Krótka notka o tym jak powinno wyglądać spotkanie z położną

Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z położną. Najpierw zadzwoniła i zapytała, czy pasuje mi wtorek a mi pasował. Wtorek przyszedł a wraz z umówioną godziną pojawiła się w naszych progach młoda rezolutna osoba z torbą w seledynowe kwiaty. Ponieważ bałagan w mieszkaniu błagał o prywatność, od razu zawlekłam gościa na kanapę pod drzewo w ogrodzie a Marcinek przyrządził nam owocowe napoje.

Oczywiście Lila nie mogła przegapić tak fascynującego zdarzenia więc usadowiła się między nami z książeczką z naklejkami i świadokowała milcząco, chłonąc informacje o tym, jak do cholipy powinna wyglądać opieka nad kobietą ciężarną w cywilizowanym świecie.

Jakie to inne niż moje doświadczenia z Polski! Ble! Dziewczyny, walczcie o swoje prawa, ale nie jednostronnie. Wypisując hasła na transparentach o wolności i godności reprodukcyjnej weźcie pod uwagę że wasze prawa nie są szanowane nie tylko gdy nie chcecie rodzić ale przede wszystkim gdy CHCECIE!!! Ale ja nie o tym.

Położna wypytywała mnie o moją zdrowotną historię i opowiadała, jakie badania mogę zrobić jeśli chcę. Ja na to, że nie chcę żadncyh poza jednym USG a ona, że w porządku. Spytała przepraszającym tonem, czy może pobrać mi krew i czy byłabym skłonna nasikać do pudełeczka. W sumie- myślę sobie- czemu nie? Mam nie ruszać się z kanapy (no dobra, do nasikania chyba muszę) i wszystko odbywa się na moich zasadach, w obecności wyluzowanego dziecka i śpiewających ptaszków a ja mam na sobie piżamę- to po co mam się upierać przeciwko pobraniu krwi? Gdy zakładałam brak badań w ciąży do głowy mi nie przyszło, że MOŻNA je robić poza dusznym gabinetem w którym zawsze dostawałam zawrotów głowy albo musiałam się położyć- wczoraj wyssanie ze mnie 4 fiolek nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Nie poczułam nic. 

Babeczka nie straszyła. Nie mówiła, że ,,będzie mi wolno” urodzić w domu, jeśli wszystko będzie w porządku i będę grzeczna przez całą ciążę, tak jakby prawo do wyboru miejsca porodu było jakąś nagrodą. Nawet mój mąż nie mógł uwierzyć w to co zaszło: ,,Ale co, ona ci tu tę krew pobrała? Na kanapie?! To czemu wszędzie się tak nie robi?”. NO WŁAŚNIE?

Zrobiła swoje i pojechała. Dała mi termin wizyty USG, który za mnie wcześniej umówiła. Powiedziała, że w planie dla mnie jest tyle a tyle wizyt ale jeśli będę chciała więcej lub mniej, to one, położne z Homebirth Team, dostosują się i będzie ok.

Piszę o tym wszystkim i mam mieszane uczucia. Część mojego serca wciąż jest w kraju ojczystym, gdzie wciąż mieszkają bliskie mi osoby, dziewczyny z rodziny i przyjaciółki. I smutno mi, że standardy opieki okołoporodowej coraz mocniej ocierają się o kpinę, tak jakby zamiast iść do przodu ten kraj cofał się i to wielkimi krokami! Z drugiej strony taki komfort mi daje poczucie, że MOJE WŁASNE prawa są szanowane chociaż zdaję sobie sprawę że aby o nich w ogóle się dowiedzieć, spędziłam sporo czasu na dokształcaniu się na temat dostępnych możliwości długo jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Dlatego to jest apel do wszystkich przyszłych mam- zróbcie research. Nie zawsze to co na odczepnego powiedzą w przychodni czy szpitalu jest zgodne z prawem. Nie trzeba się zgadzać na zasady jakie wam nie pasują. I wciąż zasługujecie na opiekę nawet jeśli pewne jej aspekty wam nie odpowiadają!!!

