Dzienne archiwum: 20 lipca 2016

Krótka notka o tym jak powinno wyglądać spotkanie z położną

Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z położną. Najpierw zadzwoniła i zapytała, czy pasuje mi wtorek a mi pasował. Wtorek przyszedł a wraz z umówioną godziną pojawiła się w naszych progach młoda rezolutna osoba z torbą w seledynowe kwiaty. Ponieważ bałagan w mieszkaniu błagał o prywatność, od razu zawlekłam gościa na kanapę pod drzewo w ogrodzie a Marcinek przyrządził nam owocowe napoje.

Oczywiście Lila nie mogła przegapić tak fascynującego zdarzenia więc usadowiła się między nami z książeczką z naklejkami i świadokowała milcząco, chłonąc informacje o tym, jak do cholipy powinna wyglądać opieka nad kobietą ciężarną w cywilizowanym świecie.

Jakie to inne niż moje doświadczenia z Polski! Ble! Dziewczyny, walczcie o swoje prawa, ale nie jednostronnie. Wypisując hasła na transparentach o wolności i godności reprodukcyjnej weźcie pod uwagę że wasze prawa nie są szanowane nie tylko gdy nie chcecie rodzić ale przede wszystkim gdy CHCECIE!!! Ale ja nie o tym.

Położna wypytywała mnie o moją zdrowotną historię i opowiadała, jakie badania mogę zrobić jeśli chcę. Ja na to, że nie chcę żadncyh poza jednym USG a ona, że w porządku. Spytała przepraszającym tonem, czy może pobrać mi krew i czy byłabym skłonna nasikać do pudełeczka. W sumie- myślę sobie- czemu nie? Mam nie ruszać się z kanapy (no dobra, do nasikania chyba muszę) i wszystko odbywa się na moich zasadach, w obecności wyluzowanego dziecka i śpiewających ptaszków a ja mam na sobie piżamę- to po co mam się upierać przeciwko pobraniu krwi? Gdy zakładałam brak badań w ciąży do głowy mi nie przyszło, że MOŻNA je robić poza dusznym gabinetem w którym zawsze dostawałam zawrotów głowy albo musiałam się położyć- wczoraj wyssanie ze mnie 4 fiolek nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Nie poczułam nic. 

Babeczka nie straszyła. Nie mówiła, że ,,będzie mi wolno” urodzić w domu, jeśli wszystko będzie w porządku i będę grzeczna przez całą ciążę, tak jakby prawo do wyboru miejsca porodu było jakąś nagrodą. Nawet mój mąż nie mógł uwierzyć w to co zaszło: ,,Ale co, ona ci tu tę krew pobrała? Na kanapie?! To czemu wszędzie się tak nie robi?”. NO WŁAŚNIE?

Zrobiła swoje i pojechała. Dała mi termin wizyty USG, który za mnie wcześniej umówiła. Powiedziała, że w planie dla mnie jest tyle a tyle wizyt ale jeśli będę chciała więcej lub mniej, to one, położne z Homebirth Team, dostosują się i będzie ok.

Piszę o tym wszystkim i mam mieszane uczucia. Część mojego serca wciąż jest w kraju ojczystym, gdzie wciąż mieszkają bliskie mi osoby, dziewczyny z rodziny i przyjaciółki. I smutno mi, że standardy opieki okołoporodowej coraz mocniej ocierają się o kpinę, tak jakby zamiast iść do przodu ten kraj cofał się i to wielkimi krokami! Z drugiej strony taki komfort mi daje poczucie, że MOJE WŁASNE prawa są szanowane chociaż zdaję sobie sprawę że aby o nich w ogóle się dowiedzieć, spędziłam sporo czasu na dokształcaniu się na temat dostępnych możliwości długo jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Dlatego to jest apel do wszystkich przyszłych mam- zróbcie research. Nie zawsze to co na odczepnego powiedzą w przychodni czy szpitalu jest zgodne z prawem. Nie trzeba się zgadzać na zasady jakie wam nie pasują. I wciąż zasługujecie na opiekę nawet jeśli pewne jej aspekty wam nie odpowiadają!!!

 No to się rozpisałam. Ale wierzę, że warto. Dla mnie jest to mega cenne doświadczenie, jako mamy i douli. Dziękuję losowi, że mnie tu postawił. I to co cenne chcę podawać dalej.