Witam!

Blog ten jest historią mojego względnie świadomego macierzyństwa. Tzn. jestem świadoma nie tylko faktu, że mam dzieci (to i tak dobrze), ale że pewne działania mogą przyczynić się do tego czy owego. A inne wręcz przeciwnie. Proszę nie bulwersować się, że tyle tu o dzieciach i obruszać się z powodu monotematyczności, konwencja ta jest absolutnie celowa i służy głównie mnie. Zapraszam!

Guciutek ukochał chłopca

Bardzo bym chciała częściej pisać, bo dużo pięknych rzeczy dzieje się w naszym życiu. Dzieje się też trochę trudnych i o nich też bym chciała pisać, ale trywialnie nie mam kiedy. Zrobię więc szybki update: tak, byliśmy we Walii, i na Majorce, i wszędzie było cudownie, poznaliśmy wspaniałych ludzi i zobaczyliśmy przepiękne miejsca. Jak tylko zamajaczy nam możliwość przeprowadzki w którekolwiek z tych miejsc, zrobimy to bez wahania, ale jeszcze chcemy zobaczyć jedną miejscówkę w południowej Hiszpanii. Co będzie to będzie, póki co myślami jestem przy jednej bliskiej mi Osóbce w Polsce i wiem, że i tam będę musiała zabawić dłużej bo niebawem zostanę po raz kolejny ciocią (proszę nie snuć domysłów kto to, bo i tak nie zgadniecie). Ale też inna bliska mi Osoba zostanie Mamą wkrótce w Londynie i też nie może mnie to ominąć, więc…. Więc trudno coś zaplanować :)

Dziś miałam pracować, ale wyjątkowo trafił się wolny dzień i zupełnie spontanicznie pojechałam z dzieciakami na pół dnia na fajowy plac zabaw. Dzieciaki latały ze znajomymi, Guciutek nawiązywał kontakty z innymi toddlerami, ja trochę się opalałam a trochę śledziłam poczyniania starszaków usiłujących sprzedawać bukieciki parkowych kwiatków obcym ludziom w celu zakupienia lodów w kawiarni…

Jak wspomniałam, Guciutek nie stronił od rówieśników. Jeden z nich, słodki maluch, na oko nieco ponad dwuletni, wykazywał cechy dość intensywnej osobowości z tendencją do ustawiania innych. Niestety natrafił na Guciutka o podobnych predyspozycjach. Tamten był dośc nabuzowany, kątem oka dojrzałam że jego mama zajmowała się malutkim niemowlęciem (od razu przypomniało mi się jak trudno w tym wieku Felkowi było być bratem…Ech….) i wszystko mi się rozjaśniło. Daleko mi do matki- helikoptera więc z bezpiecznej odległości obserwowałam interakcje kurdupli. W pewnej chwili Gucio wydarł się na nowego kolegę najstraszniejszym rykiem lwa (co jest oznaką ostatecznej irytacji i finalnym ostrzeżeniem) na co tamten zareagował zwinięciem rączuś w piąstki i natarciem na moje dziecię. Ono zaś… Odsunęło się. Wyciągnęło ramionka. Delikatnie ale stanowczo przytuliło zszokowanego malca. Mnie zatkało. Trwali tak kilka sekund. Dwa dwulatki ukochujące się z najczystszą ludzką miłością, empatią jak stąd do księżyca. Ja łzy w oczach. Guciutek zawołał patrząc na mnie: ,,Ukochałem chłopca!” i na tym ich ,,walka” się skończyła.

Nadal jak o tym myślę, to serce mi się topi. To ma taki wielki sens. To wszystko co się dzieje. Nasze mądre dzieci i mądre dzieci, których jest coraz więcej na tym świecie.

 

 

Mentorka Maria Block do usług :)

Piszę bo pragnę się pochwalić czymś, co jest dla mnie niesłychanie ważne!

Od dzisiaj oficjalnie jestem Mentorką dla organizacji Doula UK co oznacza, że będę wspierać świeżoupieczone doule na drodze osiągania zawodowego doświadczenia. Mentorka towarzyszy swoim podopiecznym przez pierwsze cztery porody. Ja też taką mentorkę miałam gdyż jest to warunek konieczny do przystąpienia i pozostania w szeregach Doula UK.

