Dzienne archiwum: 9 marca 2015

Lisica i zajączek

Mój mały synek po raz pierwszy w życiu sam z siebie zaczął dzisiaj czytać i od razu przewalił całe opowiadanie z tomiku o różnych pomylonych zwierzakach. Zatkało mnie. Gdy był w szkole, poznał większość literek, nauczył się pisać swoje imię i podstaw angielskiej wymowy poszczególnych znaków. Odkąd jedziemy na edukacji domowej, nie było siły która zbliżyłaby to dziecko do jakiegokolwiek pisania bądź czytania. Postanowiliśmy czekać. Tak, prawie codziennie robię mu wykłady na temat polskiej pisowni, które w moim odczuciu trafiały w ścianę gdyż ani nikt mnie nie słuchał, ani nie zauważyłam żadnych oznak, żeby wykłady zostawały zapamiętane..

A jednak zostały, gdyż mój synek dzisiaj świetnie radził sobie z większością liter, także dwuznaków! Zauważyłam także, że ,,zapamiętuje” występujące często wyrazy typu ,,się”, ,,nie” czy akurat w tym tekście- chatka, lisica, zajączek i potrafi bez grzebania się we wszystkich literkach ocenić z jakim słowem ma do czynienia i je po prostu wymówić- jestem taka dumna i szczęśliwa! Czytając, Feliksik tańczył, miotał się, przewracał na podłogę i robił sobie przerwy na ćwiczenia (sam z siebie) ale walczył do końca! Czasami prosił o pomoc przy wyrazach typu ,,rozbrzmiewał” czy ,,dalejże”, którą też otrzymywał natychmiast od rozemocjonowanej matki która aby nie dać po sobie poznać, jak się tym przejmuje (żeby dziecka nie obciążać i nie zniechęcać) jednym okiem czytała ,,Twój Styl” sprzed 3 lat. Jak czytamy to czytamy! Razem <3 Przyszło mi na myśl, że w szkole za Chiny Ludowe by tych czytelniczych tańców nie mógł odstawiać. I po raz kolejny pogratulowałam sobie i Marcinkowi telepatycznie (bo on w pracy) że zdobyliśmy się na to, by mu zaufać. Synkowi, światu i światłu tego naszego coraz weselszego życia.

Edukacja domowa jest trudna i pełna kryzysów, czasami nawet łez, bo nie dość, że nie wszystko idzie idealnie, to jeszcze czuje się ten obstrzał… Nie ma tygodnia by przynajmniej kilka osób nie zapytało, kiedy właściwie poślemy Felka do szkoły, skąd taka dziwaczna decyzja? Niektórzy uwielbiają mi także wytykać, czego to ja NA PEWNO dziecka sama nie nauczę więc robię mu krzywdę ,,trzymając w domu”. Nie mam na szczęście czasu się tym mocno zadręczać, ale nie powiem, by były to moje ulubione tematy.

Edukacja domowa to miliard hektarów żyznej ziemi pod uprawę. Problem jest taki, że nie ma się zbyt wielu narzędzi, wszystko trzeba robić ręcznie, w pocie czoła, bez względu na pogodę. I gdy wydaje się, że nic z tego nie będzie, bo kolejna wychuchana główka sałaty znika w paszczy ślimaka, napawający nadzieją zagonik marchewki ginie na suszy a kalarepka zgniła zbyt mocno podlewana, gdzieś pod płotem pojawiają się kobierce przylaszczek. Nie wiadomo skąd, bo nikt ich tam nie sadził. Ale są piękniejsze, dorodniejsze i bardziej potrzebne niż cała reszta pielęgnowanych godzinami rabatek.