Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Czego nie kupię dla dziecka?

Ponieważ serwisy parentingowe roją się od porad na temat tego, co trzeba kupić by godnie powitać nowego członka rodziny postanowiłam że nie będę gorsza i opublikuję swoją własne listę zakupową. Proszę bardzo, o to rzeczy których na pewno NIE KUPIĘ w ciąży ani później! I do niekupienia których zachęcam serdecznie jeśli tylko czujecie, że zakupowa paranoja to coś co nie do końca łączy się z waszym świato- i dziecio- poglądem.

1. Łóżeczko- nie potrzebujemy go gdyż przez kilka pierwszych lat życia dziecko będzie spało z nami. Potem pewnie dołączy do starszego rodzeństwa, ale na pewno nie w niemowlęcym łóżeczku, bo będzie już na nie za duże.

2. Bujaczki, kołyski, foteliki- po prostu nie widzę sensu. Nawet nie chce mi się tego tłumaczyć.

3. Komplet butelek, sztuczne mleko ,,w razie czego”- nie będę tego potrzebować, bo dziecko będzie karmione piersią.

4. Laktator- nie będę odciągać mleka bo nie zamierzam się rozstawać z dzieckiem przez pierwsze 6 miesięcy jego życia.

5. Miliard ubranek- dostanę jakieś od koleżnki po jej synku, więc będzie ok, bo też nie zamierzamy znać płci dziecka przed porodem i zasypywać przestrzeń toną balowych sukien w rozmiarze 1 month.

6. Wózek- dziecko będzie noszone więc nie widzę sensu kupowania żadnego typu wózka.

7. Termometry, obcinaczki, grzebyczki, grzechotki, cały ten mdły pastelowy plastikowy szit w kształcie foczek i króliczków- patrz punkt 2.

8. Mata edukacyjna- wątpię w jakość edukacji zapewnianej przez wiszące słoniki w kolorze sraczkowatym i pisk gumowej rybki czy oświecony blask aluminiowego lusterka- czuję, że świat ma więcej do zaoferowania w tym zakresie.

9. Trzyletni zapas pampersów- zamierzamy używać pieluszek wielorazowych, przez większość dnia ucząc jednak siebie i dziecko naturalnej higieny.

10. Chusteczki nawilżane- nieważne, jak eko są- i tak nie mają z ekologią nic wspólnego. I na pewno nie ze zdrowiem ani higieną.

11. Meble, przewijak itd- nie widzę potrzeby.

12. Kosmetyki – JAKIEKOLWIEK- no f***** shit

Podoba wam się moja lista? :) Niedługo napiszę też co zamierzam kupić albo już kupiłam- nie wiem tylko czy pozycji uzbiera się w ogóle na jakiś sensowny blogowy wpis. Raczej nie.

PS. Oczywiście oczekując na Felinka a potem na Lilę wykupiliśmy pół hurtowni dziecięcej. Wiele z tych rzeczy okazała się niepotrzebna bądź przynosząca więcej szkody niż pożytku. Więc powyższa lista bazuje na naszym doświadczeniu obecnym podejściu. Żałuję tylko że przy pierwszym nikt mi takiej ,,listy” nie podsunął.

 

Dr Preeti Agrawal w Londynie

Kochani. 11 listopada 2016 w Londynie odbędzie się spotkanie z pewną niesamowitą osobistością. preety-agrawal1Ponieważ zajmuję się organizacją, pozwolę sobie zaprezentować wam opis tego wydarzenia:

Zachodnia medycyna nowoczesna przyzwyczaiła nas do myślenia o zdrowiu człowieka w kategoriach wyników przeróżnych analiz zapisanych na kartce, ekranu aparatu ultrasonograficznego, czy recept na leki, jakie należy brać aby poczuć się lepiej niż źle. Jej podejście jest bardzo fragmentaryczne i niekompletne- lekarz leczy jednostkę chorobową, nie człowieka. Leczy chorobę konkretnego fragmentu  ludzkiego ciała, nie bacząc na fakt istnienia pozostałych narządów a tym bardziej czynników psychicznych mających potężny udział w kształtowaniu się naszego… zdrowia! Dla konwencjonalnej medycyny pojawianie się pewnych zaburzeń pozostaje niewyjaśnione- mało kto spośród przedstawicieli świata lekarskiego jest w stanie powiedzieć, dlaczego ta konkretna osoba cierpi na alergie, inna na raka, jeszcze inna na nawracające infekcje układu moczowego. Każdy problem usiłuje rozwiązać lekami, a jeśli te powodują skutki uboczne, ordynuje się po prostu kolejne leki. Jak przerwać ten zaklęty krąg?

