Miesięczne archiwum: Luty 2015

Baby lotion i mąka ziemniaczana pozwalają zebrać myśli

Zrobię szybki update bo jakoś ostatnio pisanie regularne mi nie idzie. Kocham tego bloga, wiele mu zawdzięczam. Dzięki niemu poznałam przeogromne ilości fantastycznych ludzi. Nie chciałabym go zamykać ale czuję, że coś się wypaliło. Na pewno wypaliło się moje przemożne pragnienie by dzielić się każdym podmuchem uczucia, każdym bólem i każdym spacerem. I sama nie wiem, czy to dobrze czy źle.

Jestem inną mamą, niż wtedy, gdy zaczynałam pisać. Innym człowiekiem. Moje dzieci to nie pełzające pampersiaki i nie embriony, ale niezależne kilkulatki. Inaczej się z takimi pisze dzieciowego bloga. Inne są rozterki. Inne kropki nad ,,i”. I trzykropki w innych miejscach…

Ale czasami mnie najdzie, choćby dzisiaj. Felek niedługo wraca z Polski po krótkich wakacjach, mam więc tylko Lilę i wiele przemyśleń. Robimy razem dużo fajnych rzeczy ale mam też więcej przestrzeni tylko dla siebie. Nie wiem, czy wspominałam, że Lila nie chodzi jednak do przedszkola. Zrezygnowała po drugim dniu. Nigdzie się zatem nie musimy spieszyć ani denerwować. Jest całkiem miło. Dzisiaj kupiłam jej najtańszy balsam do smarowania dla niemowląt (nigdy bym tego nie użyła jako kosmetyku ale jako impuls twórczy posłużył doskonale) i dosypałyśmy mąki ziemniaczanej wg przepisu znalezionego niedawno w internecie. Wyszła przesuperaśna bielutka mięciutka masa, którą moja córcia bawiła się sama… prawie 2 godziny. Pomyślałam sobie, że warto się tym odkryciem podzielić, bo każdy pomysł na fajne zajęcie dziecka i zebranie w tym czasie własnych myśli może być w cenie, czyż nie? Dodatkowo łatwo się to sprząta.

Jakoś tak fajnie jest się mamą, gdy nie trzeba latać ani pochylać się ani nawet nic mówić a jednocześnie wie się, że dziecko bezpiecznie kreatywnie zajmuje się w odległości metra. Dla mnie szczególnie jest ważne to, by za bardzo nie dołączać do dziecięcych zabaw, gdyż w moim odczuciu ,,dorosły” pierwiastek zaburza prąd tej naturalnej rzeki dziecięcego rozwoju, odkrywczości, manualnej gorączki doświadczania, tarzania się, brudzenia i czyszczenia, sprawdzania i mazania. Fascynujące jest obserwować dzieci, które otrzymawszy farby czy inne artykuły do tworzenia mają pełną wolność i nikt nie sugeruje im co mają robić. Organizuję u siebie w domu co jakiś czas tego typu właśnie spotkania, maluchy mają pełne przyzwolenie na to, co zrobią z udostępnionymi materiałami. Ostatnio pewien czteroletni chłopiec wykąpał się w czarnej farbie (uprzednio rozbierając do majtek), którą rozlał na specjalnie do tego przygotowany stół- po prostu zalał ów stół farbą i położył się w tym. Potem jeździł na pupie. Radość, zaangażowanie, pomysłowość, konsekwencja, skupienie, ruch- tak często martwimy się, obserwując dzieci, że ich życiu brakuje tychże elementów. No jak to brakuje? To my odbieramy im motywację. Kontrolą i ,,podsuwaniem pomysłów”!…

Czuję się wolna gdy mogę dać wolność, kochana gdy mogę dać miłość, doceniona gdy doceniam i szczęśliwa gdy w jakikolwiek sposób mogę chociaż na chwilę uszczęśliwić. Baby Lotion i mąka ziemniaczana dały mi dziś ponownie trochę do myślenia na temat kształtu mojego macierzyństwa, kształtu kondycji duchowej mojej rodziny. I skojarzenia miałam miękkie, miłe w dotyku, plastyczne.

