Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Dziel się

Ostatnio byłam świadkiem takiej sytuacji: bąbel około dwuletni wykazał zainteresowanie maminym telefonem i udało mu się nawet dorwać ów sprzęt na co mama zareagowała natychmiastowym (bez słowa wyjaśnienia) odebraniem swojej własności z rąk uzurpatora. Następnie maluch poszedł się bawić jakimiś zabawkami. Były też tam inne dzieci i chciały bawić się tym samym. Rzeczony bąbel zareagował impulsywnie i niechętnie wobec wspólnej zabawy. Mama bąbla okazała duże niezadowolenie z faktu że jej dziecko ,,nie chce się dzielić”. Mały wpadł w histerię.

Jak absurdalnie czasami niesprawiedliwy jest nasz sposób traktowania dzieci?

Ilu histerii w ciągu doby udałoby się uniknąć gdybyśmy okazywali naszym dzieciom to samo czego oczekujemy od innych?

Z jednej michy

Od jakiegoś czasu obserwuję, że bardzo prostym rozwiązaniem w żywieniu rodziny jest jedna micha położna w dostępnym miejscu, z której żywieni mogą częstować się w ilości i częstotliwości odpowiedniej dla ich wieku i możliwości (pięknie rymuję, wiem!). Tak, tak oczywiście, nie wszystkie dania się do tego nadają, ale jest mnóstwo takich, przy których to rozwiązanie zdaje egzamin!

Zauważyłam, że moje (w granicach mojej cierpliwości grymaśne) dzieci zjadają więcej, szybciej zdrowiej gdy mogą same decydować kiedy i ile jeść. Zrobiłam przykładowo kaszę gryczaną z okrą i sosem. Gdybym zapytała Felka: ,,Chcesz kaszę gryczaną z warzywami?” skrzywiłby się i uciekł. Gdybym postawiła przed nim to w misce nie mówiąc, co to, zjadłby może łyżkę, skrzywiłby się i uciekł. Jednak zrobiłam cały gar potrawy i udostępniłam go ze sterczącą łyżką na stole. Felek zapragnął budyniu, na co odrzekłam, że dostanie go jak zje obiad. Poleciał gdzieś i po chwili wrócił z pełną buzią, w dodatku zieloną, bo po drodze znalazł jeszcze opakowanie szpinaku (leżało otwarte na wysokości jego oczu) i skonsumował 2 garście. Okazało się, że (na moje oko) zeżarł tej kaszy porcję jak dla dorosłej osoby! NIGDY nie zjadłby tyle gdybym nałożyła mu to do jego miski.

Często przyrządzam pieczone warzywa i wtedy takie postępowanie wydaje się łatwe i naturalne, lecz nie przyszło mi do głowy by podobnie czynić z daniami typu risotta i kasze. A jednak okazało się, że to przyjemny i niestresowy sposób na ,,niejadka” a właściwie marudę jakim bywa mój synek. No i naczyń do mycia mniej :)