Archiwa kategorii: Gucio

Drogi i ścieżki

Planowałam napisać długą wzruszającą historię w całości opartą na faktach. Jednakże ponieważ dotyczy ona prawdziwych osób, nie mogę zagłębić się w szczegóły. Poruszyła mnie ona jednak tak bardzo, że muszę się podzielić. Wszystko co tu przeczytacie, zdarzyło się naprawdę.

Był sobie kiedyś mały śliczny chłopiec. Jego mama była samotna, ale co kilka lat znajdowała sobie nowego partnera i po jakimś czasie rodziła kolejne dziecko. Zajmowała się gromadką jak umiała, mimo, że o nią nigdy nikt nie zadbał. Pewnego dnia, pewnie chcąc sprawić dzieciom przyjemność, zgodziła się przyjąć z sąsiedniej wioski szczeniaka. Szczeniak, jak to szczeniak, piszczał i brudził, więc wylądował w ciemnej zimnej piwnicy. Skowyczał dniami i nocami, dzieci płakały i błagały mamę o kontakt z psiakiem. Pod wpływem skarg sąsiadów został przeniesiony za pomieszczenie gospodarskie, gdzie uwiązany na krótkim łańcuchu zestarzał się po cichu, zbrzydł i popadł w psią depresję. Dzieci zachodziły do niego. Czasami ,,brały na spacer”, ale nie umiały uwiązać spowrotem na łańcuchu, więc mama się złościła.

Po kilku latach, gdy psiak był już poważnie schorowany, mama zleciła sąsiadowi zabicie go. Może nakazała jej to jakaś pokrętna logika wiejskiej litości. Ten, chcąc wyświadczyć przysługę, wziął pałę i poszedł zakatować zwierzę. W środku dnia, więc dzieci, już wszak duże, zwabione potwornymi odgłosami, zobaczyły co się dzieje. Pobiegły do matki półprzytomne z przerażenia, krzycząc.

,,Cicho bądźcie, ja mu kazałam”.

Tak się składa, że znałam tego chłopca, nie sądzę, by mnie pamiętał, bo jestem sporo starsza. Przestaliśmy być sąsiadami gdy wciąż był małym dzieckiem. Nie zapadł mi w żaden sposób w pamięci. Ot, jeden z mnóstwa dzieci, których los się dzieje gdzieś tam. Ale przypadkiem u dawnego znajomego z podstawówki zobaczyłam zdjęcie z wesela i chłopiec był tam oznaczony. Zakołatało mi w mózgu imię i nazwisko. Ruszyła lawina pamięci. Kliknęłam ze zwykłej ciekawości.

Nic mnie już dawno nie uderzyło tak mocno, jak moje odkrycie, że chłopiec jest prężnie działającym aktywistą na rzecz ochrony zwierząt, szczególnie psów. Że poświęca swój wolny czas i pieniądze na pomoc potrzebującym stworzeniom. Że porywa innych by robili to samo. Jego posty są pełne wrażliwości i charyzmy.

Któż by to przewidział, przysięgam wam, że nikt.

Dotarło do mnie też chyba nareszcie, że każda rodzina i każdy, absolutnie każdy człowiek, ma swój cel na tym świecie. Nigdy też nie wiemy, gdzie zapłonie iskra, która ogarnie płomieniami czyjeś serce do rzeczy wielkich i ważnych, bo wpływających lecząco na losy innych. Że patrząc na jakiekolwiek dziecko i jego otoczenie, wszystkie okoliczności jego dzieciństwa, wciąż nie mamy prawa wyrokować i oceniać. Zmieniać. Gardzić.

Ta historia, chociaż także pełna bólu i trudna, rozlała się we mnie jak miód i chciałabym, by tam została. Ona odbiera mi także resztki ,,zamartwiania się” o przyszłość moich własnych dzieci. Błogosławmy różnorodność świata.

 

 

 

Gustaw przespał noc

Wygląda na to, że jak karmię piersią do samoodstawienia to moje dzieci naturalnie zaczynają przesypiać noce bez pobudek na cycusia w wieku niecałych dwoch i pół lat :)

Tak było z Lilianną. Pamiętam tę ekstazę po pierwszej nocy. Miała dwa latka i pięć miesięcy. Liczyłam jej przespane noce. Po dziesięciu przestałam bo stały się najnormalniejszą normą!!!

Ale wtedy towarzyszył mi stres… Jak to…Ponad dwa lata… Kiedy ja się wyśpię (przez tego typu myślenie wysypiałam sie o wiele gorzej)?!! Kiedy ona wydorośleje?! (no tak, dwa lata, poważny wiek…) Usamodzielni się? Da mi żyć?! Próbowaliśmy kłaść osobno…. Poić wodą…. Nie dawać cycka na każde stęknięcie… Oczywiście jej się to nie podobało a ja mierzyłam się z gorzkim smakiem porażki… I coraz większego przemęczenia!

