Pierwszy dzień homeschoolingu

Oficjalnie dzisiaj zaczęliśmy homeschooling. Nie obyło się bez zaległej rozmowy z biurem naszej byłej szkoły i wymianą paru maili. Ciągle ktoś tam czymś straszy ale nic nam straszne już nie jest.

Odwiedziła nas poznana przeze mnie przez internet Rachel z trzema uroczymi córeczkami w wieku lat siedmiu, czterech i niespełna roczku. Dwie w wieku szkolnym, ale jak się domyślacie, w szkole nie były:) Były za to u nas. Cudowne istoty. Felitek co prawda naburmuszony, bo po powrocie z Polski jak na razie orzekł, że on po angielsku mówić nie będzie i już. Więc dobrze, że ma czas się oswoić z ,,pozababciową” sytuacją na nowo i przypomnieć sobie to i owo z zagadnień komunikacyjnych.

Bez musu i presji, lecz w swoim ogródku, w swoich krzakach, z których nikt go nie będzie wyciągał, zanim nie ustawi wszystkich plastikowych dinozaurów żywiących się plastikowymi końmi i baranami. A nawet i wtedy nikt nic, bo on sam zdecyduje, czy i kiedy wyjść. Jest w końcu małym dzieckiem i wszelkie próby ustawienia go w sztywny szereg są skrajnie sprzeczne z jego naturą. A z moją sprzeczne jest zmuszanie kogokolwiek, choćby małego, do czegokolwiek. Jakże się cieszę, że jestem od tego wolna, Boże jedyny.

Pod koniec trwającej ponad trzy godziny wizyty ta siedmioletnia dziewczynka podeszła do wciąż wyglądającego na naburmuszonego Felcia i zaprosiła go do swojego klubu (tylko dzieci mogą należeć). Poza nią i świeżym członkiem Felkiem, w klubie jest też jej siostra i kuzyn mieszkający w Szkocji…….. Łzy miałam w oczach, przysięgam, słysząc to. A wyraz twarzy Felka od razu się zmienił. I- WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOWWWW!!!!- z pewnymi oporami zapytał nowej koleżanki, ile ma lat- po angielsku!!! Ech… serce mam z masła znów :) Co do klubu jeszcze, to Mia (tak ma na imię najstarsza córeczka Rachel) powiedziała Felkowi, że następne spotkanie klubu odbędzie się jak tylko do nich przyjedziemy a przed tym otrzyma on pocztą detale dotyczące poprzedniego spotkania…….

Nie, no mówię wam, cuda. Miłość tak wielka, nie deptana przez żadne ,,TRZEBA” w końcu, że brakuje tchu.

Jutro jedziemy spotkać się z panią, która zaoferowała bardzo podstawowe lekcje muzyki i nut dla Felcia, w zamian prawdopodobnie ja okazyjnie będę zjamować się jej dwuipółletnim synkiem. Pani ta oczywiście też myśli o homeschoolingu, bo tylko takie poznaję ostatnio na fejsie :) Skrzydeł mi to dodaje, nie ma co…!!!


Jedna myśl nt. „Pierwszy dzień homeschoolingu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>