Rok edukacji domowej

Minął rok odkąd Felinek jest oficjalnie dzieckiem uczonym w domu. Na początku traktowaliśmy to jako swego rodzaju eksperyment, ,,zobaczymy co będzie” i ,,poczekajmy na miejsce w szkole”. Tym czasem miejsce w szkole zostało nam zaoferowane, ale my… odmówiliśmy. Bo w końcu tak bardzo czujemy, że to, co się dzieje, że wybory podejmowane dla naszej rodziny są słuszne. I nam służą.

Rok. Oglądałam dzisiaj nasze homeschoolingowe zdjęcia z dwunastu intensywnych miesięcy i trudno mi było momentami uwierzyć, jak wiele oni robią- a przecież fotki to jedynie ułamek tego huraganu kreatywności i fabryki pomysłów, jakie na co dzień rozpracowują nasze dzieci. Pomyślałam, że ładnie byłoby coś napisać w ramach podsumowania, chociaż w głębi serca nie czuję takiej potrzeby. Nie czuję, że muszę cokolwiek komuś udowadniać, z czegoś się tłumaczyć, czymś chwalić. Zaczynam dorastać do pełnej macierzyńskiej równowagi w polu której nie ma miejsca na porównywanie siebie czy dzieci z kimkolwiek. Jest, jak jest, a jest dobrze.

A potem pomyślałam, że coś tam skrobnę, bo wiem, ile znaczy zachęta dla tych, którzy wciąż jeszcze się wahają i szukają potwierdzenia dla słuszności swojej decyzji- to dla nich piszę, nie dla tych, którzy z edukacją domową nic wspólnego mieć nie chcą- absolutnie nie chcę nikogo do niczego namawiać bo już przestałam wierzyć że uda się zachęcić ryby do oddychania powietrzem. Rybom wielokrotnie zazdrościłam (wciąż mi się to zdarza), że potrafią oddychać pod wodą więc jest ferinaf….

No więc małe podsumowanie. Na prawdę małe.

Nie chce mi się rozdmuchiwać faktu, że Lila zaczęła właśnie pisać, a jej pasją jest alfabet i ludzka anatomia, co bywa koszmarem, gdy dziecko od godziny 10 do 17 cały czas chce się uczyć i oczekuje od rodziców że się do tego aktywnie ustosunkują- ale cóż, jak mawia mój syn- ,,chciałam szkołę, to mam”- nic dodać nic ująć, tyle w temacie czterolatki która dostała jakiegoś amoku w pędzie do wiedzy akademickiej ostatnio a ja usiłuję z wywieszonym językiem nadążyć. Nie wiem, czy warto w ogóle poruszać temat Felinka, który w końcu nauczył się kooperować z dziećmi na normalnych zasadach i poznał swojego pierwszego prawdziwego przyjaciela (nie udało się to ani w przedszkolu ani w szkole- a pisząc o tym teraz i wspominając jak bawili się w ekipę ratującą zwierzęta z laboratoriów mam oczy wilgotne więc chciałabym z tego miejsca serdecznie pozdrowić Yonatana i Jego Mamę, którzy są i całym swoim życiem pokazują jak piękną duszę można mieć żyjąc po prostu po swojemu a jednocześnie dla kogoś- Boże, oby więcej było takich ludzi). Felinek otworzył się na ludzi, a jego samodzielność niekiedy zawstydza i zachwyca. Potrafi stanąć w obronie słabszego, zainicjować zabawę, sam się zająć a gry komputerowe przestały być tym, co potrafiło go zerwać dosłownie w środku nocy z łóżka. Tak się stało pod wpływem towarzystwa ze szkoły (tak, pięciolatki) i było trochę creepy. Teraz w zasadzie nie gra. No, nie gra praktycznie wcale, czasami z tatą na telefonie, właśnie sobie to uświadomiłam. Wciąż lubią bajki, ale gładko zaakceptowali zasady, że można je oglądać tylko w weekendy jak nie ma co robić. W tygodniu w analogicznej sytuacji oglądają programy edukacyjne które potem jakoś tam przeżywamy w realnym życiu- ostatnio widzieli gdzieś filmik o legendzie potwora z Loch Ness i już za 2 miesiące lecimy do Szkocji na jego poszukiwania :)

Miałam nie pisać o zmianach jakie zaszły w dzieciach, bo sama właściwie nie wiem do końca, czy są efektem homeschoolingu, czy ich nieuniknionego dorastania, bo może być i tak i tak.

