Archiwa tagu: edukacja

Krótko o podziwie…

Podziwiam zorganizowanie niektórych matek…. Na homeschoolingowy piknik zawsze mają homemadowe żarcie w kolorowych pudełeczkach. Wszystkie ich jaglane klopski są tego samego kształtu i rozmiaru. To jest takie piękne, że zapiera dech.

Chciałabym chociaż raz, położywszy dzieci spać wieczorem, znaleźć w sobie samozaparcie żeby zamiast siedzieć na fejsie zrobić jedzenie na następny dzień. Uklepać tych klopsów i je mieć. A nie czekać na poranek, kiedy każdy coś i znowu jedyne na co mnie będzie stać to ,,kupić coś po drodze”, coś, czyli bułki i ser.

Dzisiaj miałam na pikniku własne placki. Udało się! Ale kosztem starszaków cały ranek okupujących laptopa i Guciutka zamulającego w chuście, narażonego na pryskający z patelni tłuszcz. Słoik dżemu, ciastka i 2 jabłka które ja sama zjadłam potem. Jedzenie na cały dzień. Aż wstyd pisać o tym publicznie!

Teraz zamiast pisać powinnam stać i pichcić.

Ale mi się nie chce.

 

Dzidzio w płatkach róż

Nasze dzieciaki mają ostatnio małego fioła na punkcie zdobywania wiedzy. Upodobali sobie szczególnie starożytność, Egipt i Kleopatrę. Wiedzą już o niej tyle ile się dało znaleźć i wydręczyć z rodziców. Między innymi to, że w dbałości o urodę zażywała kąpieli w mleku i płatkach kwiatów… Fakt ten przypadł im soczyście do gustu. Ostatnio wszystkie trzy (bo od ponad 2 miesięcy gościmy dodatkową rodzinkę) bawią się w Kleopatry, chodzą wymalowane, poprzebierane i nadpobudliwie kreatywne :)

Dzisiaj, na spacerze wśród kwiatów wymyślili sobie, że wzorem swojej (tymczasowo) ulubionej postaci historycznej zrobią sobie kąpiel z mlekiem i płatkami róż. Płatki zostały skwapliwie zebrane, a w domu z nabożnością wsypane do wanny. Zlądowała tam także szklanka mleka. Widok zachęcający. Obłędnie zachęcający! Tak, jak przwidywałam, dzieciaki nie zabawiły w wodzie zbyt długo,bo spieszyło im się na wieczorną bajkę, więc -oł je- została dla mnie cała pełna wanna z gorącą wodą, pełna płatków róż… (Tak, zwykle ekologicznie kąpię się w wodzie po dzieciach!)

Było to dla mnie niesamowicie sensualne doznanie, takie intymne i kobiece, poczułam się tak miękko, jak już dawno chyba albo nigdy się nie czułam. Poczułam zachwyt nad swoją kobiecością i tym, co ona ze sobą niesie. Celebruję kąpiele odkąd jestem w ciąży, bo jest to dla mnie okazja pobyć sam na sam z Dzidziem i są to piękne chwile. Mogę się jego rosnącej mocy przyglądać w zachwycie, mogę podziwiać moje mamowo zmieniające się ciało, dotykać każdej jego części z miłością i w dreszczu oczekiwania- jakim cudem jest Kobieta i jej zdolność do kreowania życia! Dzisiaj jednak było to dla mnie spotkanie wyjątkowe- zapach, widok i dotyk delikatnych płatków róż stworzyły atmosferę magiczną. Okładałam się nimi w geście uwielbienia dla maleństwa, o którym nawet jeszcze nie wiem, jakiej jest płci. I nie dowiem się aż do porodu, a ta delikatna aura tajemniczości dodaje niezmierzonego uroku całej sytuacji.

Zupełnie przy okazji pomyślałam sobie także o tym, jak wiele staram się dawać moim kochanym Klientkom jako doula. Dbam o zapachy, wizualizacje, pozytywny przekaz w każdym bodźcu. Samej jednak trudno na codzień myśleć mi o dogadzaniu własnemu ciału, a przecież ono zasługuje na to, na co każda Mama którą się opiekuję. Tylko czy sama potrafię sobie to zapewnić? Kąpiel Kleopatry w płatkach róż i mleku na pewno jest rozsądnym krokiem w tym kierunku.