Odczarowanie

Oglądaliśmy stare zdjęcia. Stare jak świat, czyli na naszej klasie, przedstawiające w całej krasie dwa niemowlęctwa: niemowlęctwo Felka i niemowlęctwo Lili. W akompaniamencie okrzyków zachwytu i niecierpliwości: ,,Telaz mnie pokaz!” ,,A ja, jaki byłem słodki?”

- A Lila jaka była malutka i słodziutka!- wyraził swoją dziką aprobatę wobec fotek uśmiechniętego bobaska Felek. – Pewnie się nią opiekowałem.

I wtedy coś we mnie pękło.

Zupełnie nie miałam ochoty ani potrzeby ściemniać i zagłaskiwać rzeczywistości beznamiętnymi przytaknięciami. Bez gniewu i wyrzutów powiedziałam prawdę. Że był to dla nas wszystkich bardzo trudny czas. Że on miał dwa latka i nie tylko nie opiekował się ,,słodziutką Lilą” ale bił ją, obrzucał metalowymi samochodami i bałam się zostawić ich na minutę pobytu w toalecie bo autentycznie bałam się o dziecko. Że wiem, że to nie była wina Felka, bo tak reagował na fakt, że było mu równie ciężko (a może i ciężej) niż mnie. Rozmowa ta przebiegała już nieco później, bez obecności Lili. Zdziwiło mnie z jakim spokojem i skupieniem mój sześcioletni synek podszedł do tematu, bo on teraz uwielbia dzidzie i na prawdę cudownie na nie reaguje. Informacja że ON mógł mieć takie pomysły, jak rzucanie bobaska metalowymi przedmiotami musiała podziałać na niego druzgocąco.

A mnie te wyzwania wyzwoliły z traumy jaką noszę w sobie od dawna. Nic bowiem tak nie bolało mnie we wspomnieniach z mojego całego chyba życia jak świadomość, że nie potrafiłam poradzić sobie z dwójką własnych dzieci naraz. Jedno było nieszczęśliwe, opuszczone i agresywne, drugie płaczące do utraty tchu, spięte i obolałe (niemowlę z guzem od uderzenia- czy można sobie wyobrazić coś gorszego i bardziej wpędzającego w poczucie winy?!)

Nie powiedziałam mu tego, żeby poczuł, że go obwiniam. Czułam, że to wciąż jakoś stoi na linii tworzenia się i funkcjonowania naszej relacji. To poczucie że coś nie poszło, było we mnie i dzisiaj się z niego oczyściłam. Bo Felek powiedział:

- Teraz ja już bym tak nie robił, bo wiem, że dzidziami trzeba się opiekować a nie ich bić.

I tym stwierdzeniem jakby skruszył kamienną skorupę mojej matczynej duszy. Ogromy ciężar, który ograniczał czasami możliwości zaczerpnięcia życiodajnego oddechu rozpłynął się i zniknął. Nadal nie mogę uwierzyć to, jak dobroczynny terapeutyczny wpływ może mieć najzwyklejsza szczerość. Nic już nie haczy, nie blokuje, nie rujnuje. Nie sączy goryczy. Rozprawiłam się z tym ostatecznie, wybaczyłam sobie i zaprosiłam moje dziecko do uczestniczenia w NOWYM.

A ono, jak zawsze (!) z gracją, bo najlepiej jak potrafiło, skorzystało z zaproszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>