Dzienne archiwum: 1 listopada 2017

Napewno dam sobie radę!

Lila, jak każde niezmuszane do niczego dziecko weszła naturalnie w etap fascynacji czytaniem. Zupełnie nie interesowało mnie, kiedy to się zacznie i nie wyczekiwałam tego momentu. Nie prosiłam ją o ,,przeczytanie” czegokolwiek ani nie uczyłam literek. Jak o coś pytała, odpowiadałam. Podsłuchiwała jak Felek czytał, czytałam jej to, co chciała i już. A dziś przyłazi mi z elementarzem i tu prostsze frazy czyta praktycznie płynnie bez uprzedzenia :D Czyta lepiej niż Felek, którego jednak ,,uczyliśmy”, my głupole.

Dochodzi do słowa ,,ekierka” i widzę, że zaczyna machać nerwowo nóżką. Na policzki wstępuje rumieniec. Idzie do łazienki. Wraca. Bierze książkę. Do siebie?- Do mnie?- Do książki?- mówi stanowczo: ,,Napewno dam sobie radę!”. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Trochę pomagam. Przeczytała.

Ostatnio robiła jakieś zadanie matematyczne i sprawiło jej trudność. Mimo naszych prób wytłumaczenia, zezłościła się i cisnęła książką o podłogę. My nic, bo w sumie co tu począć, pewnie sobie zasłużyła. Przeleżała tam do następnego dnia (czasami dobrze nie posprzątać bo wtedy pewne zjawiska mają szansę nie umknąć a są godne obserwacji!) i rano Lileczka wstała, wzięła nieszczęsną książkę i dokończyła zadanie.