Miesięczne archiwum: Styczeń 2017

Ekscytacja

Od ponad tygodnia czuję napływ energii i dobrego samopoczucia. Miewam nawet przemyślenia, że to trochę niesprawiedliwe, że przez 8 miesięcy ledwo żyłam i teraz, na ostatku zaczynam wreszcie fizycznie przeżywać tę ciążę z należną jej radością- jak już nieraz pisałam, emocjonalnie jest to moja najlepsza z ciąż, niestety cielesność o dziwo zupełnie nie idzie z tym w parze. A przynajmniej nie szła. Bo w końcu mogę powiedzieć, że nic mnie nie boli, nie przytłacza mnie zmęczenie, smakuje mi jedzenie i mam ochotę na spotkania z ludźmi oraz na inne rzeczy o których może nie powinno się pisac publicznie :) Wcześniej- olaboga, zamknąć się, nie istnieć, zgasić światło i przeczekać!

Ta radość ma zapewne związek ze zbliżającym się porodem, bowiem od dzisiaj do ,,terminu” równo 3 tygodnie i każda moja tkanka zdaje się meldować swoją chęć i gotowość. Mleko leci już wyciśnięte bez najmniejszego wysiłku (przedwczoraj odciągałam nawet dla Lili bo męczył ją katar a wiadomo, że nie ma nic bardziej antywirusowego, antybakteryjnego i ogólnie leczącego  niż mleko mamy, nawet to przeznaczone dla cycowego następcy!) Co jakiś czas doświadczam dosyć mocnych skurczy przepowiadających i dzisiaj wyraźnie czułam ich wpływ na pozycjonowanie się główki dziecka- każdy z nich witałam z dosłowną euforią. Ciałko maleństwa jest bardzo nisko, dzięki czemu mogę swobodnie oddychać i praktycznie przestała męczyć mnie zgaga, która jeszcze niedawna doprowadzała mnie do rozpaczy (tym bardziej, że przeczytałam, że jedyne działające remedium- woda z sodą oczyszczoną- nie jest wskazana dla kobiet w ciąży). Tak więc- doczekałam tej chwili, że na pytanie ,,jak się czujesz” mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć, że świetnie!

Moje cudowne starsze dzieci jakby wyczuwały szykujące się zmiany i zachowują się spokojniej, dojrzalej. Ciągle gadają o dzidziusiu, Lila wlazła ze mną do basenu (sprawdzaliśmy jaki jest duży), Felek ,,karmi piersią” plastikowe bobasy. Wszystko to kreuje naprawdę przyjemną atmosferę. Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj! Ale chociaż jest przyjemna, wolałabym przejść do następnego etapu, mając oczywiście na zawsze w pamięci, że MOŻNA w 9-tym miesiącu ciąży normalnie się poruszać, rozmawiać, trzymać dziecko na kolanach i robić zakupy. A następny etap… Trochę potrwa :) Więc nie trzeba będzie przez jakiś czas mówić nic… 

Zasłuchanie

Szykuję się. Bardzo się szykuję. I chociaż przez ostatnie kilka lat słyszałam lub czytałam setki pięknych porodowych historii, obudziło się we mnie jeszcze silniejsze niż dotychczas pragnienie kontaktu z Kobietami, które mogą podzielić się naprawdę wzmiacniającym doświadczeniem.

Nie typu ,,Było strasznie, ale przecierpiałam i teraz jest dobrze”.

Nie typu: ,,Dobrze, że byli przy mnie lekarze, bez których mogłoby być tragicznie”.

Nie typu: ,,Najważniejsze, że z dzieckiem wszystko OK”

Bo wszystkie je z całego serca szanuję i nie kwestionuję tego, że mogą być pozytywne w końcowym wymiarze. Ale moje doulowanie zawieszam na razie. To ja potrzebuję doulowania, powera, świadkowania sile! Wrócę do formy i pracy, będę ją dawać. Teraz sama chcę :)

Byłam więc zachwycona, gdy moja znajoma, doula, która kilka tygodni temu urodziła córeńkę, zaprosiła mnie na kawę. Ta dziewczyna zrezygnowała niemal całkowicie z jakiejkolwiek medycznej opieki w trakcie ciąży (drugiej po niezbyt dobrym porodzie pierwszego dziecka) oraz zupełnie podczas porodu. Jej maleństwo przyszło na świat mając za świadka tylko swoją mamę, a potem już świętowali wspólnie z tatą i starszym bratem. Zasłuchałam się absolutnie i szczerze, bo cała historia została opowiedziana z promiennym uśmiechem na ustach, z blaskiem w oku. Malutka co jakiś czas raczyła się cycusiem. Moje dzieci zajmowały się sobą. Raj i ideał spotkania dla kobiety w 9 miesiącu ciąży. To było coś, czego trzeba mi było od dawna. Poziom energii raptownie w moim ciele podniósł się a ja poczułam zalew oksytocyny. Chcę rodzić! Chcę poczuć to, co ta niezwykła matka i wyleczyć wszystkie wątpliwości związane z moją kobiecością. 

