Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

Grudzień

Mój ,,termin porodu” za równo dwa miesiące. Nie jestem jakoś obsesyjnie przywiązana do tej daty, ale nie ukrywam, że na końcówkę grudnia czekałam od momentu zrobienia testu ciążowego. Jest to w mojej głowie jakiś kamień milowy. Coś, co było niewyobrażalne a jednak się zdarzyło. Święta, Nowy Rok, potem to już tylko nowy kalendarz powiesić i… będzie!

Zabawne, że zarówno w ciąży z Felkiem, jak i z Lilą ten okres z około dwu miesięcy przed porodem pamiętam najlepiej. Wiem, co czułam, co robiłam, nawet co mi się śniło. U Felcia był to marzec, u Lili lipiec i doskonale potrafię przywołać w pamięci nawet swoje ,,ówczesne” odbicia w lustrze, a właściwie w lustrach bo mieszkałam w różnych miejscach. Tak więc i teraz jakoś mi ckliwie, że to już zaraz, finito. Pewnego dnia obudzą mnie skurcze albo chluśnięcie wód, albo nic mnie nie obudzi bo już dawno będę obudzona, a konieczność zaczerpnięcia oddechu będzie mi przerywać mieszanie sosu na kolację. A może do samego końca nie będę pewna, czy to już i zanim się zorientuję, w kilku skurczach partych pomogę Człowiekowi wydostać się na ten świat!

Tak czy owak, podchodzę do tematu spokojnie. Oglądam sobie piękne zdjęcia z porodów domowych i marzę o tym anielskim obliczu, częściowo pokrytym jeszcze mazią płodową, o tym mądrym, najmądrzejszym w całym życiu spojrzeniu i tych włoskach pozlepianych substancjami które jeszcze przed minutami Człowieka chroniły w moim brzuchu, pomagały mu się wyślizgnąć, zmniejszając opór a już zaraz ktoś spróbuje je wytrzeć, umyć, żeby dziecko było ładne bo tu, na świecie obowiazują inne standardy urody niż w macicy. Nie! Nie wytrę Człowieka, niech jego zapach mówi mi jak tam jest a jemu nie odbiera tej pamiątki przez możliwie jak najdłuższy czas. Ta magiczna chwila niech trwa, bo już nigdy później Człowiek nie będzie tak bardzo mój, jak wtedy, gdy połączony jeszcze pępowiną z łożyskiem wciąż we mnie lub obok nas, spojrzy na mnie zaskakująco przytomnymi czarnogranatowymi oczami i zobaczy wszechświat dobra.

A potem już tylko: mama, pić mi się chce, włąc mi bajkę, nie idę na dwór, nie ubiorę tych skarpet :)