Miesięczne archiwum: Czerwiec 2017

Słuchawki

Guciutek miał jeden ze swoich spadków nastroju. Mnie pobolewała głowa. Za każdym jego krzykiem coraz bardziej. Pomyślałam sobie, że właściwie za jakie grzechy ja muszę tego słuchać? Jest zmęczony. Ma spać. Nie reaguje na moją dobrą wolę. Nie mam do dziecka pretensji, ale co ja zawiniłam? Poszłam po słuchawki wygłuszające i założyłam sobie na uszy. Poczułam się jak na dnie oceanu. Wzięlam Guciutka ponownie na ręce. Ból głowy przestał się pogłębiać. Na moje ciało spłynęła głucha błogość. Przestało mi histerycznie zależeć na uciszeniu go.

W tym momencie małe przestało płakać.

Bujałam go, ale zachciało mi się do łazienki. Wciąż na głucho odłożyłam Guciutka i wymknęłam się z pokoju. Gdy wróciłam po 2 minutach, on już spał.

Wniosek z tego wszystkiego dla mnie jest wyłącznie taki, że napewno nie da się ukoić dziecka samemu będąc nieukojonym. I że to nic złego w tym, że matka decyduje się na niesłuchanie ryku swojego dziecka :)

 

 

 

Sikania ciąg dalszy- ten temat się nie nudzi!

To jest wpis wyproszony i obiecany wielu osobom zainteresowanym tematem wysadzania niemowląt. Powraca pytanie skąd wiem, że Guciutek chce siku albo kupę, jak on to sygnalizuje, ewentualnie o inne wskazówki, jak ugryźć kwestię żeby ominąć frustrację i… kałuże co 5 minut. Nie wypowiadam się z pozycji autorytetu ale matki która ćwiczy od 3 miesięcy i może z czystym sumieniem powiedzieć, że jej czteromiesiączne dziecko nie zużywa więcej niż 3 pieluszki za dnia (średnio, bo np. dzisiaj nie zamoczył żadnej a juz jest wieczór- generalnie sika w pieluchy wyłącznie w autobusach bo tam nie ma toalet) i 2-3 w porze nocnej. No to lecimy! (EDIT: Właściwie to nie mam zamiaru pisać co macie robić, napiszę jedynie co JA robie i co u nas działa- każda rodzina i sytuacja jest inna i warto spróbować wypracować swój system!)

1. Jak zaczęłam? Po prostu pewnego dnia wysadziłam go po raz pierwszy. Miał 4 tygodnie. I od razu zrobił kupę. Ja w szoku :) Powtarzałam manewr co około 20 minut i w zasadzie za każdym razem coś do miski leciało. W międzyczasie sikał też do pieluszek, ale szybko zauważyłam co poprzedza siusiu. Kupa była prosta do ogarnięcia, bo Guciutek miał z jej zrobieniem początkowo problemy, prężył się i stękał- trudno o bardziej czytelny znak. Witał miskę z wyraźną ulgą :) Ale o tym już pisałam!

2. Gdy tylko zrobiło się cieplej niż zimno, przestałam zakładać mu cokolwiek na pupę. W domu nappy free. Tylko koszulka albo rozpięty bodziak, ewentualnie skarpety. Dzięki temu nie tylko oszczędza się na praniu ale przede wszystkim o wiele łatwiej nauczyć się sygnałów wysyłanych przez dziecko- bo jak się posika, od razu wiesz, co poprzedzało fontannę.

3. Stosujemy też tzw. ,,timing”, czyli oferowanie dziecku miseczki/ krzaków/ toalety/ zlewu co określony czas, np. 20 minut, po spaniu itd. NIE POLECAM wysadzania od razu po jedzeniu szczególnie młodszych niemowląt, bo np. Guciutek w takiej chwili potężnie ulewał (ucisk nóżek na brzuszek był tego powodem) i i tak wszystko było mokre, nawet jeśli w misce znalazły się siusie :) Więc jeśli dziecko zrobiło siku po spaniu i potem jest karmione, nie ma potrzeby natychmiastowego wysadzania. Można odczekać z 10-15 minut. Gorzej (co się zdarza) dziecina budzi się umierająca z głodu i nie chce słyszeć o żadnej misce- cyc must be now!- wtedy u nas pieluszka bywała zmoczona. Teraz też się to zdarza, ale rzadziej. Mam wrażenie, że Guciutek oczekuje już tej miski do sikania. Bo jak wyjaśnic fakt, że robi ogromną ilość siuśków dopiero gdy zostaje wysadzony a nie sekundę wcześniej, w pieluchę albo na podłogę?

