Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Niemowlaczek nad miską

Kilka dni temu na playgrupie homeschoolingowej poznałam nową koleżankę, mamę dwójki dzieci. Wychowując to młodsze nie używała pieluszek i rozmowa z nią na ten temat bardzo mnie zainspirowała. Od dawna o tym myślałam, jednak nie znając nikogo z doświadczeniem, nie wiedziałam od czego zacząć a facebookowe fora nie okazywały się pomocne. I w końcu w odpowiednim momencie, kiedy Guciutek skończył miesiąc, na mojej drodze pojawiła się Ljiljana ze swoją opowieścią! Hura!

Do niczego nie byłam namawiana, a jednak postanowiłam spróbować. Po prostu zaczęłam Guciutka trzymać nad miską po każdym spaniu i karmieniu. Za każdym razem robił siusiu albo kupę. Po 2 dniach za dnia przez wiele godzin jego pieluszka była sucha, bo ,,robił” tylko, gdy go wysadzałam. Początkowo nie zakładałam mu pieluszki, ale było to frustrujące, bo stresowałam się za każdym razem gdy zasypiał, że będzie mokry, a po co nam stres? Pieluszkę ma i siusia do niej ALBO NIE. W nocy nie budzi się do karmienia całkowicie, więc nie kombinuję, żeby go nie rozbudzać (chociaż dzisiaj, ze względu na katar, nie spał za dobrze- gdy zdjęłam mu pieluszkę, natychmiast nie czekając na miskę, załatwił się na łóżko…. Czyli czekał aż mu zdejmę majtasy żeby się wypróżnić- bomba!- tylko szczegóły trzeba dopracować :) )

Dzisiaj czwarty dzień miskowania i od rana po karmieniu wszystko ląduje w miseczce :) To prostsze niż się wydawało. Od urodzenia wiem, kiedy chce mu się siusiu, kiedy kupę (w końcu spędzam z nim w bliskim kontakcie fizycznym 24 godziny na dobę), jednak nie miałam odwagi żeby pójść o krok dalej. Jak zwykle okazało się, że minimum wsparcia, życzliwości i cudzej mądrości wystarczył żeby dodać odwagi komuś zielonemu jak ja :)

Pewnie są tacy, co zapytają, po co właściwie wysadzać niemowlę, przecież na każde dziecko przychodzi w końcu czas. Ano… Tak. Tylko gdy ten czas przychodzi, dziecina z reguły już przekonana jest w 1000%, że siusiu i kupę robi się pod siebie (niezbyt korzystne przekonanie) i musi się tego ODUCZAĆ. Mnóstwo napisano na ten temat, jest nawet świetna książeczka po polsku ,,Pożegnanie z pieluszkami” Kingi Cherek, którą przeczytałam dwa razy jeszcze gdy Lila była mała i dzięki niej przestałyśmy używać pieluch za dnia gdy miała 18 miesięcy. Dla mnie bardzo ważny jest aspekt wolności dziecka (widzę, jakie jest szczęśliwe bez pieluchy, chociaż zakładam mu je możliwie najdelikatniej!), ekologii (wiecie ile ton szkodliwych i nieprzetwarzalnych śmieci produkujemy w zachodnim społeczeństwie codziennie używając jednorazówek? głowa boli… ) i zdrowia (chemia z pieluch jednorazowych to ZUO! też nie chce mi się rozpisywać na ten temat, dociekliwi na pewno dociekną). Jednak przede wszystkim chcę żeby Gucio miał świadomość swojego ciała. Kontrolę nad nim. Żeby nikt nigdy nie chciał jej przejąć, nawet nadopiekuńcza mama ;) Bo my matki lepiej wszystko zawsze wiemy- kiedy nasze dziecko jest głodne, kiedy mu zimno, a kiedy chce siku. Ja nie chcę wiedzieć. Chcę żeby wiedział on :)

WIĘC usiłuję kupić malutki nocniczek, który będziemy mogli zabierać ze sobą na wycieczki. Gucia pupcia pozostaje póki co w pieluszce (szmacianej rzecz jasna) bo unikamy stresów. Ale jeśli uda się jej nie zmoczyć chociaż kwadrans dłużej niż wczoraj (a wczoraj sucha była przez prawie 5 godzin bez przerwy!!) to… to nic się nie stanie, będziemy dalej żyć szczęśliwie. A delikatne części ciała mojego synka kwadrans dłużej pozostaną suche i bezpieczne, nieprzegrzane i nienarażone na chłód. Na koniec dodam tylko, że bez smarowania syneczka niczym (z rana niewielką ilością oleju kokosowego w pachwinkach, przyznaję się), absolutnie niczym podczas przewijania, bez używania mokrych chusteczek jego skóra nie była dotychczas nawet zaczerwieniona. Upatruję przyczyny w przewiewności szmacianych pieluszek i tym bardziej je kocham :)

O czym tu napisać?