 No to się rozpisałam. Ale wierzę, że warto. Dla mnie jest to mega cenne doświadczenie, jako mamy i douli. Dziękuję losowi, że mnie tu postawił. I to co cenne chcę podawać dalej.

 

2 myśli nt. „Krótka notka o tym jak powinno wyglądać spotkanie z położną

  1. Hania

    Gratuluję kolejnego dzieciaczka w Waszej rodzince!
    Często tu zaglądam i z ogromną przyjemnością czytam Twoje wpisy.
    Po przeczytaniu tego wpisu muszę się z Tobą podzielić moimi doświadczeniami. Mam troje dzieci. Dwie pierwsze córeczki urodziłam zwyczajnie w szpitalu w Polsce. Gdy wspominałam pierwszy poród, to przez pół roku miałam dreszcze. I nie było to dreszcze ekscytacji, o nie! Te dwa porody były standardowe – oksytocyna, wywoływanie, nacinanie i tego typu praktyki. Wtedy myślałam, że byľo ok, przecież to fachowcy, znają się no i byli w sumie mili…
    Potem los nas rzucił za ocean, wylądowaliśmy w Teksasie. Byłam już wtedy w trzeciej ciąży. Musieliśmy zdecydować, co z opieką ciążową i porodem. Znajoma poleciła nam „birth center”. Poszliśmy, rozmawialiśmy i się zakochaliśmy w tym miejscu. Całkowicie niezależne od szpitala, rodzinne, naturalne miejsce cudów.
    Okazało się, że mam prawa, że wszystko MOGĘ i nic NIE MUSZĘ, wszystko się proponuje, a nie nakazuje. Na wizyty chodziliśmy całą naszą szaloną rodziną.
    Poród był cudowny (kiedy po swoich „nieidealnych” porodach w Polsce czytałam takie wyznania, to byłam pewna, że to głupie gadanie jskiejś nawiedzonej mamuśki, teraz wiem, że się myliłam). Położna tylko asystowała, a wszystko działo się samo. Natura wie, co robi. Trzeba zaufać swojemu ciału. Urodziłam dwa tygodnie po terminie. W Polsce bym na pewno już była po kroplówce z oksytocyny…
    Moje doświadczenia są o milion kilometrów od Twoich planów porodu domowego. Jednak dla mnie to naprawdę było dużo! Kiedy wspomnę standardy opieki w pierwszych dwóch ciążach, porodach i po nich, jest mi po prostu smutno i jestem zła, że wciąż jeszcze jest tyle kobiet, które nie mają nawet pojęcia, jak to wszystko może wyglądać…
    Marysiu, to wspaniałe, że są takie kobiety jak Ty, że wspierasz inne mamy, że walczysz o lepsze!
    [Przepraszam, że tak dużo napisałam, ale nie mogłam się powstrzymać]

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Gratuluję! Cudownie czytać komentarz kogoś kto drepta po podobnych ścieżkach. Moje dzieci też urodzone były w Polsce i chociaż nie były traumatycznym doświadczeniem,to jednak brakowało mi sprawczości, decyzyjności, siły w tym wszystkim, szacunku…. Odbiło się to oczywiście na moim macierzyństwie, ale nie żałuję- taka moja droga, taka droga mojej rodziny. Takie były realia. Teraz realia nasze są inne! I chcę o tym głośno mówić! Że można! Przecież Polska to nie jest trzeci świat i wierzę że Kobiety w końcu wywalczą i tam respektowanie swoich praw. Tymczasem cieszę się, że nie muszę o nic walczyć i spokojnie czekać na rozwiązanie. Podoba mi się to tak bardzo, że chciałabym jeszcze kiedyś powtórzyć :) Pozdrawiam gorąco :*

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>