Pamiętam jedno z pierwszych doulowych meetingów (kiedyś chodziłam na wszystkie o których wiedziałam…), gdzie przedstawiono nową mentorkę. Bardzo różniła się od wszystkich z jakimi miałam wcześniej do czynienia. Przede wszystkim była od nich młodsza (wyglądała na maks. 37 lat) a jej karnacja zdradzała pochodzenie inne niż rdzennie brytyjskie. Patrząc na nią czułam mieszankę podziwu i zazdrości; pamiętam też myśl, że mnie to może i czeka za 20 lat. Wtedy to ho ho, byłam przeszczęśliwa jak mnie ktoś wziął na poród za darmo :)

Tak, jak kiedyś planowałam orientować się w swojej doulowej pracy na Polki (nadal stanowią one ponad połowę moich klientek z czego niezmiernie się cieszę!) tak teraz mam nadzieję mentorować głównie polskim doulom. Dziewczyny, róbcie kursy… I wspierajmy się nawzajem. Jesteście potrzebne! Będziecie miały klientki!!!! Wierzcie w siebie i w misję jaką mamy… Doula to najpotrzebniejszy zawód świata. Ktoś ostatnio powiedział, że to doule przyczynią się do pokoju na świecie i mój Boże, jak ja w to wierzę. Dla zachęty dodam, że nie musicie być w Londynie, bo mentoringiem można obejmować także na odległość, ,,spotykając się” przez telefon albo skypa.

No więc… Do usłyszenia kochane!

 

Kamień milowy

Miałam niesłychanie ciężki miesiąc. Nie wiem jak to wytrzymałam, ale różne punkty mojego macierzyńskiego życiorysu nauczyły mnie zaciskać zęby i przeczekiwać. Po prostu. Marcina nie było, snułam się po znajomych żeby w każdej chwili móc komuś zostawić Guciutka, także w nocy, jeśli musiałam jechać do porodu. Potem ludzie spali u mnie. Od prawie 2 tygodni nie miałam dosłownie pięciu minut dla siebie, chyba że liczyć podróż do pracy autobusem/ pociągiem. Musiałam zostawiać płaczącego Guciutka. On nauczył się jęczeć ,,Mamo, nie jedź do kijentki!”, ja dowiedziałam się że potrafię nie ulegać jego jęczeniu. Uważam, że jest najcudowniejszym, najstabilniejszym dzieckiem jakie znam. Że to przyjemność być jego mamą.

Jutro on kończy dwa latka. Nadal nie potrafię wyjść mentalnie z magii jaką były jego narodziny. Dwa lata a jakby minęły wieki, a jakby trzy dni. Od dawna komunikuje się pełnymi pięknymi zdaniami, pieluszki wieki temu spakowane do torby i nieużywane, aż mi szkoda czasami i tęsknię za nimi. Czy można tęsknić za wielorazowymi pieluszkami? Hmm. A jednak! Zarówno w nocy jak i w dzień Guciutek zdaje się być już stuprocentowo bezpieczny, w domu sam korzysta z nocniczka, w nocy budzi się i mówi, że chce siku, poza domem też się nie zapomina, co to za ulga, nie musieć pamiętać, nie musieć nosić torby nazywanej od dwóch lat ,,pieluchówką”, po prostu mam troje dzieci i ani jednej dzidzi. Czas to zaakceptować!

Marcin powiedział, że nie chce więcej dzieci, ale gdy zapytałam go, co mam zrobić z pieluszkami, powiedział, że mam je trzymać :) No to chyba potrzymam. No sorry, że tak jęczę o tych pieluchach, mam jakiś specjalny emocjonalny stosunek do nich!

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Czasami jakieś drobne rzeczy na chwilę wyprowadzają mnie z równowagi, kłótliwy sąsiad albo przestój w porodach, niemniej we wszystkim już nie staram się widzieć, a widzę dobre strony, które skwapliwie pokazuję dzieciom. Czasami patrzę na Guciutka i myślę sobie, że takie szczęście zdaje się być wręcz nierealne, że napewno przyjdzie mi jakoś zapłacić za to co mnie spotyka, że to jest jak jakiś sen z którego kiedyś trzeba będzie się kiedyś obudzić i myśli te napawają mnie panicznym strachem, że coś mu się stanie, że ktoś go zabierze. Że urośnie szybciej niż mi się wydaje… I wtedy tym bardziej intencjonalnie chcę się cieszyć, bo owszem, nigdy nic nie wiadomo, każą doceniać to, co się ma, więc obsesyjnie doceniam.

Jest radością, radością, radością.