Miesięczne archiwum: Luty 2018

Rok temu o tej porze….

….. Już poprawiałam się na kanapie pod napływem skurczy które witałam z ekstazą radości, że jeszcze ciut, ciut i poznam moje trzecie dziecko. Nie zapomnę tego uczucia…. Głęboko duchowego chociaż doświadczanego tak fizycznie…

Dzisiaj trzecie dziecko jest radośnie drepczącym roczniakiem i jutro obchodzić będziemy w gronie rodziny jego pierwsze urodziny. Następnego dnia natomiast czeka je operacja pod znieczuleniem ogólnym. Nie jest to dla nas łatwy temat z wielu powodów. Przede wszystkim trudno było mi się pogodzić z myślą, że nie mogę nic zrobić. Nie chciałam tej operacji dla niego i długo odwlekaliśmy decyzję, czy w ogóle pozwolić Guciutkowi przez to przechodzić. Nie korzystamy z opieki medycznej i nie mamy zaufania do tzw. medycyny konwencjonalnej, jednak w wyjątkowych okolicznościach trudno uparcie bić głową w mur. Chodziliśmy do homeopatki, na specjalne zabiegi masażu, konsultowaliśmy sprawę z wieloma osobami…. W końcu trafiłam do urologa w Polsce który po prostu Guciutka zbadał i powiedział, że w jego przypadku żadne inne niż operacja metody nie zmienią stanu rzeczy gdyż z jakichś niepojętych dla nikogo powodów to co się tam stało albo się nie stało wymaga po prostu chirurgicznej korekty, fizycznego działania, narzędzi.

No więc zapadła taka a nie inna, trudna decyzja.

Nie idę do szpitala, Gucio idzie z tatą. Mogę urodzić samodzielnie dziecko w domu bez asysty, już o tym wiem, zrobiłabym to chętnie jeszcze nieraz w swoim życiu gdyż uważam, że miłość i odwaga to dwie siły którym warto się w życiu poddać, ale odmawianie roczniakowi cycusia (musi być na czczo kilka godzin przed zabiegiem) i patrzenie jak wiotczeje pod wpływem leków usypiających a ktoś go zabiera i coś mu robi, przerasta mnie. Wiem, że tego typu uczucia udzieliłyby się Guciowi a ja muszę się z nimi zmierzyć sama. On nie zasługuje na to, by zmuszać go do brania tego na siebie. Miłość i odwaga tym razem zatrzyma mnie w domu mojej kochanej przyjaciółki i douli. Popędzę do szpitala na pierwszą wieść o tym, że Gucio będzie sie wybudzał. To też nie była dla mnie łatwa decyzja. Co ze mnie za matka, że nie potrafię towarzyszyć własnemu dziecku w szpitalu? Ano taka, która wie, że tata się do tego tysiąc razy lepiej nada. Jestem głęboko przekonana, że to najlepsze co mogę mu dać na tę okazję.

Bardzo mocno przeżywam dzisiejszy wieczór. Rok temu o tej porze poprawiałam się na kanapie. Nie przyszło mi do głowy, że trzeba będzie z tym dzieciątkiem jechać kiedyś do szpitala. Chciałam je pięknie urodzić. I urodziłam o poranku. To zdarzenie odcisnęło w mojej duszy ślad tak wyraźny, że nie potrafię zawrócić. Już zawsze w chwilach zmęczenia będę wizualizować sobie i wspominać moment, w którym dotknęłam jego wychodzącej główki. I ten, gdy go zobaczyłam pod wodą w mroku. Absolutnie idealnego. Taki on właśnie jest dla mnie, jest ucieleśnieniem ideału dziecka, platońskim bobasem z jaskini macierzyńskich cudów.

Co za przewrotność losu, że akurat u niego lekarze coś tam muszą poprawiać!

Ten mały człowiek ma niesamowitą rolę w teatrze świata.

 

Pączek w maśle

Od ponad miesiąca pracuję 3 razy w tygodniu, raz nie ma mnie 7 godzin, raz 11 i jestem szczęśliwa.
Gdy jestem w pracy, pozytywnie tęsknię za gromadką
Gdy jestem za dużo z gromadką, tęsknię za pracą która daje mi relaks, pieniądze i poczucie bycia potrzebną (użyteczną a nie tylko używaną :) )
Dzieciarnia absolutnie pokochała dni ,,tylko z tatą”, nawet 11 miesięczny bobas ustatkował się nieco i nie czuję nawet śladowej ilości typowego dla siebie zamartwiania się, co ze mnie za matka W końcu!
Byłam już nawet przy jednym porodzie samotnej 47 latki z jedyną dziecinką z …. wpadki…. i pomyślałam sobie: kurde, niektóre matki to jednak mają ciężko. Ale mam siłę by je wspierać bo sama czuję się jak pączek w maśle.
Dziś bolała mnie głowa, nie mogłam ustać na nogach, było mi niedobrze, ręce mdlały przy noszeniu bobasa (akurat mój dzień opieki nad gromadką). Przyjaciółka zrobiła akupunkturę….Przeszło w kilka minut. I pomyślałam sobie: ileż my, matki, mamy talentów. Umiemy leczyć, rodzić, karmić, kochać. Chore i obolałe ogarniemy dzieci, jedzenie, siebie. Ale warto też poprosić o pomoc i opiekę gdy czujemy że coś się wymyka. To dopiero daje siłę!