Archiwa tagu: dziadkowie

Paola

Przepraszam, że znowu zamęczam peanami na cześć couchsurfingu. Właśnie jednak opuściła nas Paola, Włoszka – i serce me rośnie. Urosło już wczoraj, gdy ją poznałam. Jedna doba dodała mi nadziei i sił by wierzyć w ludzkość :)

Paola jest babcią, ma czworo nastoletnich wnucząt. Zabiera je w podróże zagraniczne i korzytają z couchsurfingu. Ponadto Paola uczestniczyła niedawno w projekcie WWOOF (w Ameryce), wiecie wolontariat na organicznych farmach.Robiła miliard innych fantastycznych rzeczy i opowiada o tym bez ekscytacji. Na jej twarzy widać potężną otwartość i zaufanie do ludzi.

Z Londynu dzisiaj leci do Islandii na jakiś kurs (Paola jest nauczycielką).

I wiem, że ogólnie was to nie interesuje, ale chciałam się po prostu podzielić wrażeniem jakie wywarła na mnie starsza pod względem metrykalnym osoba, która swoją młodością mogłaby zawstydzić niejednego zblazowanego studenciaka. Lubię promować pozytywy, dlatego o tym napisałam :)



Tęsknię

Nie sądziłam, że to napiszę, ale strasznie tęsknię za Felkiem. Pierwsze kilka dni odpoczywałam i skupiałam się na Liluni, teraz trawi mnie poczucie jego nieobecności. Jeszcze pół roku temu, gdy pojechał na prawie 3 tygodnie, nie czułam tego. Nie tęskniłam. Cieszyłam się, że spędza miło czas, że chociaż on może wyjechać, że moi rodzice go tam sobie mają… Teraz jest inaczej. Przez te kilka miesięcy Felek dojrzał, na prawdę się zmienił. Rozwinęła się u niego empatia, o brak której jeszcze niedawno go podejrzewałam, wietrząc jak nienormalna jakieś zaburzenia… A teraz- Felek  interesuje się ludźmi, ich stanami emocjonalnymi, potrafi rozmawiać o złości, o radości… Gdy mówię: ,,kocham cię”, on odpowiada: ,,Ja ciebie tes”. Brakuje mi tej naszej głębokiej relacji, brakuje mi mojego wspaniałego synka.

Z drugiej strony cieszę się, że pojechał i świetnie się bawi, bo to oznacza że go jakoś od siebie nie uzależniam. I chociaż mi ciężko, wiem, że następnym

razem gdy tylko pojawi się okazja, zapakuję go do samolotu do Gdańska i z dziadziusiempoleci. Więc pocieszam się, że i ze mną nie jest jeszcze tragicznie.

Co dziwne, nie potrafię oprzeć się myślom, że tym razem moja relacja z Lilcią nie zyskuje na tej nieobecności Felka. Poprzednio- owszem, czułam się w końcu taką jej prawdziwą mamą. Która ma czas się pochylić nareszcie i nad nią. Teraz walczę głównie o to, żeby mieć kiedy zjeść, iść do łazienki i żeby zaopatrzyć lodówkę. Lilcia buntuje się przy usypianiu, stała się bardzo wymagająca. Łóżeczko jej odkąd nie ma Felka, ani razu nie było przez Lilcię używane, ani za dnia, ani wieczorem, nie wspominam o nocy- wcześniej zasypiała sama spokojnie, teraz muszę leżeć w nieskończoność koło niej, po kilkanaście co najmniej razy dawać jej cycka, a niekiedy siłą ją na tej poduszce przytrzymać (wtedy wrzask i bicie) bo inaczej w ogóle nie zaśnie za dnia. Doszło do tego, że nawet spać się w dzień nie kładę, tak jestem rozdygotana tym ,,usypianiem”- żeby mieć chociaż chwilę w ciągu doby na zebranie myśli i częściowe przynajmniej ogarnięcie mieszkania!

Dziś środa, w niedzielę lecimy.


Miało być bez porównań, miało być…

Wciąż nie potrafię odmówić sobie wątpliwej przyjemności porównywania dzieci. Moich między sobą, moich z cudzymi i na odwrót. Lila zaciągnęła mnie dziś na plac zabaw, a tam 2 dziewczynki z babcią i dziadkiem. Jedna mniej więcej czteroletnia, druga na moje oko dwuletnia, potem okazało się, że miała 16 mscy.

Lila wparowała na ten plac zabaw i wszystko było jej. Ta młodsza dziewczynka też próbowała różnych aktywności, ale opiekunowie za nią chodzili, wciąż nadzorowali. Ja już nauczyłam się nie oceniać takiego postępowania z dzieckiem. Ja już nawet nie przewracałam oczami, jak babcia co chwilkę wołała starszą, żeby ugryzła herbatnika. Ale gdy ta mała zaczęła na suchutkiej nawierzchni dawać na czworakach (w białych legginsach- zgroza!), została skrzyczana przez babcię i za karę zapięta we wózku, przeciwko czemu nawet nie protestowała- zrobiło mi się trochę smutno. Wiem, do niczego jestem.

Lila cały czas latała za tą starszą dziewczynką, bo w jej mniemaniu właśnie takie większe dziecko jest towarzystwem do zabawy (cóż się dziwić, ma starszego braciszka) a jej rówieśnicy to dzidzie, niegodne większego zainteresowania. Jednak gdy tę małą zobaczyła na huśtawce, też chciała się huśtać. Więc huśtały się razem i wówczas, podczas niezobowiązującej rozmowy z babcią, dowiedziałam się, że ta sporo większa dziewczynka z długim końskim ogonem, jest młodsza niż moja pchełka! Ja byłam w szoku, a babcia w jeszcze większym, gdy powiedziałam jej, jakiej płci jest moje dziecko. Była pewna, że to chłopiec. Cóż, nie pytałam, czy to ostrzyżone włoski, nieróżowe i niebiałe ciuszki ją wprowadziły w błąd, czy też fakt, że pozwalam się dziecku brudzić i wszędzie włazić a ono z tego korzysta. W duszy ubolewałam nad wychowaniem bezwolnych kobiet w naszej cywilizacji, kiedy to z rozmyślań wyrwała mnie rozmowa między babcią a tą małą. Ta mała prawie normalnie gadała. Szesnaście miesięcy.

Moi drodzy, po raz kolejny przekonałam się, że porównywanie dzieci i stylów wychowania nie prowadzi absolutnie do niczego. Nie wiemy nigdy, co dzieje się w domu, a po tym, że babcia chroni białe legginsy dziecka przed ubrudzeniem, nie warto jeszcze sądzić. Chociaż oczywiście kupowanie takich ciuchów toddlerom uważam za absurdalne :)