Dzienne archiwum: 15 maja 2017

Ojczyzna

Jutro wracam do domu po dwutygodniowym pobycie w Polsce. Nie ukrywam, że nastraszona niezbyt dobrym PR-em, jaki Polacy robią sami sobie, po prawie dwuletniej przerwie w odwiedzinach ojczyzny, trochę obawiałam się wizyty z niemowlakiem. A bo wiadomo, nieszczepione, niechrzczone, bez czapki no i cyca trzeba czasami wywalić :) Jednak rzeczywistość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Poza tą nieszczęsną czapką (faktycznie wszędzie gdzie byłam, brak czapki na główce Guciutka, bez względu na pogodę, budził poruszenie i komentarze zarówno wśród znajomych jak i obcych:D ) nie spotkałam się z ani jednym krzywym spojrzeniem. A nad naszym chustonoszeniem roztkliwiano się wszędzie, od kasy na stacji kolejowej, po sklepik na wiosce. Panie podziwiały wygodę i zrelaksowaną minę Guciutka. Tak trzymać!

Jedna kobieta, z pokolenia moich rodziców, na wieść o tym, że śpię z dzieckiem i wcale się z tym nie kryję, nie mogła wyjść nad tym z podziwu i rozpaczliwie wyrażała żal, że ,,człowiek tak się naużerał z tym odkładaniem do łóżeczka po nocach”.

Wysadzanie trzymiesięczniaka budziło ogólną sensację. Próbowano to wytłumaczyć na różne sposoby, ale nie spotkałam się z żadnym krytycyzmem na ten temat.

Niemal każda jedna mama, słysząc historię narodzin Gucia, przyznawała, że marzy o podobnym doświadczeniu. Nikt mnie nie opluł, że ryzykowałam życiem swoim i dziecka, a trochę się tego spodziewałam po tym, jak zobaczyłam komentarze pod polskim artykułem o porodach bez medycznej asysty.

Na nasze karmienie w miejscach publicznych nikt nie zwracał najmniejszej uwagi. Raz tylko zostałam potraktowana z wielką troską, bo pewna pani dowiedziawszy się, że nie jadam mięsa, bardzo się zmartwiła, że umrę z głodu, gdyż jako matka karmiąca powinnam się dobrze odżywiać. Było to jednak szczerze życzliwe i bardzo wzruszające. Szczególnie, że ze zdziwieniem przyznała, że bardzo dobrze wyglądam mimo tej karkołomnej diety :)

Edukacja domowa zdawała się być zagadnieniem tak abstrakcyjnym że z nielicznymi wyjątkami nikt nie ośmielił się zadawać nawet pytań na ten temat, udając że jest to absolutnie normalne :D

Jedyne co mnie zszokowało, to ceny. Jedzenie wypada drożej niż w Londynie, gdzie ludzie średnio zarabiają kilkanaście razy więcej :(

Jak to więc jest? Nie wiem, ale to, co zobaczyłam generalnie napełniło mnie radością. A teraz czas wracać do domu i rzucać się w wir naszych londyńskich aktywności. Trochę będzie mi głupio, że wszyscy mają w dupie, czy Gucio ma czapkę czy nie :)