Dzienne archiwum: 25 listopada 2015

Na grupie homeschoolingowej nie ma grubych dzieci

Nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy, mimo, że na rozmaite grupy związane z edukacją domową chodzimy już ładnych 15 miesięcy. Może dlatego że wobec dzieci raczej nie jestem czepialska, może dlatego, że zwracam uwagę głównie na własny przychówek gdy odwiedzam jakiekolwiek miejsce publiczne. Nie wiem. Faktem jest jednak, a uświadomiła mi go dzisiaj Annabelle, mama sześcioletniego chłopca, że nie przypominam sobie ani jednego dziecka z nieznaczną choćby nadwagą z jakiejkolwiek grupy. Dzisiaj serce aż rosło, bo na spotkaniu lokalnych ,,homeschoolersów” było kilkadziesiąt dzieciaków i jesienna szaruga zarumieniła się wszystkimi kolorami tęczowych fatałaszków. Za namową Annabelle przyjrzałam się gromadce. WSZYSTKIE dzieci szczupłe, od maluszków stawiających pierwsze kroki po starsze nastolatki.

Nie zamierzam wyciągać pseudonaukowych wniosków, szczególnie że jako matka dzieci cieszących się unschoolingiem wiem, że to wcale nie jest takie idealne. Nie jest tak, że nasza dieta jest najzdrowsza na świecie a dzieci całymi dniami nic innego nie robią tylko ganiają po podwórku (w Londynie o to ciężko). Czasami spędzamy dni w domu, czasami dostają jajka niespodzianki. Jest… normalnie. I wiem z wywiadów, że w innych rodzinach jest podobnie. Normalnie. Nieidealnie.

Przemyślenia te natomiast popchnęły mnie w kierunku zagadnienia czynników psychicznych w nadwadze i otyłości. Bo przecież nie jest tak, że dzieci chodzące do szkoły są grube. Nie wszystkie przecież! Jakiś tam ich procent. Ale wszystkie z tym problemem, które znam, chodzą do szkoły. Natomiast nigdy nie widziałam dziecka choćby z nadwagą w kręgu edukacji domowej. Sama nie wiem co o tym sądzić.