Jej opowieść i kilka przydatnych wskazówek ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu że prawdopodobnie mojemu porodowi także nie będzie towarzyszył nikt z medycznego establishmentu. Chociaż położne z mojego lokalnego Homebirth Teamu są cudowne, to jednak poczucie, że chcę być sama w tej magicznej chwili jest tak silne, że… nie potrafię mu się oprzeć. W decydującej chwili chcę po prostu klęczeć na jednym kolanie i złapać  moje dziecko. Chcę przytrzymywać, za radą znajomej, jego główkę, gdy parcie stanie się przytłaczające. Chcę zawołać bliskich gdy nowy człowiek będzie już gotowy na ich przywitanie.

Możliwe też, że cała Rodzina będzie wokół mnie bo tego zapragnę i to też dalece bardziej podoba mi się jako wizja, niż bądź co bądź, obca kobieta z urządzeniem do monitoringu pracy serca dziecka na podorędziu skupiona na swojej PRACY po której będzie wypełniała papiery. Nie potrzebuję relacjonowania cudu normalności w papierach. Niech sobie przyjedzie po fakcie, spisze co musi bez zwracania na siebie niczyjej uwagi. Dostanie nawet kawę i ciasto. Zważy dziecko (po debacie na ten temat uznaliśmy z Marcinkiem, że chcemy by maleństwo było zważone) i zapisze jego wagę. Tak jakby to było najważniejsze na świecie… Bo przecież po porodzie ludzie zwykle przede wszystkim meldują wagę i długość ciała dziecka. Nie to, jak bosko wszechświat wyzierał z jego granatowych oczu. Nie o tym, czy udało mu się samodzielnie trafić do piersi. Nie to, jakie rany uleczyła pełnym mocy porodu jego mama. Waga i wzrost. Czy nic innego naprawdę nas nie charakteryzuje? Chociaż uważamy, że NIE, mamy świadomość, że to będzie właśnie to, o co zostaniemy zapytani od razu jak tylko obwieścimy światu że nasze dziecko już jest. I chcemy wiedzieć co odpowiedzieć, po prostu :)

Do domu wróciłam o niebo spokojniejsza- a już i tak spokojem mogłabym obdzielić całe wojsko (jeśli tylko by o to poprosiło). Czuję się zjednoczona z duchową wspólnotą matek, matek niezależnych, odważnych, odpowiedzialnych za siebie oraz zdrowie swoje i swoich Rodzin. Moc jest z nami.

 

 

 

 

Pieluszkoteka

Mam kilkadziesiąt pieluszek wielorazowych różnego typu do użytkowania przez pół roku, poza tym za sobą (wraz z Marcinkiem) szkolenie z tejże tematyki w przemiłej domowej atmosferze, face to face. Za tę przyjemność zapłaciłam równowartość może z czterech pieluszek. Jak to możliwe?

Na naszej dzielnicy działa bowiem ,,Pieluszkowa Biblioteka” (Nappy Library), którą non profit zajmuje się pewna urocza mama rocznej dziewczynki. Przyjmuje pieluszki od darczyńców i organizuje przekazywanie ich dalej- trafiłam do niej dzięki facebookowi (chyba to nikogo nie dziwi…). Pieluszki po trzech miesiącach należy wymienić na większy, uniwersalny rozmiar, a po pół roku oddać. Przez ten czas można metodą prób i błędów dojść do tego, jakie są najlepsze i pasują do stylu życia danej rodziny.

Pomysł uważam za wspaniały i cieszę się niezmiernie, że udało nam się skorzystać, bo podobno lista oczekujących jest dosyć długa (ja dostałam swój komplet na czas, bo zainteresowałam się sprawą już w 3 miesiącu ciąży). Marcin też żywo zainteresował się tematyką i już stał się specjalistą od wkładów konopnych i wełnianych otulaczy…

Miesiąc i kilka dni przed terminem porodu nic nie jest w stanie nas ruszyć emocjonalnie poza przygotowaniami i sielankowymi wizjami noworodka w przychodzącego na świat w odnowionym, pięknie odmalowanym pokoju :) Po prostu mamy wszystko inne totalnie w d… Pieluszki w samolociki i sznureczek do podwiązania pępuszka z księżycem i gwiazdką to jedyne interesujące nas obecnie tematy!