Promienie słońca zza chmur

Dowiedziałam się dzisiaj rano z fejsa, że o 13.00 niedaleko nas spotkanie u jednej domowo edukującej mamy. Nie znając nikogo załadowałam dzieci na rower i wózek (z hulajnogą w zanadrzu jakby co) i ruszyliśmy. Pomijam fakt, że okrutnie się zgubiliśmy i zmęczyliśmy jak woły na ugorze przez to- w końcu trafiliśmy i weszliśmy do domu Susan.

Do magicznego miejsca, gdzie umorusana trzylatka latała po dużym domu i ogrodzie (trampolina included) z tabletem, pięciolatek sam przygotowywał sobie posiłek gdy był głodny, ściany służyły jako powierzchnie do artystycznej ekspresji a każde pomieszczenie nosiło znamiona wolności i zabawy. Radości. Tak autentycznej, że zabrakło mi tchu.

Potem dołączyły do nas jeszcze Nicky i Annabelle ze swoimi dziećmi, zrobiło się łącznie 7 kilkulatków i całkiem specyficzna atmosfera :) Dla mnie było to coś bardzo głębokiego. Jak psychoterapia, jak dotyk jakichś nieuświadomionych lęków i bólów. Z jakimi tak strasznie, okrutnie nie mogłam sobie poradzić. Po raz pierwszy zobaczyłam matki jak ja. Kochające życie, ale jednocześnie zdesperowane, matki których dzieci są nieśmiałe i introwertyczne, a które mają po prostu DOSYĆ czuć się z tego powodu jak dziwadła. Przepraszam, jeśli jakieś treści będą zbyt emocjonalne jak na publiczny blog, ale…. ale…. Zachowanie Felinka i moje reakcje od tak dawna sprawiały, że czułam się jak kosmita. W grupach rodzicielstwa bliskości czułam się, jak wyrodna, wśród ,,normalnych” ludzi jak idiotka. Wreszcie poczułam się u siebie. Zobaczyłam nieśmiałe dzieci, których nikt nie popychał ,,no idź do dzieci, no daj mi już spokój!” i poczułam ulgę tak wielką, że coś mnie aż zabolało i boli do teraz. Jakby kamlot przygniatający mnie od tysiąca lat drgnął w końcu, dając nadzieję na wolność. Jakby sterczące nade mną czarne chmury zaczęły się wreszcie rozwiewać, a z nich wyjrzało słońce. Decyzja o edukacji domowej nie jest łatwa w społeczeństwie w jakim żyjemy, proszę mi wierzyć. Z reguły poprzedzona jest jakimiś impulsami, bo nie przychodzi jako coś ,,oczywistego”. Te mamy, które dzisiaj poznałam, mają doświadczenie- z przedszkolami, innymi ludźmi, życiem w systemie. Każda, zaczynając swoją macierzyńską przygodę, myślała, że to będzie banalnie proste. Jak i ja. Czułam się jak na grupie wsparcia, terapeutycznie podziałała na mnie tylko świadomość, że nie jestem sama. Sama z poczuciem winy, galopującym strachem o własne dziecko, ale i swoją reputację. Rozerwana na strzępy- no jak to, przedszkole takie super, a ta wredota nie chce chodzić? Szkoła taka zajebista i potrzebna w życiu, a ten niewdzięcznik zmienia pod jej wpływem osobowość na jakieś monstrum? Co ze mną (lub z nim) nie tak? Jak słodko było usłyszeć, że wszystko ze mną w porządku. Tak, nie chcę by moje dziecko było spięte i nieszczęśliwe, więc COŚ Z TYM ROBIĘ- wszystko ze mną w porządku. Po trzech godzinach kojącej rozmowy, nieskrępowanej zabawy i społecznej interakcji moich malców, jaką ukradkiem podglądałam wyszłam stamtąd i czułam się, jakby skorupa żółwia na moich plecach pękała, a w jej miejsce rosły skrzydła.