Pomyślałam, że warto byłoby napisać, jak nam się wiedzie. Ale wszystko wydaje się tak oczywiście normalnie zwykłe że mam problem z wyborem tematu na wpis. Czy wartym wspomnienia wydaje się fakt, że Gucio przez 3 tygodnie życia przybrał na wadze ponad 1100 gramów? Tucznik nie daje mleczarni wytchnienia. Karmię go według jego potrzeb które są niezmierzone. A każdego wieczora jest wizualnie większy niż był o poranku.

Codziennie wychodzimy albo jedziemy na wycieczkę. Wróciliśmy na homeschoolingowe playgrupy. Starsze dzieci przyjęły to z wyraźną ochotą. Mamy trochę więcej do noszenia w plecaku bo póki co Guciutek nosi pieluszki i nie wydaje mi się, że szybko z nich zrezygnuję. Jak na razie 100 % wielorazówki- podarowane jednorazówki leżą smętnie w szafce. System prania i nakładania poszczególnych warstw na małą słodką pupeczkę powoli zbliża się do absolutnej perfekcji.

Dwa razy się z nim kąpałam i było to cudowne przeżycie. Jakbym znowu miała go w brzuchu albo rodziła. Ciepłe, małe zrelaksowane ciałko przylegające ciasno do mojego, dającego całe to tucznikowe życie. Guciutek zadowolony. Kąpiele wyniknęły z mojej potrzeby (ja chciałam się umyć a nie było co zrobić z dzieckiem!!!) bo maleńki jak był krystalicznie czysty, tak jest nadal.

W ciągu dnia właściwie nigdy nie jest odkładany. Spędza czas w chuście i na rękach. Czasami płacze, ale nie przeszkadza nam to, nie burzy nam spokoju i pewności, że wszystko jest jak ma być, dokładniena swoim miejscu.

Uroki połogu

Jestem, czuję się i trwam w połogu. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę czy pomyślę chociaż, ale cieszę się i delektuję tym stanem nicnierobienia, kiedy to jedyne o co mam dbać, to karmienie noworodka (mój jedyny który nie zmasakrował mi sutków w pierwszych godzinach po narodzeniu na 2 tygodnie!), tulenie go i sprawianie mu przyjemności. W zasadzie przez 8 dni swego życia poza brzuchem raz tylko płakał, podczas przewijania, bo tego nie lubi i chociaż staram się to robić szybciutko, kilka sekund potrafi zadecydować o utracie komfortu!

Wczoraj pierwszy raz dopiero go ubrałam…. I to tylko na chwilkę, bo wyszliśmy do ogrodu. Tak kocham ten dotyk, ten zapach, to całe Guciowe golusie jestestwo. O kąpaniu nie wspomnę… Nawet w planach tego nie mam póki co! Może kiedyś, późną wiosną ;)

Śpi oczywiście ze mną i zauważyłam, że znacznie rzadziej się budzi gdy styka się ze mną chociaż jakąś częścią ciała, choćby nóżką czy rączką. Jeśli się ocknie, bywa, że starczają delikatne całusy i wtedy nawet nie wymaga natychmiastowego karmienia, zasypia z powrotem. Niesamowite! Odkrywam te wszystkie pierwotne oczywistości i chociaż porażają logiką, nie potrafię oprzeć się zaskoczeniu! JAKIE TO PROSTE!!!!!!!!!

Żeby nie było tak sielankowo, zaliczyłam (pierwszy raz w życiu!) zapalenie piersi. Jak widać, zdarza się to i doulom, które doradzają w srawie jak tego uniknąć i jak sobie z tym radzić :) Zdarza się to i bez zakładania stanika, przy całodobowym karmieniu na każde kwilenie, w bezstresowym środowisku. Bólu nie da się opisać, jest straszny… Ale poszły w ruch różnorakie remedia, plus całą noc karmienie spod pachy i po dobie poczułam sens życia na nowo :)

Marcinek jest niezastąpiony, nie muszę o nic się martwić. Starszaki zadbane, dom ogarnięty, pojechali dziś nawet oddać książki do biblioteki :D Nie sądziłam,że to kiedykolwiek POCZUJĘ, ale tak!- lubię być w połogu.