Maj

Maj to dla mnie od jakiegoś czasu bardzo ważny miesiąc.

Przede wszystkim 10 maja 2009 urodziło się moje pierwsze dziecko. Moje piękne, dzikie, mądre dziecko, które dzisiaj po 7 latach obserwowania tego świata i rządzących nim prawideł ma kilka ciekawych pomysłów na życie. Bez względu na to, co wybierze, będę spokojna i szczęśliwa. Nie mam ambicji. Nie mam absolutnie żadnych planów powiązanych z moim potomstwem. Dzisiaj imprezka urodzinowa z balonami i cukierkami, a za 20 lat on sam będzie odwijał swoje cukierki i mnie nic do tego. Myśląc o tym osiągam błogostan. Coraz mniej tych majów do wspólnego kolorowego świętowania, nad którymi my- dorośli- będziemy sprawować pieczę. Kupić, przyrządzić, zaprosić. Każde urodzinki dalej to jego wzrastająca świadomość i decyzyjność. Nic mnie tak nie napawa dumą jak decyzyjny syn. Decyzyjny w swoich sprawach, dotyczących jego, wiedzący doskonale co przyniesie mu radość a co go zmęczy. Kocham <3

2 lata temu ukończyłam kurs na doulę i kolejna data majowa odbiła się wyraźnym piętnem na moim życiu. Ten kurs był dla mnie przede wszystkim dowodem, że MOGĘ, tak, mimo posiadania małych dzieci, zrobić coś dla siebie i ukierunkować swój rozwój a co najważniejsze- maluchy nie muszą na tym cierpieć. . Rok później, także w maju, moja praca doulowa ruszyła z kopyta i stałam się mocno zajęta. Nie dopracowałam jeszcze organizacji życiowej do perfekcji chociaż już rok jestem osobą która stara się połączyć pasję z pracą i jeszcze z macierzyństwem. I jedno wiem na pewno: póki macierzyństwo jest u mnie na pierwszym miejscu z uwagi na wiek dzieci, nie będzie łatwo. Ale to nie znaczy, że nie będzie pięknie, nie będzie satysfakcji, spełnienia, dumy, ekscytacji. A przecież, cholera, człowiek nie żyje po to, żeby tego wszystkiego nie czuć!

Dzieci rosną i jest to truizm. Truizm ten pozwala zgrubsza odnaleźć się we własnych planach na przyszłość. Każdy maj to większa samodzielność dzieci, większe zaufanie i wewnętrzny spokój dla mnie. Teraz drżę na myśl, że nie znajdę na czas opieki do dzieci gdy poród wezwie, za 5 lat dzieci po prostu zostaną w domu a dzięki względnej orientacji w czasie zrozumieją, że tata albo ciocia przyjdą za 2 godziny. I zaakceptują ten stan. Robię wszystko, by towarzyszyła mi niezachwiana pewność, że tak właśnie będzie.

Nie żałuję ani jednego dnia mojego życia bo każdy z nich prowadził mnie do tego, bym w końcu mogła być osobą, którą czuję, że jestem,  bo bycie nią przychodzi mi bez trudu, bólu i wyrzutów sumienia i ukrytych chcic, by być kimś innym. Właściwie nie ujęłam tego dobrze, bo trud by być tą osobą odczuwam na codzień. Jednak trud dobrze wykonanej pracy zasadniczo różni się od trudu niezasłużonego cierpienia. I jego już nie próbuję zrzucić z pleców. Nie ma czego zrzucać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>