Miesięczne archiwum: Wrzesień 2016

Na rozdrożu

Dzisiaj Lila poszła do szkoły po raz ostatni. Sama nie wiem, co czuję w związku z tym. Ulgę, szczęście, czy gorzki smak porażki? Jeśli tak- to czyjej? Przecież ja nie chciałam jej tam w ogóle wysyłać. Uparła się, to poszła. I ostatnie 2 tygodnie były koszmarem.

Bo zostawianie płaczącego dzieciątka na 6,5 godziny w miejscu gdzie ono być nie chce JEST koszmarem. Bo zmaganie się z nerwową biegunką u dziecka, które tak bardzo, bardzo chce być samodzielne, JEST koszmarem. Bo słuchanie, jak bardzo starała się być dzielna, żeby nie płakać, gdy mamy nie było, JEST koszmarem. Nie jest etapem, nie jest czymś naturalnym, nie ma sensu ani celu. ,,Przetrzymywanie” jej to tortura, także dla nas. Jestem w ciąży. Po jednym z razów, gdy zostawiłam trzęsące się dziecko (nie zdarzało się to często, nie było czasu, raptem kilka tego typu epizodów…. Wystarczy!!!) czułam jak bardzo moje dziecko w brzuchu jest nieszczęśliwe, czułam twardość i ból przy każdym ruchu, a rozpacz sprawiła, że z trudem dobrnęłam do pracy (a opiekuję się cudowną mamą).

Lila była zadowolona ze szkoły przez pierwsze 2 tygodnie, kiedy chodziła na pół dnia. Potem sytuacja ją przerosła. Prosiła o wypisanie od 2 tygodni. Jednak ignorowaliśmy to, uznając, że jakoś to będzie, może jej się spodoba, może ma kryzys. Więc zaczęła płakać. I źle się czuć fizycznie. A to już za dużo.

Stanowisko nauczycielki było oczywiście dość przewidywalne: jeśli reakcją na płacz będzie uleganie temu płaczowi, to ona będzie nami manipulować. Cóż tu napisać? Wiadomo, że to absurd. Ona musiała zacząć płakać żebyśmy zauważyli problem. Próbowała z nami normalnie, po ludzku, bez płaczu załatwić kwestię. Nie udało się, więc jej ciało wytoczyło cięższe działa. Kochana malutka. Mądra w każdej komórce swojego filigranowego jestestwa.

Nie jesteśmy zachwyceni. Ona uwielbia zorganizowane zajęcia, naukę, literki, panie mówiące co ma robić. Tylko nie przez cały dzień 5 razy w tygodniu. Ona czuje że się zawiodła. Zawiodła się na czymś, co uważała za wspaniałe i marzyła o tym od ponad roku. Jak ciężko musi być takiej świadomej istotce, na samą myśl boli mnie serce.

No więc nasza rodzina zaczyna kolejny etap, jak to będzie, nie wiem, ale wszystko lepsze niż to, co działo się przez ostatni tydzień. Duże właśnie będzie zdawać na pas w Kung Fu, małe pływa i ominęło dwa poziomy, tak świetnie sobie radzi- nauczycielka powiedziała na osobności, że przewyższa umiejętnościami całą grupę i spokojnie może iść dużo dalej! No to idzie. Nasza ,,edukacja domowa” z domem de facto ma niewiele wspólnego.

 

Poszli do sklepu

Dziś wielki dzień albowiem nasze dziecko w końcu odważyło się pójść bez dorosłych do sklepu! Najpierw z kolegą, który nas odwiedził (lat 8), po południu zaś z Lilą, za rączkę, z wizytówką matki w kieszeni :)

,,Nasz” sklep oddalony jest od domu o kilka minut marszu, trzeba przejść najpierw jedną ulicę (mało ruchliwa), potem mostem nad stacją i jeszcze jedną ulicę (też mało ruchliwa). Wielokrotnie namawialiśmy Felka na ten wyczyn, oferując wybór czegokolwiek słodkiego, zachęcając udostępnieniem dwóch funciaków na batona czy gumę, ale się nie odważył. OK. Szanowaliśmy to, biadoląc jednocześnie, jak bardzo to współczesne miejskie dzieciństwo różni się od naszego, wiejskiego i małomiasteczkowego…

Ale nadeszła ta wiekopomna chwila i ruszył. Lila już dawno chciała, sama albo z Felkiem, ale ze względu na jej gabaryty (bo psychicznie wiem, że świetnie by sobie poradziła), obawiam się jednak, że obcy ludzie mogliby zadzwonić po policję widząc TAK MAŁE fizycznie dziecko bez opieki. Lileczka jest filigranowa, najmniejsza w klasie, chociaż prawie najstarsza! Felek dla równowagi wygląda na przynajmniej 1,5 roku więcej niż ma.

To prawda, że czasy się zmieniły i pewne zachowania kojarzą się inaczej niż 30 lat temu, ale uważam, że nie można popadać w paranoję. Jak nauczymy dzieci zachowywać się w publicznych miejscach, odpowiedzialności za siebie i rodzeństwo, czy zwykłej uważności, jeśli nie mają okazji się sprawdzić? Co to za sprawdziany pod czujnym okiem komentującej wszystko matki- kwoki albo przewrażliwionego, panikującego ojca? 

Musimy zaufać dzieciom, żeby one ufały sobie. Z takim posagiem wejdą pewnie w dorosłość i poradzą sobie w jakichkolwiek okolicznościach.

 

 

Różnica między tsylatkami i pięciolatkami

Wstęp: Lila od tygodnia chodzi do szkoły. Na razie tylko na pół dnia, ale dzisiaj pierwszy raz poszli już grupowo na lunch do stołówki. Nie narzeka, wręcz przeciwnie- chociaż bywa rozdarta, nie ma wątpliwości, że chce chodzić i już po tych kilku dniac gada do nas po angielsku! Jest bardzo zdyscyplinowana, sama bez ociągania ubiera się w mundurek, je śniadanie i wychodzi w sekundę po tym, jak mówię, że czas iść. Jest super!

Dzisiaj przyznała się, że tęskniła za mamą i prawie, prawie płakała, czuła w oczach płacz ale nie pozwoliła łezkom lecieć. Przytuliłam ją mocno. Na co ona:

- Tsylatcy nie potlafią jesce tak powstsymywać jak chce się płakać. Ale ja jus mam plawie pięć! I umiem.

Jako trzylatka nie była jeszcze gotowa na żadne separacyjne eksperymenty i jestem bardzo szczęśliwa, że po 3 godzinach spędzonych w przedszkolu na jakże edukacyjnym zajęciu (PŁACZ ZA MAMĄ) już więcej tam nie poszła. Nie musiała.

Lileczka umie już zapanować nad emocjami i zracjonalizować sobie niektóre z nich, a także określić plusy i minusy sytuacji w jakiej się znalazła (na własne życzenie). Mimo tęsknoty, doświadczonej oraz potencjalnej, chce nadal chodzić do szkoły i wszystko jej się tam podoba: i pani, i klasa, i fakt, że sami wybierają sobie jedzonko na lunch. Można nawet dostać dokładkę! Tylko trzeba po nią iść- no to poszła.