Archiwa kategorii: Lilka

Córcia- odkąd podczas decydującego USG poznaliśmy nieco lepiej naszą kruszynkę, nie schodzi ze stosu naszych myśli ta jedna okropnie ważna- mała kobietka JUŻ JEST w naszym domu. Na zawsze!

Muzeum Zoologii

Zabrałam dzisiaj starszaki do Muzeum Zoologii. Muzeum jak muzeum, czaszka ocelota, ucięta głowa psa w formalinie, układ nerwowy gołębia i oskórowane myszy. Lila zachwycona, Felek sobie rysował. Dzień jak wiele innych SPRZED Guciutkowej ciąży…

To, co warte napomknięcia to fakt, że pojechałam tam bez Guciutka który na ten czas został z tatą. Prawie 5 godzin! Nikt w związku z tym nie przeżył żadnej traumy.

Jestem szczęślliwa. Po prostu bardzo jestem szczęśliwa i dumna, spokojna i pewna swoich decyzji. Trzecie dziecko a ja dopiero teraz ośmieliłam się wychowywać je i opiekować się nim tak, jak czuję, że należy, a nie żeby komuś się przypodobać. Nie chciałam zostawiać malusia póki oboje nie czuliśmy że to dobre i nie zostawiałam. Poczułam, że przyszedł na to czas i to robię. Proste jak drut, a ile satysfakcji daje! Owszem, Marcinek miał pewne trudności z uśpieniem synka, ale cóż mogę rzec…. To dlatego, że właściwie zawsze robię to ja. Przełamanie rutyny musi wiązać się z jakimś bólem. I potem ten ból mija, bo dziecinka uczy się, że i przy tacie można poczuć się wystarczająco bezpiecznie by zasnąć bez awantury. Bo tata też prowadzi aktywną politykę niezostawiania płaczącego dziecka, ale też nie ulegania awanturom. Gdy Guciutek płacze z jakiegokolwiek powodu którego nie pojmuję, po prostu jestem przy nim. Nic oprócz tego nie robię i polecam tę metodę bo nie ma nic trudniejszego dla takiego maluszka jak uczynić go pępkiem świata- one zwyczajnie nie są gotowe na to, by brać na siebie TYLE, taką odpowiedzialność. Świat, nawet świat ,,tylko” własnych rodziców, to bardzo dużo.

Bobaski funkcjonują najlepiej wtedy, gdy się je kocha i szanuje ich potrzeby, jak również etapy rozwoju, nie zakłócając ich. Nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, gdy dorosłe osoby na siłę usiłują się do nich dostosować. Nie mogą tego podnieść i buntują się w mniej lub bardziej spektakularny sposób. To one chcą do nas lgnąć, nie my do nich. To one ,,wpasowują się” w naszą rzeczywistość, tą, jaką zastały przy urodzeniu, bo to od początku istnienia rasy ludzkiej był warunek ich przetrwania. A my mamy kochać. Mało, co? A mówią, że rodzicielstwo to ciągła orka na ugorze. Nie, gdy się tę prostą prawdę przyjmie.

Na zakończenia napiszę, że Lila pojechała dzisiaj na noc do swojego chłopaka. Słodkie te dzieci jak milion chałw z cukrem!

 

 

 

Playgrupa dla bobasów

Pierwszy raz w życiu byłam dzisiaj z bobasem na playgrupie- z nim i tylko z nim- takiej dla bobasów, w salce przy kościele, z zabawkami dla bobasów, przekąskami dla bobasów i w ogóle wszystkim stworzonym, zaplanowanym i ułożonym z myślą o dzieciach do lat 4.