 

Wieczór mam

Wczoraj uczestniczyłam w fajnym spotkaniu- ,,Mums’ Night Out” czyli wypad do pubu (normalnego PUBU! z ludźmi i alkoholem!!!) matek z lokalnej grupy Attachment Parenting. Dowiedziałam się o nim od samej organizatorki, której przypadkowo dzień wcześniej udało się zawitać do mojego domu na plastyczne warsztaty dla dzieci (nie znałyśmy się wcześniej, jedynie z widzenia). Jednak dobrze zapraszać ludzi bo istnieje wówczas duża szansa, że się także zostanie gdzieś zaproszonym :)

Cały dzień byłam mega podekscytowana, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam ,,w pubie z dziewczynami”, dla normalnych ludzi to codzienność, ale dla matek pewnego typu przygoda i szał. Więc nawet se poszłam do lumpeksu po ,,nowy” zestaw spodnie- sweter! W którym miałam nadzieję wyglądać jak niezwracająca uwagi na wygląd acz schludnie! Czyli Attachment Parenting mama w swoim ,,odświętnym” pubowym wydaniu :D

No więc grupa 10 matek (w tym 3 w ciąży!) (3 z nich tylko znałam wcześniej) spotkały się przy knajpianym stoliku. Każda przychodząc oświadczała co aktualnie działo się z jej dzieckiem/ dziećmi gdy wychodziła (dziecko w łóżku rodziców z tatą, dziecko w swoim łóżeczku z tatą klęczącym obok, dziecko śpiące albo szalejące ,,ale dziś to nie mój problem”). Potem 2 godziny gadania na zaskakujący temat- DZIECI! Co lubią, czego nie lubią, jak się rodziły i kiedy się odstawiły od piersi, jak się urodzą i czemu nie chodzą do przedszkola. Standard. Pełne zrozumienie dla obwieszczeń typu ,,Moje dziecko nie ma swojego łóżka”, które to z reguły wywołuje konsternacje a pewnie i żądzę zadzwonienia na policję co u niektórych. Pełne zrozumienia kiwanie głowami nad nad szklankami w knajpianym stoliku. Jak w jakimś filmie, gdzie bar stanowi zastępstwo dla gabinetu psychiatry :)

Uważam, że to wspaniały pomysł warty powielania. Czasami czuję się idealnie samowystarczalna, częściej jednak innych ludzi- czytaj kobiet o podobnym macierzyńskim doświadczeniu- potrzebuję jak powietrza. Wracałam w podskokach z uśmiechem od ucha do ucha, bo odświeżyłam się z dala od dzieci, poznałam świetne kobietki i wypiłam 2 piwa poza domem! Dla jednych codzienność, dla innych przygoda i szał ;)

 

Ząbki

Felkowi wypadł 3 dni temu pierwszy mleczak. Akurat byłam na cyckowym szkoleniu i dostałam SMS-a, który wybił mnie z rytmu… Myślami wróciłam do domu i jego chaosu chociaż tak usilnie planowałam tego dnia tego nie robić!

No więc pierwszy mleczak, dolna jedynka, a miejscu której już rośnie nowa.

Tak czekamy na te zęby gdy nasze dzieci reprezentują sobą tylko bezbronne niemowlęctwo. Mleczny okres, miękkie nagie dziąsełka, które na pewnym etapie czerwienią się boleśnie i napawają niepokojem i ekscytacją rodziców od pokoleń.

ZĄB!!!- obwieszczamy radośnie i z ulgą gdy po 4 nocach nieprzerwanego płaczu, bywa, że gorączki czy nawet wymiotów, zaburzeń snu i apetytu wśród czerwonych poduszeczek pojawia się biała smużka.

,,Ząbkowanie”- to hasło mówi wszystko. Mama wygląda jak zombie, tata spóźnia się do pracy, ciocie kiwają głowami ze współczuciem. Wiadomo. Ale przynajmniej każdy gorszy nastrój u kogokolwiek można zrzucić na ząbkowanie i wszyscy wybaczą!

Już zdążyłam zapomnieć jak to jest mierzyć się z ząbkowaniem, a tu proszę- kolejny dylemat, refleksja, zaduma. Moje dziecko dorasta. Już nie jest okrągłym bobaskiem ale niemal sześcioletnim młodzieńcem. Według ludzkiej biologii właśnie teraz, przy okazji wymiany ząbków staje się gotowy do separacji z mamą, bardziej niezależnego społecznego życia. Nie chcę drążyć tematu dramatycznego przyspieszania nadejścia tego etapu w życiu dzieci w zachodniej cywilizacji, bo wybaczyłam sobie już zarówno przedwczesne odstawienie mojego synka od piersi, jak i kombinowanie ze żłobkami, przedszkolami itd. Nie potrzebowaliśmy tego… Ale może właśnie tak? Taka była nasza droga i jeszcze nie nadszedł jej kres. Z głową podniesioną kroczymy dalej jako pewna siebie rodzina, pełna miłości i coraz większej świadomości.

Każdy popełnia błędy. Sztuką jest coś z nich wynieść i zaświadczyć: wiem, dokąd prowadzą te koleiny. Bez zniechęcania innych do wyboru tej czy innej ścieżki, bez namawiania do podążania utartą bądź zupełnie zarośniętą drogą. Każdy ma swój czas.

Mój synek jest coraz starszy i ja uczę się z tym żyć. Piszę tego bloga już równo 5 lat. Każdy ma swój czas.