mówiąc horrorem.

Przetrwaliśmy, wróciliśmy i od razu wzięliśmy się do roboty. Dzisiaj mieliśmy spotkanie w councilu na temat homeschoolingu- jako wsparcie poszła ze mną nowa znajoma, także zajmująca się edukacją domową, Susan, o której chyba już tu było. Byłam zaskoczona, jak pani z councilu pozytywnie odbiera to, o czym mówiłam. Za wszystkie ,,aspekty” dostaliśmy najwyższe noty, a mówiłam tylko prawdę- pytała m.in o socjalizację, ruch fizyczny, języki obce… I ciągle tylko chwaliła i się cieszyła. Nawet zapytała, czy może dawać namiary na nas innym edukującym w domu rodzicom, którzy będą potrzebować rady, wsparcia i spotkań. A my jak najbardziej się na to zgodziłyśmy! Wszak na tym to ma polegać!

Jeszcze gdy czekałyśmy na spotkanie, a Lila wisiała na cycku, podeszła do mnie pani z córeczką i zapytała, czy to mój wybór że tak długo karmię, czy nie udaje mi się odstawić. Ja na to, że chcę, by ona sama zadecydowała, ile potrzebuje i jako długo. Okazało się, że ta kobieta bezskutecznie pod presją otoczenia usiłuje odstawić swoją dwuipółletnią córeczkę. No to ja jej na to, że nie ma takiej potrzeby. Wtedy ona, że tak czuła, bo z czwórki jej dzieci ta najmłodsza najdłużej karmiona i najbardziej inteligentna i ona myśli że to dzięki temu! :D Powiedziałam żeby nie przejmowała się tym, co ludzie gadają, dziecko wie co dla niego dobre i tyle. A ona mało nie rozpłynęła się w podziękowaniach! Czasami czuję się tak bardzo bardzo we właściwym miejscy o właściwym czasie. Megaultrabardzo!

Potem znaleźliśmy dwa worki używanych ale we większości kompletnych gier planszowych koło śmietnika.

A potem poszliśmy na lody.

LOVE THIS LIFE :)

Nature Play

Byliśmy na leśnej playgroupie. Pierwszy raz. I na pewno nie ostatni. Właściwie nie ma słów by określić, jak się tam czułam. Wiedziałam, gdzie mniej więcej idę, jakiego rodzaju rodziców poznam, ale to, co zastaliśmy, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Ponieważ mój czas na komputerze jest ograniczony bo zaraz dzieci będą potrzebowały mnie gdzieś indziej, wypunktuję:

1. Nikt nie zapytał czemu mój synek nie jest w szkole, chociaż był tam najstarszy. Było to dla wszystkich oczywiste że skoro on tak ,,duży” tam jest, to zajmujemy się edukacją domową, bo ją też planuje zdecydowana większość rodziców z tego towarzystwa.

2. Dzieci brudne, jedzące z ziemi, raczkujące samotnie na wielkie góry i jedna reakcja na wszystko: ,,on/ ona musi się przekonać gdzie są jego/ czyjeś/ bezpieczeństwa granice. Jeśli mu się to powie- nie zapamięta. Jeśli doświadczy- będzie wiedziało.

3. Na ponad dwadzieścia maluchów tylko jeden wózek- nawet jedna pani nosiła w nosidełkach prawie dwuletnie bliźniaki- jedno z przodu, drugie z tyłu, oba karmiła też piersią na każde zawołanie. Była tak radosna, uśmiechnięta mimo widocznego trudno i wysiłku- ona drobniutka, dzieci normalne. Zbliżyłyśmy się do siebie, bo okazało się, że wiele nas łączy, jej mąż jest Polakiem, mam nadzieję, że ten kontakt rozkwitnie.

4. Cycki na wierzchu nie należały do rzadkości. Natomiast należało bieganie za dzieckiem. Czułam się tam najbardziej spiętą osobą- reszta wyglądała tak spokojnie!- może dlatego, że Felitek taki duży (kiedy ja się pozbędę tego generalizowania?!) i bałam się, że coś komuś zrobi. Silly me :/

5. Moje dzieci na początku nieśmiałe, nie wiedziały z kim i co, potem jednak szalenie się rozkręciły. Nie chciały wracać. Mimo że nie czuły się najlepiej od wczoraj (katar) tam jakoś cudem nie smarkały! Jak to się dzieje? Ja tam wierzę w moc magicznej atmosfery.

6 Las a więc- drzewa, liście, błoto, ziemia, pniaki, nasiona, buczyna, kijki, paprocie, góry, nowa jakość zabawy w chowanego. I uwaga- moje dzieci się bawiły z innymi dziećmi. Nie wisiały na mnie zupełnie. Odpoczęłam. Usiadłam oparta o wielkie nasłonecznione drzewo i chłonęłam dobre powietrze i cały ten klimat, jaki mnie otaczał. Zrobiło mi się ciepło w nogi w cienkich rajstopach oraz na sercu.

7. Przez całe 3 godziny tylko 2 słownie dwa razy słyszałam płacz dziecka. Jak wspomnę sobie normalne playgroupy w tych cholernych children centrach i ten PERMANENTNY wrzask, gdzie nawet czasami psycholog czy inny specjalista od ,,trudnych zachowań” musi interweniować, to przechodzą mnie dreszcze.

Konkluzja: chcę tam ciągle. Bo czuję się zaakceptowana, tak jak moje dzieci, czuję się częścią większej społeczności. I dobrze mi czuć, że gdzieś należę. To jest na prawdę wspaniałe. Polecam.




Obecne zalecenia

Poznałam niedawno uroczą kobietę, mamę niespełna sześcioletniego chłopca uczonego w domu, oczekującą też narodzin drugiego maleństwa. Dzisiaj byłam u niej z moimi maluchami na kawie i gofrach. Głównie wałkowałyśmy temat edukacji domowej, jednak w pewnej chwili temat zszedł na noworodki i karmienie.

- Jakie właściwie są obecne zalecenia na temat długości karmienia piersią?- zapytała mnie nowa znajoma.

Zgodnie ze swoją wiedzą, odparłam, że sześć miesięcy wyłącznego, do roku z jednoczesnym ,,testowaniem” nowych potraw a dwa lata lub dłużej mleko matki jest uzupełnieniem zdrowej diety- wtedy jest, że tak powiem, optymalnie.

Mama uśmiechnęła się i ucieszyła. Okazało się, że synka karmiła równo dwa lata, bo tak podpowiadał jej instynkt i zachowanie maluszka:) Skądś te zalecenia jednak się biorą, nie ma co!