Dr Preeti Agrawal, pochodząca z Indii lekarz, specjalista od chorób kobiecych ( ginekolog – położnik)  jak również zajmująca się leczeniem dzieci i mężczyzn,  zwraca uwagę na to, jak ważne jest odwrócenie się od tendencji traktowania człowieka jako worka z narządami i proponuje podejście holistyczne, z uwzględnieniem czynników emocjonalnych i duchowych w kształtowaniu się odporności ciała człowieka. W swojej praktyce czerpie z wieloletnich tradycji medycyny wschodniej, jak np. chińskiej czy hinduskiej, łącząc je ze zdobyczami medycyny świata zachodniego (od ponad 20 lat pracuje w Polsce, przyjmując pacjentów i prowadząc Fundację Kobieta i Natura). Jest również autorką wielu książek.

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z dr Preeti Agrawal które odbędzie się w Londynie (Wimbledon) dnia 11 listopada 2016 w godzinach 9.30- 17.00. Przyjmie ono formę wykładów z elementami dyskusji, podczas których będą omawiane konkretne przykłady jak dbać o zdrowie i na co zwrócić uwagę wybierając lekarza.

Wszystkich, których temat interesuje proszę o kontakt- jeszcze bardziej szczegółówe szczegóły pojawią się wkrótce. Do zobaczenia!

 

 

Fajna Mama

Jakiś czas temu Wydawnictwo Kobiece obdarowało mnie książką Fajna Mama i poprosiło o recenzję na blogu. Bardzo rzadko zgadzam się na podobne akcje, ale po przeczytaniu opisu książki stwierdziłam, że nie ma powodu, dla którego miałabym nie dać jej szansy. Jak zwykle intuicja mnie nie zawiodła. Książkę połknęłam, a wierzcie mi, że moje wymagania odnośnie literatury dla rodziców są czasami absurdalnie wysokie. Z przyjemnością napiszę kilka (no może trochę więcej) zdań na temat tego co o niej sądzę.

Przede wszystkim zacznę od tego, że gdy zaczęłam ją czytać nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży a byłam. Autorka, podobno znana amerykańska aktorka (o tym, że nią jest też nie wiedziałam, ale z pewnością nie należę do osób biegłych w dzisiejszej popkulturze) w zabawny, energiczny sposób zachęca do porzucenia niezdrowej diety i niszczących nawyków w celu zmaksymalizowania szans na poczęcie. Czytałam z wypiekami na twarzy :) Bardzo podoba mi się przedstawione w książce radykalne podejście- propozycje wyłącznie wegańskich dań, rezygnacja z leków, wszechobecnej chemii itd jednak mam świadomość, że niektórych może ono przerażać. Sama w pierwszych tygodniach, tolerując jedynie pizzerki z Lidla i pierożki z serem, odczuwałam wyrzuty sumienia, że mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie karmić siebie i maleństwa jak należy. Że zabraknie mu kwasu foliowego a wtedy to kaplica. Niestety treści Fajnej Mamy nie brzmiały pocieszająco!

Potem sytuacja się jakoś unormowała więc łaskawszym okiem spojrzałam na przepisy zamieszczone na łamach mojej nowej książki. Odkryłam tam morze wiedzy, której nie miałam. Opisy składników, których istnienie mi się nie śniło. Ściągę na temat roślinnych produktów i zawartych w nich składników odżywczych. Warzywa morskie, zupa miso, specjalny makaron orientujący energię na pozytywny poród! Brzmi szarlatańsko, ale dla mnie bomba. Już nie mogę się doczekać jak będę próbować a potem gotować moim klientkom :)

