Felek zgasił światło

Wróciłam dzisiaj z pracy i poczułam, że muszę się na chwilę położyć. Nie miałam siły aranżować sobie specjalnych wygód, zaległam na gołym legowisku Felka, bez przykrycia, z nogami na podłodze. Nie chciało mi się już gasić światła. Przymknęłam oczy z myślą, że to tylko na chwilę, zaraz wszystkie tkanki powrócą na swoje miejsce, a ja wstanę i dalej będę ogarniać co należy.

Dzieciaki szalały w salonie. Na tym etapie już mi jednak nic nie przeszkadzało. Nikogo nie informowałam, że idę spać, bo też nie miałam tego w planach, nie prosiłam o ciszę, ot tak, chciałam 10 minut poświęcić na powrót do przytomności.

W pewnym momencie do sypialni wszedł Felek, myślałam, że pogadać po całym dniu rozłąki, więc nawet pomyślalam, że to dobrze, nie da mi zasnąć i szybciej się spionizuję. A on zgasił światło, przymknął drzwi i wyszedł. Poczułam się cudownie, jakby ktoś położył mi termofor na sercu. Nawet nie chodziło o to zgaszone światło; tak bezwarunkowo piękne było dla mnie to, że mój synek zadbał o mnie, pomyślał, jak umilić mamie żywot, sam z siebie, nie oczekując żadnej wdzięczności. Chociaż kontakt z nim to ostatnio miód z malinami, nie spodziewałam się po nim takiej bezrefleksyjnej wręcz empatii. W pamięci mam wciąż moją drugą ciążę i początki podwójnego macierzyństwa, kiedy miałam niekiedy wrażenie, że moje starsze dziecko spędza dnie i noce na zastanawianiu się, jak jeszcze utrudnić mi życie. Celowe budzenie siostry gdy tylko zamknęła oczy po trzygodzinnym ryku zajmowało jedno z czołowych miejsc na liście jego ulubionych aktywności, a przynajmniej tak to wyglądało. Był to ciężki czas. Dla nas wszystkich. Na kilka lat wdrukowałam mu łatkę małego socjopaty którą trudno nam było mentalnie oderwać. Musiałam sama zmierzyć się ze swoim podejściem do własnego życia, poczuciem krzywdy, tendencją do obarczania innych odpowiedzialnością. Gdyby wtedy…. Był ktoś, kto byłby przy mnie i uświadomił, że dzieci tak się po prostu zachowują a ja i tak zasługuję na wsparcie, bo dobra ze mnie mama… Kto wie? Może dzisiaj nie byłabym w takim szoku, że moje własne dziecko okazuje mi taką czystą i mądrą miłość?? Ten szok muszę sobie wybaczyć, zrozumieć i żyć z nim w przyjaźni. Te trzy zasady postępowania z własnymi uczuciami pomagają mi w codziennych wirach.

Przy okazji chciałam także poruszyć inny temat, a mianowicie zgrywanie przez matki bohaterki.

Zbyt dobrze wiem, jak to często wygląda: chociaż nogi i głowa odmawiają posłuszeństwa, my wciąż czujemy, że MUSIMY. Zrobić 3 różne obiady (na wypadek gdyby któryś z członków rodziny grymasił), wyprasować wszystkim wszystko (nawet majtki i skarpety -ja akurat nie mam nawet żelazka ale wiem jak to bywa u innych), umyć, posortować, wyprać, wyszorować, zalać, osuszyć, wygotować. Żadnemu z domowników nie pisnąć, że coś boli, że spać się chce, a że w ogóle to mamy to w dupie bo tysiąc razy bardziej wolałybyśmy czytać sobie wywiad z ukochanym muzykiem. OTÓŻ NIE. Mówienie o swoim samopoczuciu i preferencjach jest szalenie ważne wychowawczo. Dla córeczek, bo ucząc je, że jesteśmy niezłomne, zaszczepiamy im taki właśnie model jako właściwy- i one potem same, mając na głowie dzieci, ciążę, męża, pracę, psa i gości prędzej porzygają się z wyczerpania niż przyznają do tego, że czegoś nie zrobiły jak należy. I dalej będą szarżować w tej kuchni, w tym kiblu, w biurze i supermarkecie, bo jeszcze musi być jogurcik z dżemem na kolację dla jednego a naleśnik z miodem dla drugiego. Szit! Nie mam siły latać, mówię o tym szczerze, dzięki czemu obie moje pociechy potrafią obsłużyć się w kuchni (zawsze najpierw próbują mnie do tego użyć ale w przypadku braku sukcesu doskonale sobie radzą). A że trzeba potem po tym posprzątać? Cóż, zrobię to gdy będę w lepszej formie- sama albo ich do tego jakoś tam przymuszę. 

Dla synków- zawsze gdy mój pierworodny się zapomni i prosi o nalanie wody, gdy ja siedzę tak samo jak on, myślę o mojej potencjalnej synowej. I to daje mi siłę do otworzenia buzi i poinformowania że nóżki i rączki to on ma, a i kran nadal znajduje się na swoim miejscu. Niestety napatrzyłam się na sytuacje, gdzie kobieta trzy dni po cesarskim cięciu piekła łososia bo męża akuart naszła ochota- ta sama kobieta, chociaż dopiero co jechała po nieuczynnym mężu jak po łysej kobyle,  kilka lat później skacze nad synkiem jak psiak podtykając mu frykasy, podczas gdy mały zmienia zdanie co 5 minut i wydaje jedynie dyspozycje. To właśnie dziecko widzi, to realizuje, w tym czuje się bezpiecznie.

Z jednej więc strony wiem i czuję, że muszę jakoś przebić się ze swoim głosem. Jestem mamą i kocham moje dzieci nad życie, ale jestem też kobietą w ciąży, coraz mniej mobilną, która stara się trzymać cały ten kram we względnych ryzach. Wbrew pozorom nie jestem fanką dyscypliny i wymagania od dzieci czegoś czego one nie są w stanie mi dać. Ja właściwie nic od nich nie chcę a dostaję tak wiele- wierzę, że to dlatego, że na pewnym etapie przestałam przede wszystkim rygorystycznie traktować samą siebie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>