Miesięczne archiwum: Luty 2016

Ferie w Polsce

Moje dzieci lecą jutro z Marcinkiem do Polski. One zostają tam prawie 3 tygodnie, Marcinek wraca po kilku dniach. Ja… zaczynam pracę. Przez 6 tygodni będę prawie pełnoetatową postnatal doulą :) Przysłuży się to świetnie budżetowi i jeszcze lepiej mojemu samopoczuciu. 2 lata temu marzyłam o kursie, nie wierząc do końca, że w ogóle będę miała jakieś zlecenia. Teraz mogę rzec, że jako doula jestem bardzo satysfakcjonująco zajęta :) Więc nic, tylko podążać za tym, co się czuje, co cię woła, bo to na pewno jest TO.

Skupmy się na pierwszym zdaniu tego posta…. O ile Felinek już lata już od dawna i zostawał nawet na miesiąc, to moja dzidzia nigdy nie nocowała bez któregoś z rodziców… Dopiero odstawiła się od piersi. Nagle tak bardzo urosła, spoważniała, wyostrzył jej się humor i inteligencja. I chce lecieć. No to leci.

Jedna ze znajomych homeschoolingowych mam, z 2 córeczkami, 4- letnią i 11- miesięczną powiedziała, że mi zazdrości. Ja jej oczywiście na to, że będąc na jej etapie też nie wierzyłam, że cokolwiek w moim życiu się zmieni. Że nigdy nie wyjdę z cyca, pieluch, wózka i tego niemożliwego do ogarnięcia kołowrotu. Po raz setny albo tysięczny to napiszę: CZAS. Dajmy sobie czas. Dajmy go dzieciom. Naszym partnerom. Bo niezależnie od tego, jak nie walczymy, chcąc go zatrzymać lub przyspieszyć, on i tak ma swój rytm. Czasami też warto tak zorganizować sobie mentalną przestrzeń, by żyć bez presji czasu zupełnie. Nagle okaże się, że te młodsze dzieci są w wieku starszych i ich potrzeby są po prostu INNE, możliwe do zaspokojenia przez nie same lub inne osoby, niż tylko mama, mama, mama.

Czuję się spełniona i w końcu nie muszę zmagać się z wyrzutami sumienia. Moje dzieci świetnie rozumieją ideę doulowania i cieszą się ze mną z każdej nowej klientki, są doskonale na bieżąco. Mam cudowną opiekunkę, u której wolą przebywać niż w domu :) Jakże inne jest to moje obecne doświadczenie od tego sprzed lat, gdy usiłując sprostać oczekiwaniom otoczenia, unieszczęśliwiałam siebie i dziecko. Nigdy więcej!

Oczywiście, mam myśli, jak to będzie, jak ona będzie zasypiać, jak jej będzie bez godzinnego porannego kotłowania się z mamą w łóżku, ale zaraz przychodzi z odsieczą racjonalność: no a jak ma być? Będzie normalnie! Inaczej niż w domu, ale wciąż bezpiecznie. Różnorakie doświadczenie to bogactwo dla człowieka. Chwała Bogu, nigdy nie byliśmy orędownikami rutyn w wychowywaniu dzieci więc teraz nie mamy problemów z nocowaniem w miejscach innych niż dom i przesuwaniem godzin w tę czy wew tę w zależności od tego, co nieprzewidywalne życie przynosi. A oni reagują na to wdzięcznie i ze zrozumieniem… Zazwyczaj z radosną ekscytacją. Nie buntują się. Nie boją. Nie walczą. Płyniemy sobie razem na tej samej łódce za ogólną zgodą :)

Wiecie, co Lila teraz robi? Rysuje mi siebie, Felka i Marcinka, żebym mogła sobie na te cuda patrzeć i tęsknić trochę mniej. Zrobiła mi też kilka kartek łamigłówek, żebym się nie nudziła. Jak widać, w jej oczach zostawienie mnie wiąże się z większą krzywdą niż w moich wysłanie jej na ferie! :)

Inspiracja, podziw

Typowy homeschoolingowy dzień za nami. 8 godzin poza domem, planetarium, plac zabaw, wyścig hulajnogowy, kanapki z humusem w piętrowym autobusie. Ból głowy matki (mnie) desperacko usiłującej odpowiadać na każde pytanie, reagować na każdą niedyspozycję, podawać bidon z wodą na czas.

A tu kolorowa rodzinka w parku. Mama, tata, bobo w nosidle, toddler pcha wózek, dwie małe dziewczynki mknące w podskokach w kierunku drewnianych drabinek. ,,Piękni”- myślę. Spacerek w godzinach szkolnych, a starsze dzieciaczki na outingu, to pewnie też ciągną homeschooling, jak ja matka pociągowa….

- Spójz na nogi tego pana- szepcze konspiracyjnie Lila starając się z całych sił nie pokazywać palcem. Tak. Zbyt zajęta byłam użalaniem się nad swoim bólem głowy, żeby dostrzec.

Tata nie miał nóg. To znaczy miał, ale sztuczne. Jak wiele się zdarzyło, ile musiał przejść dosłownie i w przenośni, by w ten dżdżysty lutowy dzień z taką radością na twarzy wybrać się z liczną rodzinką do parku?

Tak często wydaje nam się, że czegoś nie możemy. Że coś nas przerasta. Boli głowa, boli istnienie. Ale to nie tak. Nie jesteśmy stworzeni do tego, żeby się poddawać.

Fajnie, że mają tyle dzieci. Może więcej mądrych ludzi pójdzie kiedyś naprawiać ten świat.