Miesięczne archiwum: Marzec 2016

Młodzi rodzice

Z grupy Attachment Parenting oraz kilku spotkać homeschoolingowych znam mamę pewnej trzyletniej dziewczynki. Mamy podobne zainteresowania i filozofię życiową więc utrzymujemy przyjazny kontakt. Ostatnio wyznała, że urodziła córcię mając 17 lat. Wprawiła mnie tym w podziw, gdyż to oznacza, że jest ode mnie prawie 10 lat młodsza a mądrością, świadomością, cierpliwością i miłością do dziecka mogłaby na prawdę niejedną ,,potrzebującą” osobę (należącą do wcześniejszego rocznika!) obdzielić.

Z wielką przyjemnością poszliśmy dzisiaj na imprezę urodzinową tej dziewczynki. Jakież było moje pozytywne zdziwienie, gdy zobaczyłam, jak wielu jest fantastycznych młodych rodziców. Młodych, czyli w wieku 18, 19, 20 lat. Po porodach domowych, mamy karmiące piersią nawet kilkulatki, z wielką wiedzą i pozytywnym nastawieniem do świata. Tak cudownie negujący stereotyp o rozszalałych nastolatkach niezdolnych do ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny.

Tak, wiele z tych dzieci nie było planowanych, ale ich rodzice stworzyli im pełne miłości i dobrych wzorców środowisko do bezpiecznego wzrastania. W przeciwieństwie do wielu starszych, zawodowo ustawionych rodziców, którzy są w stanie zapewnić wszystko swoim dzieciom pod względem materialnym, ale odbywa się to z ponoszeniem kosztów. I ponosi je dziecko. Mimo, że jego przyjście na świat było zaplanowane w najmniejszych detalach. Udało się nawet wstrzelić w miesiąc, kiedy firma zwalnia obroty po sezonie… 

Dwudziestoletni ojcowie parolatków, którzy są w stanie nie podnieść głosu przez 4 godziny dumnie chwalący się tauażami z imieniem pociechy… Jawnie okazujący uczucia szacunku i troski nie tylko dzieciom, ale także swoim partnerkom. Piękne młode kobiety w świecących makijażach i modnych sukienkach karmiące piersią (lub piersiami, bo zdarzały się i duety!) na żądanie w środku szalonej imprezy. Ta atmosfera dodała mi sił i uśmiechu. Bo była tak bardzo sprzeczna z tym, co wygaduje się w kontekście nieplanowanych dzieci, szczególnie nastolatków.

Ostatnio moja droga prowadzi przez różne zakamarki. Będąc tu i ówdzie przekonuję się, jak niewiele wspólnego z rzeczywistością ma to, co słyszymy od ludzi zamkniętych w czterech żałosnych ścianach swojego prostego osądu. Pracowałam dla Muzułmanki. Poznałam cudownych (bardzo) młodych rodziców i ich pogodne dzieci. Miałam okazję podejrzeć interakcje w rodzinie gdzie są 2 mamy i za to żadnego taty. I wierzcie mi, że to wszystko jest absolutnie OK.

 

 

Terapia usypiająca

Przedwczoraj dzieciuszki wróciły z Polski całe i zdrowe i od samego początku zachwycały nas swoja mądrością i dojrzałością. Patrzyliśmy na nie w niemym podziwie, zdając sobie sprawę z własnych niedociągnięć, czując wdzięczność za to wyróżnienie, jakim los nas obdarzył, kierując te nieopisane istoty pod naszą opiekę.

Słyszę, że Felek miota się w łóżku, Lila już od jakiegoś czasu śpi.

- Wszystko w porządku synuś?”- pytam z salonu, bo trudno mi się ruszyć, zawalonej przygotowaniami do jutrzejszego spotkania The Positive Birth Movement. Pasja i praca czynią mnie ostatnio rozkojarzoną. Coraz fajniej jest i coraz więcej rzeczy do roboty. A tu dziecko nie śpi.

-Tak- jęczy.- Nie mogę zasnąć.

Emocje, tęsknota, inna flora bakteryjna i organizacja doby. Rozumiem. Ale jeszcze trudno mi się podnieść. Mówię więc:

- Znam na to świetny sposób. Zamknij oczka i poczekaj na mamę. Zaraz zaśniesz. A ja wtedy przyjdę.

Lubię mówić prawdę. Minęło kilka minut i postanowiłam tam zajrzeć. Pogłaskać, w sytuacji awaryjnej poleżeć i powymieniać poglądy na życie i wieczór. I naprawdę wcale nie zaskoczył mnie widok śpiącego chłopca. Po prostu zaufał i zamknął oczy. I zasnął. A ja wtedy przyszłam.

Empatia i takie tam

Jestem ostatnio bliska odcięciu się od wszystkiego, czego się kiedykolwiek uczyłam, w co miałam wierzyć w celu wypełnienia swojej społecznej roli. Odczuwałam jej wczesne określenie dość boleśnie, ale to tylko moja wina- zgoda na cokolwiek co przynosi ból jest błędem. Jest zaniedbaniem siebie a to dużo bardziej szkodliwe dla zdrowia ludzkości niż zaniedbywanie innych!

Łatwo jest empatyzować z biednymi, zróbmy więc krok do przodu i empatyzujmy z bogatymi. Tak, z tymi wrzucającymi na Instagrama fotki obrazujące stopień dopasowania butów do samochodu, z czego cena tych pierwszych równa się naszym rachunkom za pół roku (cena wynajmu albo raty za mieszkanie wliczona!). To właśnie oni potrzebują ludzkiego ciepła najbardziej. Potężna szansa, że nigdy go nie zaznali.

Łatwo empatyzować z chorymi. Podnieśmy się na wyższy poziom i empatyzujmy ze zdrowymi. Tymi, którzy bezrefleksyjnie podają swoim dwulatkom coca colę a sami od 10 lat nie byli na urlopie ani zwolnieniu. Ani na spacerze. Nie mają szacunku do swoich ciał ani umysłów, więc należy im się ogromne współczucie. Bo ten brak wziął się wyłącznie z tego, że nikt im nie pokazał, że na szacunek zasługują.

Łatwo jest oceniająco skrzywić usta w wyrażającym smutek grymasie widząc płaczące we wózku maleństwo, którego matka usiłuje dotransportować je do domu trzęsącym się autobusem wraz z zakupami na 2 tygodnie i starszym rozbrykanym rodzeństwem wracającym ze szkoły. Otwórzmy oczy i zobaczmy, że ,,biedne dzieci” tak na prawdę mają 15 lat i zapatrzone w swoje telefony, niezdolne do komunikacji, duchowo okaleczone, wrzeszczą i przeklinają oburzając nas, szanowne starsze pokolenie, za którego czasów było przecież inaczej. Wisieliśmy na trzepaku (trzepak jako symbol wszelkich cnót moralnych podawany jest jako idealny przykład różnicy w zachowaniu i podejścia do życia dzieci 30 lat temu i teraz) i nie było internetu a to oznacza, że jesteśmy lepsi: zdrowsi, szczęśliwsi, zdolni do współodczuwania i bardziej świadomi.

Doprawdy?