Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Na grupie homeschoolingowej nie ma grubych dzieci

Nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy, mimo, że na rozmaite grupy związane z edukacją domową chodzimy już ładnych 15 miesięcy. Może dlatego że wobec dzieci raczej nie jestem czepialska, może dlatego, że zwracam uwagę głównie na własny przychówek gdy odwiedzam jakiekolwiek miejsce publiczne. Nie wiem. Faktem jest jednak, a uświadomiła mi go dzisiaj Annabelle, mama sześcioletniego chłopca, że nie przypominam sobie ani jednego dziecka z nieznaczną choćby nadwagą z jakiejkolwiek grupy. Dzisiaj serce aż rosło, bo na spotkaniu lokalnych ,,homeschoolersów” było kilkadziesiąt dzieciaków i jesienna szaruga zarumieniła się wszystkimi kolorami tęczowych fatałaszków. Za namową Annabelle przyjrzałam się gromadce. WSZYSTKIE dzieci szczupłe, od maluszków stawiających pierwsze kroki po starsze nastolatki.

Nie zamierzam wyciągać pseudonaukowych wniosków, szczególnie że jako matka dzieci cieszących się unschoolingiem wiem, że to wcale nie jest takie idealne. Nie jest tak, że nasza dieta jest najzdrowsza na świecie a dzieci całymi dniami nic innego nie robią tylko ganiają po podwórku (w Londynie o to ciężko). Czasami spędzamy dni w domu, czasami dostają jajka niespodzianki. Jest… normalnie. I wiem z wywiadów, że w innych rodzinach jest podobnie. Normalnie. Nieidealnie.

Przemyślenia te natomiast popchnęły mnie w kierunku zagadnienia czynników psychicznych w nadwadze i otyłości. Bo przecież nie jest tak, że dzieci chodzące do szkoły są grube. Nie wszystkie przecież! Jakiś tam ich procent. Ale wszystkie z tym problemem, które znam, chodzą do szkoły. Natomiast nigdy nie widziałam dziecka choćby z nadwagą w kręgu edukacji domowej. Sama nie wiem co o tym sądzić.

 

Dla refleksji

Dzięki rozlicznym doulowym szkoleniom powoli oduczam się oceniania cudzych wyborów. Ale są pewne granice, których mentalnie nie potrafię przekroczyć jeśli chodzi o serce i empatię. Ten wpis może wydać się radykalny. Osoby wrażliwe proszę o nieczytanie.

W najbliższej nam rodzinie kilka dni temu podczas narodzin umarła dziewczynka. Donoszona.Mama całą ciążę bardzo dbała o siebie i maleństwo. Wszystko było dobrze aż do tragicznego w skutkach, trudnego do wyjaśnienia zdarzenia. Jesteśmy pogrążeni w żałobie.

Idziemy dzisiaj odebrać córeczkę znajomej ze szkoły a tu stoi czekając na otwarcie bramki taka pinda, widać, że co najmniej 8 miesiąc ciąży, z papierosem i gada z koleżankami (one z dziećmi), z czegoś tam sobie żartują, gestykulują. Sielanka. Jedna istota w tym towarzystwie rozpaczliwie walczy w tym momencie o przetrwanie. Patrzę pindzie (przepraszam za wyrażenie, to są te momenty gdzie empatii mi BRAK i nawet nie usiłuję jej w sobie wzbudzać) w oczy, zjeżdżam wzrokiem na brzuch, patrzę jej w oczy. Chcę, żeby widziała, że ktoś wie i nie jest mu to obojętne, że moja reakcja jest negatywna. Ona utrzymuje mój wzrok i robi minę pt. ,,Co mi zrobisz?”

Nic ci nie zrobię, ale to co ty robisz idiotko jest poniżej jakiejkolwiek krytyki. Jest tak bezdennie głupie i okrutne, że chce mi się rzygać.

Nie mogę pojąć jak ludzie mogą sobie tak pogrywać ze zdrowiem i życiem własnych dzieci i to w XXI wieku, gdy nie można wytłumaczyć swojej ignorancji tym, że ,,się nie pomyślało”. KAŻDY WIE, ŻE PALENIE W CIĄŻY TO PEWNA KRZYWDA DLA DZIECKA, nawet jeśli miałoby to dać widoczne efekty za 5, 10 albo 30 lat.

Po traumatycznym zdarzeniu jakie miało miejsce w naszej rodzinie stałam się bardzo wyczulona na kwestię doceniania tego co się ma. Szkoda, że takie cizie są zbyt ograniczone, żeby holistycznie spojrzeć na skutki tego, co robią. I tak, rozumiem, że pewnie ona jest bardzo biedna, miała trudne dzieciństwo a w ogóle to ma ciężkie życie. Dlatego z premedytacją uczyni je cięższym komuś innemu.

I wiecie co? Nie jest to żadne usprawiedliwienie. A ja owszem, oceniam, bo ktoś chyba musi. Powiem więcej: mam nadzieję na liczne udostępnienia żeby mogła na to spojrzeć przynajmniej jedna taka, której to dotyczy. Bo ta polityczna poprawność zachodzi zdecydowanie za daleko.