Egocentrycznie chciałam napisać o sobie. Że zaczęłam odkrywać cudowność mojego starszego dziecka, której nie potrafiłam dostrzec bo albo go fizycznie przy mnie nie było albo byłam tak zajęta i przytłoczona banalnością codziennej organizacji że zamykałam się przed tym, co ważne. Jestem cierpliwsza. Bardziej otwarta. DUŻO WIĘCEJ wiem, bo stale zadawane pytania i inicjatywy moich dzieci zmuszają mnie do nieprzerwanego, codziennego zdobywania wiedzy na tematy tak różne, że przestaję być zdolna opierać się pięknu tego świata. Chcemy z Marcinkiem ciągle coś robić, paradoksalnie w końcu zaczęliśmy mieć oboje czas na wspólne oraz indywidualne hobby i po prostu dla siebie.

Dawniej nie wyobrażałam sobie, że biorę książkę z półki ,,literatura piękna” (nie, nie poradniki, nie pamiętniki położnych ani kucharskie!) i jadę na kilka godzin poczytać na kocu na trawie SAMA. Czułam, że to w jakiś sposób nie ok, że powinnam raczej robić coś z dziećmi… Że one tracą… Teraz nie myślę w taki sposób, bo tyle rzeczy robimy razem, że i dla nich i dla mnie stało się to zupełnie naturalne i w żaden sposób nie krzywdzące dla nikogo, że mama czy tata mają ochotę pobyć trochę sami. Albo ze sobą.

Mimo to uwielbiamy być wszyscy razem też bardziej niż kiedyś. I teraz, kiedy nasz synuś był znowu kilka dni w Polsce u dziadków, nie możemy się doczekać aż wróci, bo czujemy siłę i prawdziwą radość życia dopiero w komplecie.

Słabe to podsumowanie… Żadnych tabelek, rubryk typu ,,rok temu” i ,,teraz”, wykresów, nagrań, próbek pracy akademickiej dzieci. Wyników typu wygrana w olimpiadzie matematycznej na szczeblu wojewódzkim czy dyplom od ministra edukacji za obrazek pt. ,,Kim będę gdy dorosnę”.

Bo największym osiągnięciem całej naszej czwórki jest życie z dala od myśli, że to może mieć dla nas (!) znaczenie. I dojście do punktu w którym nie mamy wyrzutów sumienia,  że tak właśnie w sercach czujemy.

 

7 myśli nt. „Rok edukacji domowej

  1. cudowna mama

    Swietnie sie to czyta Marysiu,gratuluje Ci mocy i kreatywnosci i dziekuje ze sie tym dzielisz,usciski dla calej 4♡♡♡

    Odpowiedz
  2. Joanna

    O tak. ED rozwija nie tylko dzieci ale i rodziców, którzy się tego podejmą. Jestem właściwie na tym samym etapie co Ty, zarówno jeśli chodzi o staż w ED jak i o nabywanie świadomości :)

    Odpowiedz
  3. basja

    dziękuję za ten wpis!
    Ja już jestem przekonana do ed tylko czasem mam jeszcze wątpliwości mnie nachodzą :)
    my jesteśmy dopiero na początku tej przygody :)

    Odpowiedz
  4. Dzieciakiija

    Bardzo dobre podsumowanie. Interesuje mnie jeszcze to jak godzisz obowiązki domowe z czasem na naukę dzieci i na blog. Szczerze. Dyscyplinujesz się i ustawiasz sobie ramy czasowe – teraz pracujemy? Bałabym się, że zmywarka będzie do wyjęcia, że połoga do umycia i tak dzień za dniem minie a przecież nie tak miało być.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Podążam za dziećmi i to one decydują co i kiedy chcą robić. Ja tylko daję możliwość- a że czasami jest bałagan…tzn często….. no cóż coś za coś :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>