Archiwa tagu: dzieci

Guciutek ukochał chłopca

Bardzo bym chciała częściej pisać, bo dużo pięknych rzeczy dzieje się w naszym życiu. Dzieje się też trochę trudnych i o nich też bym chciała pisać, ale trywialnie nie mam kiedy. Zrobię więc szybki update: tak, byliśmy we Walii, i na Majorce, i wszędzie było cudownie, poznaliśmy wspaniałych ludzi i zobaczyliśmy przepiękne miejsca. Jak tylko zamajaczy nam możliwość przeprowadzki w którekolwiek z tych miejsc, zrobimy to bez wahania, ale jeszcze chcemy zobaczyć jedną miejscówkę w południowej Hiszpanii. Co będzie to będzie, póki co myślami jestem przy jednej bliskiej mi Osóbce w Polsce i wiem, że i tam będę musiała zabawić dłużej bo niebawem zostanę po raz kolejny ciocią (proszę nie snuć domysłów kto to, bo i tak nie zgadniecie). Ale też inna bliska mi Osoba zostanie Mamą wkrótce w Londynie i też nie może mnie to ominąć, więc…. Więc trudno coś zaplanować :)

Dziś miałam pracować, ale wyjątkowo trafił się wolny dzień i zupełnie spontanicznie pojechałam z dzieciakami na pół dnia na fajowy plac zabaw. Dzieciaki latały ze znajomymi, Guciutek nawiązywał kontakty z innymi toddlerami, ja trochę się opalałam a trochę śledziłam poczyniania starszaków usiłujących sprzedawać bukieciki parkowych kwiatków obcym ludziom w celu zakupienia lodów w kawiarni…

Jak wspomniałam, Guciutek nie stronił od rówieśników. Jeden z nich, słodki maluch, na oko nieco ponad dwuletni, wykazywał cechy dość intensywnej osobowości z tendencją do ustawiania innych. Niestety natrafił na Guciutka o podobnych predyspozycjach. Tamten był dośc nabuzowany, kątem oka dojrzałam że jego mama zajmowała się malutkim niemowlęciem (od razu przypomniało mi się jak trudno w tym wieku Felkowi było być bratem…Ech….) i wszystko mi się rozjaśniło. Daleko mi do matki- helikoptera więc z bezpiecznej odległości obserwowałam interakcje kurdupli. W pewnej chwili Gucio wydarł się na nowego kolegę najstraszniejszym rykiem lwa (co jest oznaką ostatecznej irytacji i finalnym ostrzeżeniem) na co tamten zareagował zwinięciem rączuś w piąstki i natarciem na moje dziecię. Ono zaś… Odsunęło się. Wyciągnęło ramionka. Delikatnie ale stanowczo przytuliło zszokowanego malca. Mnie zatkało. Trwali tak kilka sekund. Dwa dwulatki ukochujące się z najczystszą ludzką miłością, empatią jak stąd do księżyca. Ja łzy w oczach. Guciutek zawołał patrząc na mnie: ,,Ukochałem chłopca!” i na tym ich ,,walka” się skończyła.

Nadal jak o tym myślę, to serce mi się topi. To ma taki wielki sens. To wszystko co się dzieje. Nasze mądre dzieci i mądre dzieci, których jest coraz więcej na tym świecie.

 

 

Salon

Nie mam aparatu a tak bardzo chciałabym podzielić się z wami tym, jak wygląda obecnie nasz salon. Bawi się w nim troje dzieci: moje plus trzyletni Kubuś, synek sąsiadów. Felek z zaciętą miną ogarnia patyki do składania kupione dziś za funta w sklepie charytatywnym (z używanymi rzeczami). Obok niego kartonowa ochronna powłoka w której siedział niedawno zakupiony przez Marcina głośnik, przyniesiona ze śmietnika (zafascynowała Lilę) miotła do zbierania kurzu i kawał szarego papieru ozdobiony przez Felka długopisowymi esami- floresami. Dalej aleja natury, muszle, kamienie, patyki, potem ekologia czyli cały stos rolek z papieru toaletowego i ręczników papierowych, niektóre poklejone taśmą. Pojemniki po przyprawach, po serkach homogenizowanych i kakao. Kartonowe karty z namalowanymi literami i cyframi. Potężna hałda klocków duplo. Pudełka po jajkach i owocach. Monety. Najdziwniejsze jest to, że patrzę na to i nie widzę bałaganu. Widzę areał dziecięcych zabaw. Głównie moich maluchów z poranka, ale widzę, że i Kubuś, sparaliżowany początkowo tym widokiem, zaczyna się rozkręcać, bezpiecznie mu jednak z duplo i za kamienie się nie bierze :)

A piszę o tym, bo trafiam ostatnio w internecie na fotki miejsc zabaw dzieci i uświadomiłam sobie, że nasza przestrzeń też już nadaje się na jakąś stronę o tej tematyce :D Jest… specyficznie. Ale pięknie. Widzę rozwijającą się, absolutnie naturalną i niewymuszoną kreatywność moich dzieci, dla kórych spontaniczna zabawa przyniesionymi ze śmietnika gratami to nic wyjątkowego. I tu muszę powiedzieć, że jestem bardzo bardzo dumna. Z nich i z siebie!