Malowanie

Byłam dzisiaj z dziećmi na najlepszych zajęciach plastycznych EVER. Przypadkiem miesiąc temu jakoś dowiedziałam się, że w sąsiednim okręgu (czy jako to nazwać- powiat?) przez ponad dwa miesiące będą odbywały się różne warsztaty, koncerty, pokazy i spotkania w ramach festiwalu sztuki (Sutton Art Festival czy jakoś tak). Znowu w ciemno, nie znając miejsca, ludzi ani w ogóle nie wiedząc nic (już mnie nieraz doświadczenie nauczyło, że tak jest najlepiej), pojechałam z maluchami.

Okazało się, że trafiliśmy do wielkiego rodzinno- kulturalnego centrum, w którym ciągle coś się dzieje, nabrałam ulotek (m.in. na temat darmowego kursu sztuki dla rodzin z dziećmi od 2 lat!!!) i poszliśmy za panem animatorem do ogromnego, ciemnego, ale na niebiesko podświetlonego studio, w którym na ścianach widniały potężne zdjęcia morskich stworzeń. W tle puszczono refleksyjną muzykę- całość prezentowała się niezwykle tajemniczo, nastrojowo i terapeutycznie.

Zadaniem głównym dla ok. dwudziestki dzieci było namalowanie wspólnego obrazu inspirowanego życiem wodnych zwierząt. Do dyspozycji były liczne malarskie tace, grube butle z kolorowymi farbami, gąbki, pędzle, wałki i wyobraźnia. Moje dzieci nie od razu ,,wdrożyły się” w temat, Lila nawet przez chwilę płakała, bo mnogość opcji w obcym miejscu przeraziła ją. Felek nie chciał malować z innymi, dostał więc własny papier i wtedy wsiąknął. Ten jego wyraz twarzy, gdy miarowo przesuwał wałek nasączony ogniście czerwoną gęstą farbą, do góry i w dół, jak zahipnotyzowany… Lubię widzieć moje dziecko zajęte i szczęśliwe, wolne w tym zajęciu i bezpieczne w tym szczęściu. Lilunia też złapała po chwili haczyk, ale ona jak zawsze na całego- z uśmiechem dołączyła do grupy dzieci pochylonych nad wspólnym dziełem, by dodać swoje trzy grosze.

Za tydzień powtórka z rozrywki, ale pojedzie z nimi Marcinek, bo ja zajęta będę przygotowywaniem ostatniego chyba ogrodowego w tym sezonie spotkania dla żądnych swobodnych rozmów kobietek- tym razem będziemy mówić o tym, jak wspierać swoją kobiecość i co jest jej siłą.

I tak leci dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Jutro z rana Baby Cafe, po południu kawa u nowej znajomej z fejsa (jeszcze się nie spotkałyśmy na żywo). Coraz bardziej lubię to, co robimy. Coraz mniej przerażenia we mnie, coraz więcej wsparcia czuję naokoło siebie. Felitek jak to Felitek, najszczęśliwszy jest, bawiąc się kłębkiem nici w starego Mikołaja i Matkę Naturę (wyobraźcie sobie co tam chcecie). I chyba dotarcie do wiedzy, że to jest mu potrzebne teraz, a wszystko co robi, wypływa z naturalnego pragnienia, by uczyć się świata, siebie i innych ludzi, to podstawa. Wtedy to już tylko szczęście, że nikt mu w tym przeszkadzać w najbliższym czasie nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>