Gucio wędrowniczek

Za kilka dni Gucio, światło mojego życia, skończy osiemnaście miesięcy! Trudno mi w to uwierzyć, trudno i łatwo, bo tak cieszę się każdym dniem, z każdego jako mama staram się wyciągnąć ile się da, że nie czuję, że mi to ,,uciekło”, że chciałabym cofnąć czas czy wrócić do któregokolwiek okresu po jego narodzinach (albo przed). Jest cudowny tak bardzo, że miewam momenty, że zastanawiam się, czym zasłużyłam sobie na tego osobnika w moim otoczeniu. Daje radość, przynosi rozczulenie i zachwyt. Dokładnie jak jego starsze rodzeństwo :) Ale on jest mały, mały, cudownie mały, wciąż mały i tą małością jego wypełniam sobie serce i wspomnienia bo przecież nie wiadomo, czy będzie miał młodsze rodzeństwo. A jako mama chcę tę małość jeszcze świętować, bo zaraz będzie DUŻY i wtedy bedę świętować dużość.

Bliskość fizyczna wciąż gra w naszej relacji pierwsze skrzypce, bliskość moja z nim, ale także jego z tatą, Lilą i Felkiem. Nosimy go w nosidełkach ergonomicznych, Marcin także w turystycznym, Gucio je uwielbia. Nie mamy wózka i nie przyszło nam jeszcze do głowy, żeby jakiś sobie sprawić. A dzisiejszy dzień pokazał, że i etap noszenia kiedyś chyli się ku końcowi. Guciutek odmówił bowiem…. noszenia. Chciał iść, tak, jak mama i Lila. O ironio, mieliśmy ze sobą jeszcze dwuletniego szkraba znajomej, który siedział we wózeczku i nic nie wskazywało, żeby miał nabrać ochoty na opuszczenie go. Guciutek maszerował dziarsko, zatrzymując się przy co bardziej fascynujących obiektach, jak suche liście albo krzak lawendy, ale generalnie nie było z nim problemu. Nie uciekał, nie zbliżał się do ulicy, nie kładł się na ziemi. Szedł, czasami dawał mnie lub Lili rączkę…I tak prawie dwie godziny, bo tyle trwała wycieczka do parku, pobyt w nim i powrót. Szczerze powiedziawszy, byłam w szoku, bo jeszcze całkiem niedawno każde wyjęcie z nosidła kończyło się awanturą i zwiększeniem wypadkowości! Rozważałam nawet zakup smyczy, tak, ja, która nawet wpis na blogu poświęciła swojej niechęci do tego typu akcesoriów :D Tak… Ale to było dawno, gdy wózkowy Felek miał roczek więc zostały mu jeszcze TRZY do pożegnania z wózkiem, bo dopiero mając cztery ,,przestawił” się na własne nogi… No ale to był, jak to mówię, inny świat. I ja też byłam częścią innego świata, nic dziwnego, że czułam się strasznie wyobcowana.

Teraz dopiero wiem, jak to jest podążać za swoimi instynktami bez względu na wszystko i mieć zupełnie GDZIEŚ co ktokolwiek pomyśli na ten temat. 9 lat temu nawet przyznanie się do tego, że dziecko czasami sypia ze mną w jednym łóżku sprawiało mi trudność, bo wydawało mi się, że to dowód na to, że coś ze mną nie tak, chociaż po prawdzie, uważałam, że super by było to j….ć i po prostu z tym dzieckiem spać, bez nocnego wstawania i kombinowania. Dzisiaj bez najmniejszych ogródek mówię, że nie mamy łóżeczka dla Gucia i nigdy nie mieliśmy. Bo zupełnie nie zależy mi na ,,uczeniu” go spania w swoim łóżku. Wręcz przeciwnie! Chcę z nim spać tak długo, jak będzie chciał. Czerpię z tego przyjemność, lubię być blisko niego, bo jest to miłe, on jest słodki i kochany, więc spanie z nim zwiększa wydzielanie się w moim ciele oksytocyny a to hormon miłości, zaufania i bezpieczeństwa. Dlaczego miałabym się tego pozbawiać? Jeśli ludzie nie czują potrzeby dbania o swój poziom oksytocyny, to jest ich sprawa i ja to absolutnie szanuję, ale tak jak ktoś lubi chodzić do SPA, tak ja lubię spać z moim dzieckiem i nikomu nic do tego. To samo z karmieniem piersią. Oświadczam wszem i wobec (chociaż Lilunię też w tym wieku jeszcze karmiłam, of course, to jednak po cichutku marzyłam, że sama się odstawi w okolicach 2 urodzin, czyli w jakimś ,,ludzkim” wieku…Potem mi przeszło ;) ), że chciałabym żeby Gucio był na piersi JAK NAJDŁUŻEJ. Pięć, sześć lat, pewnie dłużej to nie potrwa, bo w naturze ludzkiej leży raczej samoodstawienie przed zdmuchnięciem podobnej ilości świeczek, ale generalnie im dłużej tym lepiej. Powoduje mną wygodnictwo. Dziecko zdrowe, które zawsze łatwo uspokoić jest po prostu elementem mojego szczęśliwego macierzyńskiego żywota.

 

2 myśli nt. „Gucio wędrowniczek

  1. Lena

    Mamo na puszczy. Czytam i czytam i się naczytac ciebie nie mogę.
    Napisz proszę o tym jakie miejsce ma seksualność i seks z partnerem w życiu mamy która śpi ze swoim dzieckiem. W twoim życiu. Jak to robisz? Jak to robicie. Jeśli robicie ;). Proszę proszę proszę.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Nie ide spac od razu jak tylko dziecko zasypia :) zazwyczaj usypiam go i wychodze,chyba ze jestem juz mega zmeczona. Tak bylo tez i przez 4 lata spania z nasza srodkowa pociecha. Wieczorny czas z mezem spedzamy w innym pokoju :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>