Z Guciutkiem od razu założyłam że nie będę w żaden sposób usiłować wpływać na naturalny bieg wydarzeń. Że mądrość ciała i serca dziecka, skoro ,,nakazuje” mu doładowywać się w nocy, wie co robi. Ponieważ nie walczyłam z tym (wiedząc, że w końcu minie), nie czułam frustracji. W związku z tym moje poczucie niewyspania od porodu Gutka było nieporównywalnie mniejsze niż przy starszych dzieciach.

Gustaw przespał noc. Czuję, że jakiś etap zbliża się ku końcowi i już odczuwam początki żałoby z tym związane. Jednak każdy koniec to także początek. Nie jest mi żal. Czuję ekscytację bo w moim domu zaraz pojawi się w miejsce bobasa PRZEDSZKOLAK.

Oczywiście tylko z nazwy bo do żadnego przedszkola się nie wybiera :D

 

Wdzięczność

To niesamowite jak wiele osób okazuje nam serce. Ponad 50 złożyło datek na naszej stronie. Dziesiątki udostępniło link na swoim FB. Dzięki temu udało nam się zebrać całkiem pokaźną sumkę i wierzymy że uda nam się jeszcze trochę ustukać. Póki co jesteśmy w stanie kupić samochód i stworzyć miejsca do spania dla naszej rodziny :) Nie mam słów na to, by opisać moją wdzięczność. To ogromnie dużo! Proszę jednak o dalsze wsparcie żebyśmy mogli od razu przyjmować gości i zacząć budować to, o czym marzymy, bezpieczną przestrzeń dla unschoolersów z całego świata. W dalszej kolejności chciałabym móc organizować off gridową szkołę rodzenia. A właściwie retreaty dla rodzin planujących dzieci bądź oczekujących na poród. Mamy tyle pomysłów… Proszę, proszę o kontrybucję! :)

Przepiękne są też inne formy pomocy jakie oferują nam nasi przyjaciele. Pozwala nam to widzieć jak wiele znaczymy dla ludzi i serce rośnie, oj rośnie… Bo dzięki SERCU Marcin zyska dostęp do tanich aut i darmowego lub ,,po kosztach” przygotowania kupionego pojazdu do długiej drogi. Parę osób zaproponowało że dojedzie do Hiszpanii i fizycznie pomoże jeślli coś trzeba będzie naprawić, zbudować, odnowić (a zapewnie trzeba będzie). Nieocenionym wsparciem będzie też dla nas możliwość nocowania u kogoś (ja plus dzieci) gdy oddamy już mieszkanie, Marcin pojedzie a my będziemy musieli jeszcze z kilka tygodni spędzić w Londynie. I taka możliwość jest. Nie martwię się. Wem, że sobie poradzimy i osiągniemy zamierzone cele. 

Każdego dnia staramy się robić cokolwiek w kierunku jak najgładszego etapu przejścia, nie boję się zadawać głupich pytań na grupach off gridowych ani uczyć hiszpańskiego z youtuba. Już wszystko wiem na temat kosztów internetu na zadupiu i skąd wziąć szczeniaka, realiów homeschoolingu dla obcokrajowców w Hiszpanii i takie tam. Usiłuję dokształcić się w zakresie paneli słonecznych i okazuje się że największe znaczenie dla drążenia tego tematu ma nasze roczne zużycie prądu które znalazłam na rachunku za prąd :D Cóż, fizyka i technika nigdy nie były moimi mocnymi stronami i rosłam w fałszywym przekonaniu że mój mózg tego nie ogarnie nigdy a zresztą po co miałby ogarniać. Ale wyjście ze strefy komfortu nie musi być bolesne! Może być fascynujące. W chwilach słabości myślę sobie, że kurde, sama urodziłam dziecko i żyłam z nim praktycznie bez pieluch, bez kropli sztucznego mleka, bez wózka, bez setek innych pierdół, więc takie dość off gridowe rodzicielstwo wybrałam i okazało się cudowne…. Dlaczego tego podejścia nie przenieść na inne dziedziny życia? Damy radę!

A propos, Na przelicznikowej stronie okazało się, że zużywamy tyle co trzyipółosobowa rodzina…. Więc nie jest źle :)  A tu macie Liliankę na Majorce. Tak sobie myślę, że ten nasz wyjazd to był znak i idealny przedsmak tego, co nas czeka… To wszystko potem po prostu musiało się wydarzyć!

IMG_4278