Dzienne archiwum: 20 czerwca 2019

TO się dzieje

3 dni temu za namową znajomej i po gruntownych rozmowach z Marcinkiem zdecydowałam się na krok o którym nigdy nie sądziłam że go poczynię…. Miałam wiele oporów. Raz w życiu tylko pożyczyliśmy pieniądze od kogoś, nie braliśmy nigdy kredytów. Chociaż bywały w naszym życiu okresy (nie wiem jakich słów użyć ale zaryzykuję) że ledwo nam wystarczało na jedzenie, szczególnie w Polsce, nigdy nie obarczaliśmy tym innych. No i wiadomo… Tyle tragedii naokoło. A nasze dzieci zdrowe, my też. Ale przełamałam się. Założyłam dla naszej sprawy profil na stronie crowdfundigowej, tzw. zrzutkowej. W skrócie: ty piszesz na co zbierasz a ludzie, jeśli im się projekt podoba i/ lub cię lubią, to wspierają cię drobnymi (albo większymi) kwotami. Możecie sobie zatem wyobrazić moją minę po 2 dobach funkcjonowania stronki gdy na naszym koncie było już prawie tysiąc funtów :)

Permanentna ekscytacja jakiej obecnie doświadczam już odbija się na moim zdrowiu i chodzę wyczerpana, boli mnie noga i nie umiem się zrelaksować. To jest jakby zastrzyk z adrenaliną działający we dnie i w nocy. Oczywiście nawyknę do myśli, że nasze życie się zmienia, ale wciąż jest to dla mnie tak nowe, że nie umiem się nie jarać. Jak tak dalej pójdzie, to nie dożyję przeprowadzki bo zejdę na zawał! Szumi mi w uszach za każdym piątakiem wpłaconym na nasze panele słoneczne!

Oczywiście wiele osób powie: a co będę wpłacać. Niech zarobią. Sam nie mam. Każdy by tak chciał. Oj, wiele rzeczy można powiedzieć sobie i innym i NIE WPŁACIĆ, jestem tego absolutnie świadoma. Dlatego wdzięczna jestem serdecznie nawet tym, którzy nic nie wpłacili i nie okazali żadnego wsparcia ale też nie zalali nas widocznym hejtem. Kocham Was! I też zapraszam na turnus relaksacyjny do Hiszpanii za darmo np. na święta albo wiosnę :)

Natomiast dla tych którzy wpłacicli albo wyrazili więcej ciepłych uczuć w sposób odbieralny mam szczególne miejsce w sercu i wiedzcie że nigdy Wam tego nie zapomnę. Będziemy się rozliczać z tych datek, możecie być pewni. To, czego potrzebujemy to przede wszystkim samochód (już możemy go kupić dzięki Waszej dobroci i szczodrości) ale także całoroczne namioty (takie duże, nazywają się bell tents), no chociaż jeden, i jeśli ludzie nadal będą nam sprzyjać, panele słoneczne. To nie jest tak, że jak nie uzbieramy to nie pojedziemy. Pojedziemy. Ja mam jeszcze kilka porodów do wyjazdu i może coś tam dodatkowego się trafi. Marcin już zwolnił się z pracy, ostatni dzień będzie we wrześniu, więc to już się dzieje. To nie jest ,,pożyjemy, zobaczymy”. Już żyjemy i widzimy. Odpycham od siebie myśli, że nie znam hiszpańskiego, że nie będzie pracy i składek emerytalnych, że homeschooling w Hiszpanii nie istnieje i cały ten negatywizm jaki się pleni jak chwasty. Nie. Ja tu pod szklanką hoduję sobie na słoneczku delikatną roślinkę, która zupełnie się nie nadaje do tego klimatu i łatwo może zginąć, ale jest piękna, egzotyczna, wspaniała. I nazywa się ,,Jadę, Bo Wiem, Że Tam Znajdę Siebie, A Reszta Się Ułoży”. Inni mówią: wywal to, bo i tak ci zgnije/ uschnie/ nic z niej nie będzie. Nawet jeśli nie posługują się przekazem werbalnym, to ich postawy to mówią. I gdy to wyczuwam, myślę sobie o bezkresnych polach na wiosce, gdzie się wychowałam…. Każdy robi dla siebie i swoich dzieci to, co może a co uważa za najlepsze. Ludzie mają różne pragnienia. Ja chcę żeby moje dzieci były wolne, miały psa, rower i poczucie, że mogą wszystko…. Nie pójdą do szkoły. Nie będę się zarabiać żeby kupić to czy tamto. Nie będę tej presji wywierać na ich tacie. Wierzę w nowy model społeczeństwa gdzie więzy między ludźmi oraz połączenie człowieka z naturą są możliwe i konieczne. Wierzę w to głęboko i mam do tego prawo, tak jak inni mogą sobie wierzyć w inne rzeczy.

Docelowo chcemy stworzyć miejsce, gdzie podróżnicy z dziećmi będą mogli zostać na czas nieograniczony, wejrzeć w siebie i swoje miejsce na Ziemi. Gdzie będziemy mogli zapraszać bliskie nam osoby w celach rekreacyjnych albo ratowniczych. Samotne mamy na zakrętach życiowych, wchodzące w dorosłość dzieci znajomych które nie wiedzą, co zrobić ale wiedzą, że nie chcą w wieku 17, 20, 25 lat stawać się trybikami w maszynie systemu bo czują, że zostali stworzeni do jakichś bardziej znaczących rzeczy. Wszystkich którzy to poczują zapewniam, że jeśli uda nam się zorganizować dodatkowe komfortowe i bezpieczne miejsca noclegowe, a nad tym już teraz pracujemy, będą mogli do nas przyjechać i nabrać górskiego powietrza…. do płuc i duszy. A wtedy pomyśleć, co dalej. Dostaję dreszczy na myśl o tym, ile dobrego można zrobić dysponując takim miejscem.

Jeśli to, co piszę rezonuje z Tobą i jesteś w sytuacji w której kilka funtów nie stanowi dla ciebie bariery nie do pokonania, proszę wprost, wesprzyj nas tutaj.

Jeśli chciałbyś stronę zrzutki udostępnić, to błagam, napisz kilka słów od siebie, bo samo udostępnianie nie daje zbyt wiele. Stron, gdzie ktoś prosi o pieniądze są miliony. Nie da się wesprzeć każdego i sama nad tym nieraz ubolewałam. Ale pomagam, gdy coś przemówi do mego serca. Wiem, że inni mają podobnie.

To dla nas ogromna sprawa. Dziękuję każdemu nawet za to, że doczytał do końca ten wpis :)