Ferie w Polsce

Moje dzieci lecą jutro z Marcinkiem do Polski. One zostają tam prawie 3 tygodnie, Marcinek wraca po kilku dniach. Ja… zaczynam pracę. Przez 6 tygodni będę prawie pełnoetatową postnatal doulą :) Przysłuży się to świetnie budżetowi i jeszcze lepiej mojemu samopoczuciu. 2 lata temu marzyłam o kursie, nie wierząc do końca, że w ogóle będę miała jakieś zlecenia. Teraz mogę rzec, że jako doula jestem bardzo satysfakcjonująco zajęta :) Więc nic, tylko podążać za tym, co się czuje, co cię woła, bo to na pewno jest TO.

Skupmy się na pierwszym zdaniu tego posta…. O ile Felinek już lata już od dawna i zostawał nawet na miesiąc, to moja dzidzia nigdy nie nocowała bez któregoś z rodziców… Dopiero odstawiła się od piersi. Nagle tak bardzo urosła, spoważniała, wyostrzył jej się humor i inteligencja. I chce lecieć. No to leci.

Jedna ze znajomych homeschoolingowych mam, z 2 córeczkami, 4- letnią i 11- miesięczną powiedziała, że mi zazdrości. Ja jej oczywiście na to, że będąc na jej etapie też nie wierzyłam, że cokolwiek w moim życiu się zmieni. Że nigdy nie wyjdę z cyca, pieluch, wózka i tego niemożliwego do ogarnięcia kołowrotu. Po raz setny albo tysięczny to napiszę: CZAS. Dajmy sobie czas. Dajmy go dzieciom. Naszym partnerom. Bo niezależnie od tego, jak nie walczymy, chcąc go zatrzymać lub przyspieszyć, on i tak ma swój rytm. Czasami też warto tak zorganizować sobie mentalną przestrzeń, by żyć bez presji czasu zupełnie. Nagle okaże się, że te młodsze dzieci są w wieku starszych i ich potrzeby są po prostu INNE, możliwe do zaspokojenia przez nie same lub inne osoby, niż tylko mama, mama, mama.

Czuję się spełniona i w końcu nie muszę zmagać się z wyrzutami sumienia. Moje dzieci świetnie rozumieją ideę doulowania i cieszą się ze mną z każdej nowej klientki, są doskonale na bieżąco. Mam cudowną opiekunkę, u której wolą przebywać niż w domu :) Jakże inne jest to moje obecne doświadczenie od tego sprzed lat, gdy usiłując sprostać oczekiwaniom otoczenia, unieszczęśliwiałam siebie i dziecko. Nigdy więcej!

Oczywiście, mam myśli, jak to będzie, jak ona będzie zasypiać, jak jej będzie bez godzinnego porannego kotłowania się z mamą w łóżku, ale zaraz przychodzi z odsieczą racjonalność: no a jak ma być? Będzie normalnie! Inaczej niż w domu, ale wciąż bezpiecznie. Różnorakie doświadczenie to bogactwo dla człowieka. Chwała Bogu, nigdy nie byliśmy orędownikami rutyn w wychowywaniu dzieci więc teraz nie mamy problemów z nocowaniem w miejscach innych niż dom i przesuwaniem godzin w tę czy wew tę w zależności od tego, co nieprzewidywalne życie przynosi. A oni reagują na to wdzięcznie i ze zrozumieniem… Zazwyczaj z radosną ekscytacją. Nie buntują się. Nie boją. Nie walczą. Płyniemy sobie razem na tej samej łódce za ogólną zgodą :)

Wiecie, co Lila teraz robi? Rysuje mi siebie, Felka i Marcinka, żebym mogła sobie na te cuda patrzeć i tęsknić trochę mniej. Zrobiła mi też kilka kartek łamigłówek, żebym się nie nudziła. Jak widać, w jej oczach zostawienie mnie wiąże się z większą krzywdą niż w moich wysłanie jej na ferie! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>