fajna-mamaAlicia Silverstone podejmuje jednak znacznie więcej tematów niż jedzenie i robi to z dużym wdziękiem. Chociaż ponownie- szastanie nazwami marek produktów które po pierwsze niedostępne są nawet w Polsce a jeśli nawet to w cenach kosmicznych- nie wydaje się bardzo trafione w polskiej wersji lektury. Podobało mi się, że autorka właściwie na wszystkie przedstawianie przez siebie teorie powoływała się na zdania mądrych lekarzy, przywołując nawet cytaty z rozmów z nimi. Jest to dość ważne, by ,,nowości” w opiece nad dziećmi (te ,,nowości” z reguły swoje źródło mają w czasach jaskiniowców, ale umówmy się, że przez ostatnie kilkadziesiąt albo i kilkaset lat ugruntowało się wiele dziwacznych i sprzecznych z naturą tradycji praktyk rodzicielskich- walka z nimi przypomina wędrówkę przez bagna!) były poparte autorytetami nauki- przynajmniej jest co pokazywać sceptykom, którzy nadal (a są tacy) uważają, że noszenie rozpieszcza, mleko krowy jest dla dziecka lepsze niż ludzkie, już trzymiesięcznym oseskom należy ładować zupę łyżką do buzi a bez kojca i stosu plastikowego szitu w ogóle nie ma sensu zabierać się za wychowanie! Zachwycona byłam z jednej strony odważną postawą jaka uderza z tej książki, z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Alicia żyje w innych troszkę realiach niż większość jej czytelniczek, szczególnie tych w Polsce… Niemniej to, co chce przekazać może być świetną inspiracją dla każdego. Bez zbędnych uniesień mogę powiedzieć, że jest to wspaniała pozycja, zasługująca na honorowe miejsce w biblioteczce przyszłych rodziców lub tych na początku swojej drogi. Bo jest to właśnie fajne (!) kompendium wiedzy dla tych, którzy dopiero chcą się dowiedzieć czegoś na temat rodzicielstwa bliskości, pozytywnego porodu, karmienia piersią, pielęgnacji niemowlęcia. W tych tematach nie dowiedziałam się z niej niczego nowego natomiast jeśli chodzi o dietę- oszalałam :) Rozważam nawet zakup markerów- zakreślaczy żeby żadne nowe cenne informacje mi nie poumykały :)

Podoba mi się w tej książce wszystko (chociaż jest kilka wpadek drukarskich, zdarzają się strony zamieszczone dwukrotnie co trochę utrudnia płynne czytanie ,,jednym tchem”), począwszy od szaty graficznej, przez język, zdjęcia (cudowne) i ten papkowato- lukrowaty gdzieniegdzie styl. Tutaj akurat on bardzo pasuje. Wiele jest książek i projektów mających na celu ,,odkłamanie” macierzyństwa, zdjęcie z niego słodkiej polewy która w mediach skrywa prawdziwe oblicze bycia rodzicem…. Które jak każdy wie jest traumatyczne :) W tej książce o tym nie przeczytamy. Nawet nieprzespane noce opisane są jako okazja do nawiązywania kontaktu z maluszkiem. I tu uderzę się w pierś (albo lepiej nie, bo tak mnie biedne bolą, wariując hormonalnie i fizycznie już wręcz tęskniąc do mlecznego popytu i podaży, że niechybnie zawyłabym rzewnie): żałuję, że ktoś podobnej książki nie dał mi, gdy byłam mamą po raz pierwszy. Wstawałam w nocy i nienawidziłam świata, siebie, Marcinka, wszystkiego i wszystkich, że mnie w TO WROBILI, bo nie miałam żadnego pozytywnego wzoru, czegokolwiek na czym mogłabym się zaczepić, kogoś kto by powiedział: ,,Kochana, ale to jest dobre. On chce w nocy jeść bo twoje mleko jest wtedy bardzo wartościowe. Dajesz mu coś wspaniałego. Skorzystacie na tym oboje. Jesteś super!”. Potem, z drugim dzieckiem jest już inaczej, bo wiadomo, że nie skupiasz się tak obsesyjnie na swojej roli ani na tym jednym nieszczęsnym dziecku. Im ich więcej tym lepiej z nami mają :)

Uwielbiam Alicię Silverstone także za to, jak sugestywnie namawia do zatrudniania douli- dziękuję za promocję!

Mogłabym wiele pisać i dużo już różnym ludkom z mego otoczenia opowiadałam o tej książce. Niestety ze względu na mnogość przepisów nie pożyczę póki co, bo chcę je wypróbować! Więc sobie kupcie, bo widzę, że jest w promocji :)