4. Bezwarunkowo zaakceptowałam całą fizjologię Guciutka. Czyli nie tylko śpioszki w misie i pucate poliki- dziecko to wydzieliny, mocz, kał, mleko, pot, wymioty, ślina. I nic w tym ohydnego, przerażającego. Kocham go jako człowieka a człowiek to ciało, fizjologia. Nigdy biała kanapa nie będzie dla mnie bardziej wartościowa niż pełne jestestwo człowieka. Zresztą takowej oczywiście nie mam, ale dla wielu dywan czy kanapa to powód dla którego trzymają w pampersie nawet czterolatki :O

5. Odnalazłam powiązanie rodzicielstwa jakie praktykujemy z bezpieluchowym wychowaniem. Karmienie piersią- czy jest wzór na to, jak to zrobić? Czy można dać jakiejkolwiek matce instrukcję (jak na opakowaniu mleka w proszku) jak często i w jakich ilościach karmić piersią niemowlę? Przecież raz żłopie, za godzinę ciumka, a za cztery znowu żłopie, raz minutę a raz godzinę, w różnych pozycjach i w dodatku zmienia się to wszystko co drugi dzień. To samo się tyczy komunikacji wypróżnienia- czy można przewidzieć jak często dziecko będzie chciało siku, kupę? I jak to pokaże? Ja oferuję wysadzanie za każdym razem gdy widzę Guciutka dyskomfort- krzywi się, popłakuje, przerywa ssanie, kopie nóżkami. Na 99% chodzi wtedy o sikanie. To samo ze spaniem- na prawdę nie ma czegoś takiego jak rutyna w przypadku malutkich dzieci. Na ich sen i brak snu ma wpływ tak niezmierzona ilość czynników, że planowanie czegokolwiek z sekundnikiem w ręku nie ma sensu. Ale każdy rodzin obserwując dziecko WIE, że jest głodne, czy zmęczone, prawda? To samo tyczy się wypróżniania, jeśli tylko w to uwierzymy i się na to otworzymy. Nie wymaga to czarów ani specjalnych zdolności.

6. Napewno mojej motywacji służył fakt używania pieluszek wielorazowych. Mniej prania, to raz, ale dwa, że Guciutek już zrobiwszy raz siusiu w pieluszkę domaga się bardzo radykalnie jej zmiany. Więc też od razu i on, i ja wiemy że siusie zostały zrobione. Pampersy niestety działają tak, że dziecko, odczuwając suchość po zrobieniu siku szybko uczy się ignorować znaki jakie daje mu ciało. Nie zauważa że coś z niego wyleciało i że to wciąż tam jest. Dlatego moim zdaniem im dziecko jest młodsze, tym łatwiej z pieluch zrezygnować- paradoksalnie- bo jeszcze jest szansa, że układem wydalniczo trawiennym nie zawładnęły złe nawyki i dziecko jeszcze samo zauważa własne potrzeby fizjologiczne.

7. W skrócie:

- zmiana wyrazu twarzy

- puszczanie bąków

- płacz z wysiłku albo irytacji

- jęczenie, stękanie

- mruczenie

- złość

- nagłe nerwowe ruchy, wiercenie się

- kopanie nóżkami

- ,,zastyganie”, nagle skupiony lub nieobecny wyraz twarzy

- nagłe nieruchomienie

- przebudzenie się

- ostatni posiłek około 10- 15 minut temu

- odrywanie się od piersi bez wyraźnego innego powodu (np. zaspokojony głód)

- wyjęcie z chusty/ nosidełka (dzieci są naturalanie zaprojektowane tak, by nie ,,robić” podczas noszenia!!)

TO BARDZO PRAWDOPODOBNE OZNAKI I SYTUACJE świadczące o tym, że warto malucha wysadzić. Nie zawsze zrobi od razu, dajmy mu te pół minutki. Jeśli po tym czasie nadal sucho- to pewnie jeszcze mu się bardzo nie chce ale może zachce mu się za 5 minut. Keep going!

8. Wbrew pozorom nie chodzi i wyrabianie targetu i łapanie jak największej ilości kup i siusiów. WYBACZ sobie, jeśli nie udaje ci się odczytywać sygnałów na jakimkolwiek etapie rozwoju twojego dziecka. Nie obwiniaj się, że coś z tobą nie tak, skoro to u was nie działa. Nawet jedna w tygodniu kupa zrobiona w komfortowej pozycji dla dziecka to sukces i plus! Wysadzaj, jeśli czujesz, że to coś fajnego, ułatwiającego życie a nie zakichany obowiązek, bo życie to nie wyścig ani konkurs na najbardziej zajebistą matkę świata. Ja powiem szczerze: zmotywowało mnie (jak zwykle) LENISTWO. Bo nie cierpię prania, wieszania i co gorsza…. tak, zabijcie mnie…, nienawidzę przewijania. Nigdy tego nie lubiłam. Nawet nie chodzi o obrzydzenie, ale szereg dodatkowych czynności do wykonania, często problematycznych- ile razy zdarzyło wam się dziecko dosłownie pływające w kupie i brak ciuszków na przebranie, kranu w pobliżu albo chociażby przewijaka??? Mnie przy dwójce starszaków zbyt wiele…. Więc dla mnie wysadzić i ewentualnie podetrzeć dziecko to 20 sekund czyściutkiej ,,roboty”, nie wymagającej dodatkowego ekwipunku. Same zalety. Nie potrafiłabym już chyba inaczej.