Bobas nadzwyczajnie dobrze się bawił. Miał moją stuprocentową uwagę (a ja jakiś wybuch introwertyzmu, nie podeszłam nawet do dawnej klientki którą wypatrzyłam kątem oka… tak bardzo chciałam tam być TYLKO z Guciem), co zapewne musiało mu się podobać, bo z reguły starszaki dominują przestrzeń, zarówno w domu, jak i na homeschoolingowych spędach. Miał zabawki, których nikt mu nie zabierał, nie to co w domu, gdzie ani kubkiem kawy, ani nawet telefonem spokojnie nie dadzą się ponapawać. Założyłam mu pieluchę bo nie chciało mi się latać z nim do toalety umiejscowionej na końcu długiego korytarza. Pełen luz. Już zapomniałam jak to jest być w otoczeniu samych bobasów. I zapomniałam jak to jest być w otoczeniu 50 matek tą jedyną karmiącą piersią. Kiedyś dawno temu, jak Felek i Lila byli takimi bobasami i mieszkaliśmy w Ashford, strasznie przejmowałam się tym, że nie ma wokół mnie innych gołych cycków niż mój własny… Krępowałam się karmić, próbowałam zrozumieć, chciałam naprawiać świat. Dzisiaj wiem, że ten świat nie potrzebuje naprawiania tylko trzeba trafić w dobre miejsce.

Playgrupa przy kościele to nie jest szczyt marzeń alternatywnego freaka, ale chyba osiągnęłam już taki etap, że mam to totalnie gdzieś i uważam, że warto wyskrobać funciaka, żeby przez 90 minut móc spokojnie obserwować szczęśliwe, suche, niezmarznięte i nieprzygaszone niemowlę, popijając kawę którą ktoś ci zrobi i przegryzając ciastko które ktoś ci poda. A przez kilka lat wydawało mi się, że już moje nogi na żadną ,,zwykłą” playgrupę nie zajdą… Tym bardziej cieszę się, że kolejnej szufladki z korzyścią dla siebie i dziecięcia się pozbyłam. A dziecię mam wyjątkowe pod względem aktywności… Śpi mi w dwóch setach po 20 minut, resztę dnia rozpieprza co się da… Latam z wywieszonym językiem jak pies po zawodach łapania frisbee… Z tym, że moje frisbee waży już pewnie z dychę i nie trzeba go rzucać, bo samo włazi na sufit, taranując przy okazji wszystko co leży mu na drodze. Tylko łapać trzeba a nie zawsze się zdąży. Tym psom jakoś z większą gracją to wychodzi niż mnie….

 

Napewno dam sobie radę!

Lila, jak każde niezmuszane do niczego dziecko weszła naturalnie w etap fascynacji czytaniem. Zupełnie nie interesowało mnie, kiedy to się zacznie i nie wyczekiwałam tego momentu. Nie prosiłam ją o ,,przeczytanie” czegokolwiek ani nie uczyłam literek. Jak o coś pytała, odpowiadałam. Podsłuchiwała jak Felek czytał, czytałam jej to, co chciała i już. A dziś przyłazi mi z elementarzem i tu prostsze frazy czyta praktycznie płynnie bez uprzedzenia :D Czyta lepiej niż Felek, którego jednak ,,uczyliśmy”, my głupole.

Dochodzi do słowa ,,ekierka” i widzę, że zaczyna machać nerwowo nóżką. Na policzki wstępuje rumieniec. Idzie do łazienki. Wraca. Bierze książkę. Do siebie?- Do mnie?- Do książki?- mówi stanowczo: ,,Napewno dam sobie radę!”. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Trochę pomagam. Przeczytała.

Ostatnio robiła jakieś zadanie matematyczne i sprawiło jej trudność. Mimo naszych prób wytłumaczenia, zezłościła się i cisnęła książką o podłogę. My nic, bo w sumie co tu począć, pewnie sobie zasłużyła. Przeleżała tam do następnego dnia (czasami dobrze nie posprzątać bo wtedy pewne zjawiska mają szansę nie umknąć a są godne obserwacji!) i rano Lileczka wstała, wzięła nieszczęsną książkę i dokończyła zadanie.