Na rozdrożu

Dzisiaj Lila poszła do szkoły po raz ostatni. Sama nie wiem, co czuję w związku z tym. Ulgę, szczęście, czy gorzki smak porażki? Jeśli tak- to czyjej? Przecież ja nie chciałam jej tam w ogóle wysyłać. Uparła się, to poszła. I ostatnie 2 tygodnie były koszmarem.

Bo zostawianie płaczącego dzieciątka na 6,5 godziny w miejscu gdzie ono być nie chce JEST koszmarem. Bo zmaganie się z nerwową biegunką u dziecka, które tak bardzo, bardzo chce być samodzielne, JEST koszmarem. Bo słuchanie, jak bardzo starała się być dzielna, żeby nie płakać, gdy mamy nie było, JEST koszmarem. Nie jest etapem, nie jest czymś naturalnym, nie ma sensu ani celu. ,,Przetrzymywanie” jej to tortura, także dla nas. Jestem w ciąży. Po jednym z razów, gdy zostawiłam trzęsące się dziecko (nie zdarzało się to często, nie było czasu, raptem kilka tego typu epizodów…. Wystarczy!!!) czułam jak bardzo moje dziecko w brzuchu jest nieszczęśliwe, czułam twardość i ból przy każdym ruchu, a rozpacz sprawiła, że z trudem dobrnęłam do pracy (a opiekuję się cudowną mamą).

Lila była zadowolona ze szkoły przez pierwsze 2 tygodnie, kiedy chodziła na pół dnia. Potem sytuacja ją przerosła. Prosiła o wypisanie od 2 tygodni. Jednak ignorowaliśmy to, uznając, że jakoś to będzie, może jej się spodoba, może ma kryzys. Więc zaczęła płakać. I źle się czuć fizycznie. A to już za dużo.

Stanowisko nauczycielki było oczywiście dość przewidywalne: jeśli reakcją na płacz będzie uleganie temu płaczowi, to ona będzie nami manipulować. Cóż tu napisać? Wiadomo, że to absurd. Ona musiała zacząć płakać żebyśmy zauważyli problem. Próbowała z nami normalnie, po ludzku, bez płaczu załatwić kwestię. Nie udało się, więc jej ciało wytoczyło cięższe działa. Kochana malutka. Mądra w każdej komórce swojego filigranowego jestestwa.

Nie jesteśmy zachwyceni. Ona uwielbia zorganizowane zajęcia, naukę, literki, panie mówiące co ma robić. Tylko nie przez cały dzień 5 razy w tygodniu. Ona czuje że się zawiodła. Zawiodła się na czymś, co uważała za wspaniałe i marzyła o tym od ponad roku. Jak ciężko musi być takiej świadomej istotce, na samą myśl boli mnie serce.

No więc nasza rodzina zaczyna kolejny etap, jak to będzie, nie wiem, ale wszystko lepsze niż to, co działo się przez ostatni tydzień. Duże właśnie będzie zdawać na pas w Kung Fu, małe pływa i ominęło dwa poziomy, tak świetnie sobie radzi- nauczycielka powiedziała na osobności, że przewyższa umiejętnościami całą grupę i spokojnie może iść dużo dalej! No to idzie. Nasza ,,edukacja domowa” z domem de facto ma niewiele wspólnego.

 

2 myśli nt. „Na rozdrożu

  1. Luna

    Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu i niesamowicie mi się podoba. Jestem w takim wieku, że mogłabym być matką, mam nadzieję że niedługo będę i chciałabym mieć tyle wrażliwości i akceptacji w stosunku do swoich dzieciaczków co Ty. Az zazdroszczę Twoim dzieciom mamy, która rozumie, że w wieku 5 lat nie muszą być gotowe na spędzanie całego dnia poza domem, wśród obcych ludzi. Pamiętam jak mniej więcej w wieku Twojej Lili zostałam zapisana do przedszkola. Jak bardzo byłam nieszczęśliwa i przerażona. po prostu przerażona, odrzucona, nie uparta czy rozpieszczona. Tylko że ja i pewnie mnóstwo innych dzieci nie mieliśmy mądrych rodziców, którzy rozumieliby, jak chore jest ,,łamanie” dziecka w takiej sytuacji. Że w takich warunkach niczego się nie nauczy, nie nawiąże relacji z innymi dziećmi. Raczej stanie się zamkniętym w sobie odludkiem. Bo jak się bawić i uczyć cały dzień walcząc z płaczem? Jak bardzo jest to okrutne i niepotrzebne. W moim przypadku wysyłanie na siłę do przedszkola skończyło się bardzo poważną chorobą. I to nie tylko ze względu na to, że w przedszkolu czy szkole jest po prostu łatwo się zarazić. Zwyczajnie, jak zresztą zauważyłaś, stres osłabia organizm, więc i odporność. Zobacz, po 2 tygodniach zauważyłaś że Lila czuje się gorzej. A co gdybyś na siłę dalej wysyłała ją do przedszkola? Przyzwyczaiłaby się w końcu? A jeśli nie? Może malutka nie jest po prostu jeszcze zwyczajnie na tyle dojrzała żeby spędzać bez Ciebie 7 godzin dziennie? Po co to sprawdzać? Po co cierpieć patrząc na cierpienie dziecka? Choćby jeszcze jeden tydzień?
    Tym bardziej że za rok czy dwa Lila może znowu zechce pójść do szkoły, a wtedy nawet nie przyjdzie jej do głowy żeby płakać i tęsknić. Po prostu będzie gotowa, dorosła do chodzenia do szkoły.
    Na pewno cała trójka Twoich dzieci wyrośnie na ludzi mądrych, pewnych siebie, świadomych swoich potrzeb i wrażliwych na potrzeby innych. Bo po prostu mają mądrych, kochających je tak po prostu, bezwarunkowo rodziców.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>