Dzienne archiwum: 12 czerwca 2019

Gutek i potwory

gutekZgodnie z obietnicą zamieszczam pierwszą z cyklu recenzji książek jakie podarowało nam Wydawnictwo RM. Muszę przyznać że już sam prezent sprawił nam potężną radość. Dzieciaki wciąż preferują czytanie po polsku a dostęp do książek w ojczystym języku jest z oczywistych powodów dość ograniczony. Zatem każda okazja do poszerzenia swoich horyzontów i bycia razem nad książkami po polsku jest mówiąc oględnie w cenie!

Książka jest częścią serii z której resztą nie mieliśmy jeszcze okazji się zaznajomić, a szkoda! Cała trójka bowiem uznała przygody Gutka za godne śledzenia. Każde z dzieci odnalazło dla siebie coś godnego uwagi i tak:

1. Guciutek przede wszystkim ekstatycznie reagował na fakt, że książka jest o Gutku. Nie wiem co tam w jego głowie się układało na wieść o tym, że chłopczyk z książki ma na imię tak jak on, ale to, że tak było, plus książkowego Gutka otaczały  śmieszne potworki wystarczało, żeby w miarę spokojnie słuchał, jak mama czytała. Co jest nowością, bo do niedawna po prostu krzyczał, zabierał książkę albo przynosił swoje, ewentualnie sam chciał czytać. No nie dało się czytać starszakom gdy mały był na chodzie. Czyżby Gutek i Potwory to zmieniły? :)

2. Lila od początku wykazywała największe zainteresowanie fabułą książki i kontynuacją jej czytania (Felka zafascynowała dopiero od połowy), przeżywała perypetie i domagała się dalej, dalej, dalej. 

3. Felitek dość przytomnie zauważył na początku, że nie wiadomo o co chodzi. Faktycznie, częste wtręty dotyczące światowej literatury w połączeniu z komiksową formułą sporej części książki czyniły zrozumienie wątku dość utrudnionym zanim stał się on oczywisty.Podobały mu się jednak obrazki oraz, gdy już stała się ona jasna, historia. Oto władze szykują przerobienie parku miejskiego na centrum handlowe. A fe! Wolnościowa dusza Felka doznała oburzenia i przekonania do dalszego czytania. Wiadomo było, że park uratują, ale jakim sposobem? Trzeba było się przekonać!

4. Matka filolożka, czyli ja, miłośniczka książek i czytania dzieciom, czuła się delikatnie przytłoczona nawałem dialogów w formie komiksowej i licznych odniesień do innych książek gdy najmłodsza część słuchaczy skakała jej po brzuchu podczas prób czytania. Jednak uważam, że mieszanka prezentowała się bardzo egzotycznie i interesująco. Ogromny plus za szatę graficzną i rysunki, bo naprawdę przykuwały uwagę młodzieży. No i sama fabuła też godna oklasków, bo ogólnie lubimy wszystko, co pokazuje wartość przyrody, pracy zespołowej, walki z biurokracją i antykonsumpcjonizm nawet jeśli czynione to jest z pomocą pluszowych potworków :)

Dla nas bardzo ciekawe są wszelkie książki gdzie dość intensywnie poruszany jest temat SZKOŁY, prac domowych, nauczycieli itd. Z reguły w książkach dla dzieci dzieci szkoły nie lubią. Jakakolwiek fabuła by nie była, wątek nielubienia szkoły jest żywy i bogaty. My go lubimy bo utwierdza nas w przekonaniu o słuszności tego, jak wygląda nasze życie. Ponadto inspiruje do rodzinnych międzypokoleniowych rozmów o tym, jak było kiedyś… Dzieci lubią pytać czy ja lubiłam kiedyś szkołę oraz słuchać o rozmaitych aspektach tego zagadnienia. Ja lubię opowiadać…

I na tym zakończę rozważania na temat książki ,,Gutek i potwory. Ratujmy park!” gdyż nie chcę za bardzo wybiegać w nasze osobiste doświadczenia związane ze szkołą, jej brakiem i takimi tam :) Może na zachętę do czytania napiszę tylko, że nie możemy doczekać się lektury kolejnej pozycji z prezentowej paczki!

PS. Właśnie przylazł Gustaw i widząc grafikę okładki z Gutkiem na ekranie, krzyknął radośnie: ,,Pats!! Gutek! Lubię tego Gutka!” więc niech to stanie się podsumowaniem tego tesktu :)