Lila myje naczynia

Ci, co mnie znają, wiedzą, że nie jestem pedantką. Owszem, lubię ładne wnętrza, ale tylko lubię- nie uważam, że są warte każdej ceny, a na pewno nie relacji z najbliższymi. Nie użalam się nad sobą, gdy decyduję się na porządki, nie poświęcam czasu dla rodziny dla pucowania i mycie tego czy tamtego. To oczywiście skutkuje tym, że bałagan ,,robi się” momentami niedorzeczny, trudny do zniesienia, ale wiadomo, że on nigdy nie robi się sam, tylko powstaje na skutek aktywności dzieci. Normalnej aktywności dzieci, czyli zabawy, nauki, życia. No bo to jest właśnie życie i nie zamierzam z tym walczyć. Nigdy.

Gdy niekiedy czuję potrzebę ogarnięcia, np. przed przyjazdem gości czy po prostu, żeby nic nie wyrosło na środku salonu, zawsze informuję dzieci dlaczego i po co tak się robi, tłumaczę im czynności, ZAWSZE pozwalam na ,,pomaganie”, nawet jeśli wiem, że tak, jak np. w przypadku mycia okien może to przynieść efekt raczej przeciwny do zamierzonego… Ale nie poddaję się. Wierzę, że kilkulatek umyje okno beznadziejnie 15 razy ale widzi rezultat, widzi też rezultat gdy robię to ja (powiedzmy że nieco bardziej zamierzony…) i zacznie się zastanawiać, co może robić lepiej. I za 16-tym razem już umyje dobrze, porządnie. Tak jak Lila ostatnio.

Nigdy nie obarczam ich poczuciem winy, że to, czym się zajmują, generuje syf. Jeśli syf ma szansę stać się przytłaczający, proszę o kontynuowanie zabawy w ogródku. Po to go mamy.

A dzisiaj wróciłyśmy z Lilą z basenu do pustego mieszkania. Miałyśmy za sobą dość długą trasę pod górkę więc gdy dotarłyśmy, ja musiałam odsapnąć. Lila powiedziała, że ona umyje naczynia a ja mam wypić sobie kawkę. Sama z siebie. Ani słowem nie jęknęłam na temat straszącej góry naczyń. Ona je sama zauważyła i postanowiła się z nimi rozprawić.

I myje, już ponad 15 minut co jak na nią jest hiper długo. Gdy tam zajrzałam, zobaczyłam, że używa tylko lodowatej wody a jej łapki zrobiły się czerwone. Pokazałam jej zatem że łatwiej robić to z użyciem wody ciepłej i na tym moja rola się zakończyła. W takich chwilach kocham być mamą i czuję autentyczny sens tego wszystkiego. Prostotę, logikę. Konsekwencję.

Odsapnęłam, więc idę robią kotleciki jaglane. Lileczka zapewne nie omieszka mi pomóc :) Ukradła właśnie ciastko oreo z szafki (zostało z jaglanego ciasta o smaku oreo, które niedawno, także razem, robiliśmy) na rozruch ale nie mam serca nawet zwrócić na to uwagi. Jest tyle rzeczy które można robić zamiast zwracania uwagi na pierdoły!

 

Jedna myśl nt. „Lila myje naczynia

  1. maleciuszki

    Takie wspólne wykonywanie domowych obowiązków buduje silne więzi emocjonalne, ja wraz z moją córeczką też staram się robić jak najwięcej wspólnych rzeczy razem. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>