Regulaminowy wpis :)

Uczestniczę w konkursie ”Emigrantki własnym głosem” organizowanym przez Muzeum Miasta Gdyni na najciekawszy blog pisany przez polską emigrantkę. Zgodnie z regulaminem zdanie to zamieszczam na blogu :)

Tak, bo chcę pokazać, że emigracja to nie tylko praca, poszukiwanie swojej tożsamości i tęsknota za czymkolwiek czego gdzieś nie ma, ale kiedyś gdziś tam było. Że można budować swoje zupełnie prawdziwe ,,ja” w oparciu o coś, w co się zawsze wierzyło ale z różnych powodów nie było to możliwe w pewnych okolicznościach. Gdy uwiera cię kamyk w bucie, zatrzymujesz się na moment, pozbywasz się intruza i idziesz dalej. Usuwasz przyczynę swojego dyskomfortu i kontynuujesz osiąganie celu. I jest ci po prostu dobrze, ale nie zastanawiasz się nad tym przesadnie.

Ostatnio myślałam o tym, czy gdzieś mogłoby być mi i mojej rodzinie lepiej niż w Londynie. Weźmy jakieś pustkowie w Rumunii albo chatkę w Bieszczadach. Weźmy góry w Szkocji. Weźmy Barcelonę.

I doszłam do niezbyt zaskakujących wniosków, że w obecnym momencie naszej drogi, w punkcie w jakim jesteśmy, nie ma miejsca, gdzie mogłoby być nam chociaż w połowie tak dobrze jak tutaj. Gdzie mamy wsparcie i towarzystwo, gdzie nikt nas nie krytykuje ani nie gnębi pod żadnym względem. Gdzie robimy właściwie co chcemy, a jakiekolwiek ograniczenia są zawsze tymczasowe i nigdy nie spędzają nam snu z powiek. Prawo dotyczące aspektów które nas najbardziej interesują jest tak oczywiście korzystne, że nie da się bardziej. DLA NAS jest to masło, którym my jako pączki nasiąkamy z największą przyjemnością. Rozumiem, że nie wszyscy dobrze się tutaj czują a ich bilans zysków i strat nie wychodzi nawet na zero. Rozumiem, że są ludzie którzy odnajdują się cudownie na własnym ekologicznym gospodarstwie, czy w szałasach nad morzem. My też o tym często myślimy. Jednak zaraz przychodzi refleksja- jak poradzilibyśmy sobie z ciężką fizyczną pracą, nieustannie konieczną chociażby po to, by mieć co jeść i czym nakarmić dzieci? Czy dałoby nam to więcej szczęścia niż ten wieloaspektowy luz, jaki mamy tutaj?Zupełnie nie wstydzę się tego, że etos pracy i cierpiętnictwa jest mi obcy i nie dążę do utrudniania sobie życia tylko po to aby mieć na co narzekać. I uważam to za klucz do zdrowia psychofizycznego. Każdy ma swoje limity, każdy ma swoją historię i pisze ją póki żyje. Lubię rozmarzyć się nad własną stajnią albo sadem ale racjonalnie wiem zbyt dobrze, że to nie dla mnie na dłuższą metę. Nie teraz. Błogosławię wolność, z której korzystam kosztem życia w ,,systemie dużego miasta”.

Nasze dzieci są najbardziej radosnymi i zrelaksowanymi ludzkimi istotami jakie znam i fakt ten, zwracający uwagę także obcych ludzi, napawa mnie dumą i duchową ekstazą. Czy gdzieś mogłoby być pod tym względem lepiej? Możliwe. Czy chcę podejmować ryzyko przekonywania się o tym, bez absolutnej pewności? NIe!!

Dlatego zgłosiłam się do konkursu. W moim blogu nie Jury nie znajdzie ,,dumania na paryskim bruku”, nostalgii za polskimi wierzbami i sienią pachnącą chlebem. Jest to coś, co jest we mnie jako pukt odniesienia, czuję się Polką, ale nie zawsze to uczucie wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Moje dzieci czują się Polakami ale nie chcą tam mieszkać mimo że latają bardzo chętnie. Bo wracają także chętnie DO DOMU.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>