Susan zaoferowała mi wszelką pomoc. Powiedziała, że jeśli chcę, pójdzie ze mną 30.09 do councilu na spotkanie (umówili mnie nie wiem po co, a ja nie wiem po co się zgodziłam) żebym nie czuła się smutna. I obiecała reagować gdy pani w biurze będzie mi zadawała pytania, które nie mają prawa paść. Czułam się tak dobrze, zaopiekowana i ważna.

A moje dzieci oczywiście nie chciały stamtąd wychodzić :) Potem do końca dania były zrelaksowane i wesołe. I widzę w tym swój udział, bo postanowiłam NIE DAĆ SIĘ PRESJI. Na to, by moje pięcioletnie dziecko umiało czytać, pisać, śpiewać, mnożyć i znało wszystkie muzea w Anglii. ,,Najlepsza edukacja w tym wieku to zabawa na świeżym powietrzu”- mówi Susan z przekonaniem. U licha, myślę to samo, teraz jedyne nad czym muszę pracować to wzmacnianie mojej tarczy ochronnej. Tarczy przed cudzymi ,,mądrościami”. Tylko musi być spora, żeby zmieściła się pod nią również moja rodzina.


10 myśli nt. „Promienie słońca zza chmur

  1. MM

    Po przeczytaniu Twojego wpisu poczułam radość i błogość…że można, że nie musimy, że nie ma obowiązku, że są ludzie, którzy już przecierają szlaki. Cudownie :D Mocne kciuki za Ciebie, Odważna Mamo :)

    Odpowiedz
  2. M

    Ja wczoraj na zebraniu w przedszkolu u mojej 4-latki dowiedzialam się, ze w ciagu najblizszych bodajze 3 miesięcy cala grupa bedzie umiala liczyc do 10. W zasadzie wiekszosc dzieci juz to umie, dowiedzialam sie – moje nie. Poniewaz nie jest tym kompletnie zainteresowane ;) bo jest zajete rysowaniem. a mnie sie nie podoba, ze beda ja od tego rysowania odrywac, bo ma sie uczyc liczyc do 10 :( nikogo nie interesuje, ze liczy do 4, bo do tylu ma obecnie chec i potrzebe (wie ile ma lat i to dla niej wazne, a moze za pol roku liczylaby do 1000 (podczas gdy inne dzieci – do 20 lub do miliona, co kto chce). ale trzeba by zrozumiec, ze dzieci nie sa takie same, a na to polskie przedszkole nie jest gotowe :(

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ech….. a ja słyszałam że podczas dni otwartych w jednej szkole nauczyciele ,,uspokajali” rodziców, że w ich szkole dzieci nie mają czasu najakieś bezmyślne zabawy,bo wszystkie zabawy są instruowane,tak by dzieci jednocześnie się uczyły.. uciekłabym z takiej szkoły chyba z krzykiem :)

      Odpowiedz
  3. anita

    Cześć, zaglądam tu czasem i się pozytywnie inspiruję :) moja dzidzia jeszcze pięciu miesięcy nie skończyła a mąż już sam wymyślił, żeby wczesną edukację jak najdalej od szkoły mu zorganizować… Idea najlepsza, ale ja wszystko zawsze muszę praktycznie roztrząsać… I myślę sobie, że zapytam Cię jakie są Twoje wrażenia po kilku miesiącach (jeśli się nie mylę) szumnie zwanej edukacji domowej? Masz jakiś stały plan tygodnia/dnia? Czy każdy dzień planowany spontanicznie? Czy może na zasadzie barteru z innymi mamami typu: ktoś instrument/język/gotowanie/sadzenie roślin?…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Nie mamy planu, generalnie jakby to nie brzmiało,staram się podążać za tymi wariatami:) Gdy widzę, że dzieci się czymś interesują, rozwijamy temat. Większość czasu to nieskrępowana zabawa, dużo wychodzimy, do muzeum, bibliotek, na koncerty, eventy dla rodzin. Jeszcze więcej do lasów i parków.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>