Bić czy nie bić- kto zadaje sobie to pytanie?!

Znowu mignęła mi gdzieś dyskusja na temat bicia dzieci. Niektórzy, uważający się nawet za pedagogów, przyznających, że pracują  z dziećmi, pod imieniem i nazwiskiem piszą, że klaps to nic złego, a prawdziwe zagrożenie czai się w ,,bezstresowym wychowaniu”- o nim już kiedyś pod imieniem i nazwiskiem pisałam na Dzielnicy Rodzica, więc kto dociekliwy może sobie zajrzeć, jeśli wola oczywiście.

Nie przepadam za zachodnią cywilizacją i uważam, że dużo spieprzyła, ale nawet ja przyznaję, że przyniosła i wciąż przynosi ze sobą wiele wartości, dzięki którym dobrze się czuję mieszkając w samym jej centrum (albo w jednym z kilku jej ognisk, jeśli można tak to określić). Jedną z nich jest (przynajmniej teoretyczny) szacunek do człowieka i zakaz stosowania wobec niego przemocy, debaty na temat wolności jednostki i walki z opresyjnymi systemami. W teorii oczywiście, co już napisałam, ale piszę raz jeszcze, bo to różnie bywa z czytaniem ze zrozumieniem w dobie nastawionych na bezmyślność testów. No więc w teorii we większości państw zachodniego świata NIE WOLNO nam stosować żadnego rodzaju przemocy wobec drugiego człowieka a jeśli mamy to w d….e, może zainteresować się nami wymiar sprawiedliwości. Beznadziejne jest dla mnie sformułowanie ,,bicie dzieci”, bo ono samo już przywołuje sugestię, że bicie dzieci w jakiś tam sposób różni się od bicia kogokolwiek innego, np. staruszków, albo ludzi z przedziału wiekowego 26-47 lat. Nazywamy dzieckiem CZŁOWIEKA który nie ukończył iluś tam lat, tak jak nazywamy staruszkiem osobę, która ileś tam ukończyła i to jest dla mnie ok. Ale zakładanie, że wiek osoby upoważnia do stosowania wobec niej przemocy jest chory, średniowieczny i musimy się z nim ostatecznie rozprawić.

Nie obchodzą mnie ŻADNE argumenty zwolenników bicia ludzi (które perwersyjnie nazywane jest przez nich klapsami) chyba, że nawiązując do tego, co w nawiasie, obie strony (pełnoletnie) czerpią z tego erotyczną satysfakcję.

Doskonale rozumiem, że dziecko potrafi wkurzyć, doprowadzić do szału albo zachowuje się tak, że najchętniej zamknęłoby się je w piwnicy na kilka godzin żeby tylko mieć spokój. Do cholery, jestem matką i zajmuję się dwójką kilkulatków przez całą dobę. Wiem, jak to jest. Jednak podobne uczucia czasami wzbudza we mnie kierowca autobusu, który nie chce na mnie zaczekać i odjeżdża mi sprzed nosa (dosłownie te same) albo pani z agencji, przez którą wynajmujemy mieszkanie olewająca moje żądania naprawy cieknącej rury. Tak, mam ochotę przełożyć paniusię przez kolano i wymierzyć na co zasługuje! A jednak tego nie robię? Dlaczego? Bo kobieta mi odda albo raczej zadzwoni na policję. Wywalą nas z mieszkania. No, na pewno zdarzyłoby się coś, czego bym żałowała.

Ta logika zawodzi, gdy bierzemy pod uwagę bicie bezbronnych istot, jak dziecko albo zwierzaka. Tak, porównuję dziecko do psa, bo uważam, że akurat w TYM przypadku jest wiele analogii. Bezbronna istota to bezbronna istota i jakkolwiek sądzę, że moralnie bardziej naganne jest uderzenie własnego dziecka niż zwierzaka, to żadna z  tych opcji nie mieści mi się w głowie. Ale innym się mieści, bo dzieci nie są w stanie oddać ani nawet (te małe ani te duże, bo są zbyt zastraszone) zadzwonić na policję. Nie wyrzucą ich z pracy ani nawet z pokoju. Nie mogą nic zrobić. Ale to w cywilizowanym świecie, na który tak często się powołujemy nie jest argument żeby kogoś bić. I zacznijmy w końcu nazywać rzeczy po imieniu. Gwałt to gwałt a nie igraszki, a bicie to bicie a nie klaps.

Jedna myśl nt. „Bić czy nie bić- kto zadaje sobie to pytanie?!

  1. Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>