Miesięczne archiwum: Sierpień 2018

Terytorium

Nasi znajomi przeprowadzili się właśnie do nowego mieszkania na osiedle, gdzie dzieci latają bez nadzoru i bawią się całymi dniami. Byliśmy ich dzisiaj odwiedzić. Mama z synkiem w wieku Felka, dzieciaki mają swoje ups and downs ale generalnie znają się od ponad 2 lat i spędzili mnóstwo czasu razem. Dzisiaj chłopaki, za moją zachętą postanowili wyjść przed blok… Ta druga mama nie była pomysłem zachwycona, ostrzegała nas, że sąsiedztwo mają problematyczne, dzieciaki są agresywne, zaczepialskie, ale gdzież bym posłuchała?! Przecież w każdym dziecku jest dobro, a nie? :)

Oczywiście już po minucie do naszych ,,maleństw” dochrzaniła się grupka starszych chłopaków i zaczęła ich na różne sposoby informować, że generalnie teren należy do nich. Patrząc na to przez okno, doświadczałam szeregu uczuć a moja znajoma zaczęła szybciej oddychać i nerwowo biegać z pomieszczenia do pomieszczenia żeby mieć sytuację pod kontrolą z różnych okien. Jak tylko znikali nam z oczu, panika obezwładniała moją zdolność logicznego myślenia. Marcin nas uspokajał, że jak zajdzie coś poważniejszego, to huknie przez okno i będzie OK. Nie miałam przekonania…

Za każdym razem jednak gdy z powrotem trafiali nam w zasięg wzroku, okazywało się, że radzą sobie świetnie. Nie tracili pewności siebie, kolega Felka odpowiadał słownie pięknym za nadobne, a Felek wprost mówił, że jeśli dojdzie do walki to będą się bronić, bez cienia niepewności, czy w ogóle mają jakieś szanse z większą grupą starszych bojowo nastawionych obcych chłopaków!! Według mnie nie mieli… Marcinek powtarzał: ,,weź daj ty mu szansę…”, no to dałam. Chowałam się, żeby nie widział, że patrzę w okno na granicy zawału!

Jak im się znudziły słowne potyczki, wrócili do domu i na nasze pytanie, jak było, odparli zgodnie, że SUPER!!!!!! 

Nasza znajoma śmiała się nerwowo a ja nawet teraz czuję szybsze bicie serca, wystarczy że wspomnę wyprostowaną postawę Felcia i jego zrelaksowany wyraz twarzy. Bez zbędnych ceregieli chłopcy zaczęli sobie grać w gierkę jakby nigdy nic… 

Przeżywałam całe zajście przez kilka kolejnych godzin. Marcin rozmawiał z Felkiem 30 sekund. Przytoczył mi potem tę rozmowę. Brzmiała ona podobno mniej więcej:

- Dalibyście Felek radę, co?

- A co, widziałeś nas przez okno?

- Tak.

- No pewnie że byśmy dali.

I przybili sobie piątkę bez dalszego roztrząsanie (jakie to męskie). Ja potem do Marcinka:

- Żartujesz? Przecież oni nie mieliby szans.

A Marcinek:

- Wolisz, żeby on myślał, że by miał, czy że by nie miał?

No kurde, jednak wolałabym żeby myślał, że da sobie radę. Cokolwiek by się nie działo.