Dzień z trójką dzieci

Bardzo, bardzo lubię być mamą trójki dzieci. Jest to dla mnie ilość idealna. Każdy pełni swoją określoną funkcję, szczególnie w moim sercu. I trudno mi sobie wyobrazić że któregokolwiek kiedykolwiek nie było. No były zawsze wszystkie!

Guciutek skończył dzisiaj 6 tygodni więc oficjalnie wyszłam z połogu. Z okazji tego wyjścia spędziliśmy sobie calutki dzień poza domem. Było przepięknie, odkryliśmy nowy park, starszaki latały na bosaka po trawie i wydurniały się wybornie. Gucinek chillował się w chuście, co jakiś czas raczył się cycusiem albo robił siku w krzakach. Odkąd nie robi kupy na leżąco, skończyły się jakiekolwiek trawienne niedogodności, bo nadmiaru bąków i zawartości jelit pozbywa się reguarnie w wygodnej, przeznaczonej do tego pozycji i chociaż i tak mało płakał, teraz za dnia nie płacze w zasadzie wcale. Odszedł mu bowiem jedyny powód jaki miał do płaczu, a mianowicie trudności ze zrobieniem kupy, z jakimi borykał się od urodzenia. No nie ma dziecka, no :) Płakanie włącza mu się na około 20- 30 minut wieczorem, po powrocie do domu, kiedy czas spać na noc, bo chyba wie, że przez najbliższe 12 godzin nie będzie w chuście i mu się to nie podoba… W każdym razie raz uśpiony, śpi do rana, co kilka godzin budząc się na cycusia, czasami na siusiu i kupę- gdy zaspokoi te potrzeby, zasypia z powrotem bez najmniejszego dramatyzowania.

I jest cudowny, absolutnie przeperfekcyjny.

Felek i Lila natomiast nabrali racjonalności. Niesamowite, jak dojrzały, pomocny i rzeczowy potrafi być ośmiolatek. Lila miała mały kryzys niedawno, ale pogadałyśmy sobie i temat nie wrócił. Zresztą odkąd Guciutek zaczął się do niej świadomie uśmiechać, przeszedł jej miłosny pierdolec niebezpiecznie ocierający się o ryzyko zamordowania niemowlęcia z nadmiaru uczuć, a ona okrzepła i powoli uczy się okazywać przede wszystkim troskę i odpowiedzialność za samopoczucie braciszka. 

Kiedyś drażniło mnie idealizowanie macierzyństwa, cukrowe opisy sielanek, które jakoś zupełnie nie pasowały mi do tego, co ja przeżywałam z moją DWÓJKĄ. Czułam się bowiem jak na niegasnącym polu bitwy, zagrożona z każdej strony, umęczona i obolała na ciele i duchu. Dlaczego wtedy nikt mi nie powiedział, że dziecko po prostu się nosi non stop za dnia i problem nie powstaje więc nie trzeba go rozwiązywać? Że receptą na ,,kolki” jest pomoc dziecinie przy wpróżnianiu się raz na godzinę albo rzadziej? Za dnia nigdy Guciutka nie usypiam. Śpi kiedy chce, ja nawet nie wiem, kiedy bo nie zawsze widzę jego twarz gdy jest w chuście. On tam po prostu jest. Cicho.

Jakie to proste, aż się wyć chce. Zawsze zastanawiałam się, jak to możliwe, że mieć dziecko to aż taka orka na ugorze, jak ludzie radzili sobie dawniej, z całymi czeredami potomstwa? No to już wiem jak. Po prostu nie mieli tych wszystkich współczesnych ,,ułatwień”  które doprowadziły do tego, że przestaliśmy umieć zajmować się własnymi dziećmi. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>