Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Rezygnacja

MIewam takie chwile, że zastanawiam się, jak się z tego wszystkiego po prostu wypisać. Kliknąć guzik ,,cofnij”, zmalować synaturkę na jakimś świstku i zapomnieć że w jakiejś tam chwili uniesienia podjęło się decyzję o objęciu urzędu matki. To jednak nie dla mnie. Sorry, każdemu się zdarzy pomylić. Nawet z kościoła można się samemu wyrzucić podobno. Z każdej pracy wolno zrezygnować. Sprzedać dom. Oddać w dobre ręce. Zostawić. Zakopać. Zrzec się i żyć dalej.

Miewam momenty, że zastanawiam się, kto mnie wepchał w ten kierat i dlaczego. Nawet nie chodzi o to, że jest jakoś super ciężko. Na ,,moim” etapie to już nie ta sama orka co powiedzmy 3, 4 lata temu. Ale ta nieuniknioność. To poczucie, że nie ważne, jak sobie wieczoru nie zaplanujesz, i tak ci z niego nic nie wyjdzie. Ta przytłaczająca wiedza, że po godzinie 22 twoje władze intelektualne strajkują i jeśli do tego czasu nie uda ci się zapanować np. nad zaplanowanym tekstem na stronę internetową, to już tego dzisiaj nie zrobisz. I ta wiedza, że się zapanować nie uda.

Dla mnie osobiście najtrudniej pogodzić się z tym, że nie wszystko zależy od tego, co ja chcę. Czyli gdy kiedyś CHCIAŁAM mieć umyte naczynia, to sobie je po prostu myłam. Jeśli CHCIAŁAM poczytać książkę to czytałam. Jeśli CHCIAŁAM w tej akurat, w tej i absolutnie żadnej innej chwili skorzystać z toalety, do głowy by mi nie przyszło, żeby to odkładać. O wyjściach czy wydatkach nie wspomnę. Nawet nie pamiętam już co to za uczucie wychodzić z domu gdy się chce i już mi to nie przeszkadza. Szybko można się przestawić podczas niemowlęctwa pierwszego dziecka…

Czasami mam ochotę się wylogować z systemu. Nie żeby jakieś wielkie rozkosze bezdzietności. Żadne tam studia, romanse, kariera, podróże do Australii. Inni to i z dziećmi mają. Super by było po prostu nie musieć nalewać wody o godzinie 22.42 tylko po to, żeby o 22.50 wysadzać małe zwłoczki na nocnik. Gdy akurat marzę o… no właśnie, zapomniałam nawet o czym marzyłam, ale mi w tym przeszkodzono!