9. WSPARCIE jest kluczowym zagadnieniem odnośnie powodzenia wychowania bezpieluchowego. Nie jest łatwo znaleźć podobnie postępujące mamy na zwykłym placu zabaw- wręcz przeciwnie, będziecie sensacją- ale może uda się namówić jakieś znajome na wspólne spróbowanie? Można poszukać także grup w internecie i dzielić się porażkami i sukcesami, korzystać z burzy mózgów gdy coś idzie nie tak :) Bez współtowarzyszy każda droga wydaje się trudna i długa!

10. ZAUFANIE to hasło jakie od poczęcia towarzyszy mi w kochaniu Guciutka. Ufam mu we wszystkim, dlatego wiedziałam, że bez opieki lekarskiej zarówno ciąża, jak i poród przebiegną bez szwanku. Nie miałam żadnych dylematów w kwestii karmienia ani pielęgnacji. Ufam! On nie jest zepsutym kranem, z którego bez przerwy cieknie, nie maszynką do produkcji kupy której nie umiem obsługiwać więc pakuję w warstwy ochronne… Nie. Jest moim synkiem, któremu chcę sprawić przyjemność i zapewnić komfort. To mi przyświeca.

Jak mi coś jeszcze w tym temacie przyjdzie do głowy to napiszę :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kaczuszki

Jeziorko w jednym z naszych ulubionych parków zaroiło się od małych kaczuszek różnych gatunków. Z okazji Dnia Ojca poszliśmy sobie dzisiaj wszyscy razem na obiad i lody, potem zaś na spacerek i całe to kacze przedszkole wzbudziło w nas ciepłe uczucia. Nagle jednak na naszych oczach jedna z kaczych mam z niepojętych przyczyn agresywnie zachowała się wobec gromadki innej kaczki, wskutek czego 5 maluszków wpadło do odciętego od jeziorka płytkiego kanału i nie mogły się wydostać. Wyglądało to nieciekawie, obserwowaliśmy zdarzenie z zapartym tchem i stało się jasne, że kaczuszki same nie poradzą sobie z opresją.

Mama kaczka wpadła w rozpacz, bo pięcioro z ośmiorga jej dzieci zostało uwięzionych i nie potrafiła im pomóc, chociaż naprawdę się starała. Mówiła do nich, wołała, tłumaczyła, pływała wzdłuż kanału, dreptała po jego brzegu kwacząc, usiłując wyprowadzić maleństwa na około. Nie mogłam na to patrzeć i zaczęłam płakać, bo emocje sięgnęły zenitu. Tak strasznie współczułam tej dzielnej oddanej mamie, która tak bardzo, bardzo chciała odzyskać swoje dzieci. Wyobraziłam sobie siebie w podobnej sytuacji i przeszedł mnie dreszcz. Akurat Guciutek spał w chuście…  Powiedziałam jednak reszcie rodziny, że nie pójdę stamtąd, póki kaczuszki nie zostaną uratowane i że sama wejdę do tego kanału. Marcinek stanowczo zabronił mi wchodzić tam z dzieckiem w chuście. Przeszedł więc przez płot i schylił się nad kanałem. W każdej chwili mógł do niego wpaść… Dzieciaki wstrzymały oddech. JEST! Pierwsza kaczuszka uratowana. PO jakimś czasie dwie kolejne. Gdy mój odważny małżonek oswobodził czwartą i popłynęła ona szybciutko do mamy i rodzeństwa, mama kaczka uznała chyba że to już wszystkie (nie wymagam od niej umiejętności liczenia do pięciu!) i odpłynęła daleko. O nie, a ta ostatnia kaczuszka? Marcinowi udało się wyciągnąć ją z wody i podać mi do ręki. Dzieciarnia oszalała! Strasznie chcieli ptaszynkę potrzymać ale nie chciałam jej narażać na szwank. Popatrzyli sobie więc na nią i ruszyliśmy niemal pędem wzdłuż jeziora szukając wzrokiem kaczej rodziny. Po kilku minutach ostatnie kaczątko dołączyło do niej a my odetchnęliśmy z ulgą. Tak to w Dzień Ojca Marcin został bohaterem i miał okazję pokazać potomstwu jak należy się zachować gdy ktoś potrzebuje pomocy!

Najbardziej jak zawsze zawiodłam się na ludziach, którzy obserwowali tę mrożącą krew w żyłach scenę jak dobrą komedię! Pokazywali dzieciom rozpaczliwie usiłujące wydostać się z pułapki kaczątka ze słowami: ,,Ooo, zobaczcie, małe kaczuszki, jak pywają w kółko…”, na widok zdesperowanej kaczej mamy nawet nie raczyli zareagować. Na Marcinka patrzeli jak na wariata. Tylko grupa nastolatków przejęła się w nieznacznym stopniu, bo z ich dialogów dało się wywnioskować że przynajmniej zauważyli jaki tam rozgrywał się dramat.

Ta sytuacja ponownie uświadomiła mi, że pod wieloma względami naprawdę niedaleko nam do innych gatunków i że uczucia powiązane z instynktem opieki nad potomstwem to coś co nas z nimi łączy bardziej niż nam się wydaje. Cudownie było patrzeć na radość i ulgę kaczej mamy, która po kolei odzyskiwała swoje dzieci.