Archiwa tagu: emigracja

II Birth Stories Circle

Za nami II Birth Stories Circle, Krąg Opowieści Porodowych. Ponownie w całej Polsce i nie tylko w wielu Kręgach zasiadły Kobiety pragnące podzielić się swoimi przemyśleniami, historiami, doświadczeniami związanymi z porodem czy porodami. W tym roku byłam w Londynie prowadzącą i zaskoczyło mnie, jak inaczej podchodziłam do tego… Jak inaczej, niż rok temu, gdy sama przed sobą a przy okazji przed innymi odkryłam że czegoś mi brakuje. Że zostałam w jakiś sposób pozbawiona ,,własności” moich porodowych doświadczeń, czułam się przez lata niepełna, okradziona. Rozprawiłam się z tym. To było rok temu. Wczoraj usiadłam przy ogniu pełna siły, wewnętrznego uśmiechu, chęci bycia dla innych, nie tylko przyniesienia ulgi samej sobie.

Nastrój we wczorajszym Kręgu był zupełnie inny niż ten ubiegłoroczny- czy może tylko mnie się taki wydawał? Kobiety pewne siebie w swoim macierzyństwie, radosne w karmieniu piersią, nie traumatyzujące, uśmiechnięte, otwarte na siebie na wzajem. Nie płakałyśmy, nie było takiej potrzeby. Nie padałyśmy sobie w ramiona uśmierzone w świeżo uświadomionym  braku, bólu. Nie było ran do leczenia. Urazów do ugłaskania. Złamań do nastawienia. Było smaczne jedzenie, śmiech i nowe przyjaźnie. Mamy z dziećmi które intensywnie dawały o sobie znać, zaświadczając o prawdziwości tegorocznego Kręgowego przesłania- KAŻDY poród jest pozytywnym doświadczeniem bo po pierwsze jest megaważnym przystankiem na drodze dojrzewania do kobiecości i rodzinnego życia, ubogaca duchowo i daje nam bezdyskusyjne skarby: nowego człowieka, Dziecko. Dziewczyny z wczorajszego spotkania, tak różne w swoich przejściach, były cudowne w tym udowadnianiu, jak silna jest matka bez względu na rodzaj porodu i tego, co bezpośrednio po nim. Naturalnie lecz przedwcześnie urodzone bliźnięta, cięcia cesarskie, porody drogami natury lecz w szpitalu, próby porodu domowego zakończone na stole operacyjnym, wiele innych zakrętów i niuansów, wiele aspektów które połączyły nas wczorajszego wieczoru, byśmy okryte kocami, pod osłoną londyńskiej nocy (warto może zaznaczyć, że były wśród nas eks-mieszkanki aż 6 różnych państw!) powiedziały: jest dobrze. Nie jest to takie ,naciągane ,,jest dobrze”, będące usilną próbą udowodnienia czegoś, w co nie do końca się wierzy- powiedziałyśmy ,,jest dobrze” bo jest DOBRZE, jest pięknie, jest coś co nas łączy i umacnia. Jest powód by pozytywnie być razem.

Czuję bardzo mocno, że przez ten rok dojrzałam. Kilka doulowych szkoleń i setki spotkanych na mojej drodze kobiet w ciąży, karmiących piersią, Positive Birth Movement oraz moje unikalne poruszające do głębi doświadczenia towarzyszenia rodzącym mamom pokazały mi, że nic nie jest czarno-białe! Że życie jest po to, by je celebrować, nie opłakiwać. Jeśli jest potrzeba wypłakania czegoś, trzeba to natomiast zrobić we wspierającym otoczeniu, w porozumieniu serc.

Wszystko wydaje mi się ostatnio bardzo proste i przejrzyste, połączone ze sobą. Nasza edukacja domowa i coraz większa miłość do domowych porodów; poznawane na kobiecych spędach kobiety z których dziećmi moje nawiązują piękne relacje. KRĘGI zataczają KRĘGI- a mnie to fascynuje, wciąga i motywuje do działania :)

Czwarty trymestr oraz milion innych tematów

Za nami drugie spotkanie polskiej grupy The Positive Birth Movement. Było trochę o prawie pracowniczym dotyczącym młodych rodziców, trochę o tym, że należy prosić o pomoc gdy się jej potrzebuje, trochę o spaniu z noworodkiem i o odciąganiu mleka, trochę o realiach polskich porównanych z angielskimi. Nade wszystko było jednak o dzieciach, ciążach, macierzyństwie, ojcostwie, rodzeństwie, porodzie, karmieniu i wszystkim, co nas, kobiet- matek dotyczy. Spotkanie trwało 2,5 godziny, wyszłam jeszcze bardziej zachrypnięta niż przyszłam, chociaż siły rozmowowe idealnie się rozkładały. Zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się nowa buzia, jak się okazało wspaniała osoba, Agnieszka, położna a niedługo także i doula, która znalazła nas gdzieś w internecie przez przypadek i postanowiła dołączyć. Wspaniałe…

Jestem szczęśliwa, że mogłam znowu spotkać się z silnymi, mądrymi Kobietami, gotowymi udzielać sobie nawzajem uśmiechu, cukru do kawy i… porad. Takie kontakty dodają mi wiary w zmiany na tym świecie. Jak dla mnie- totalna magia. Być świadkiem zawiązywania się nowych przyjaźni (dwie z nas okazały się być bliskimi sąsiadkami, nie mając o tym wcześniej pojęcia, Agnieszka natomiast jest przyjaciółką znajomej ze szkoły Kasi- nie wydaje się wam to niesamowite?)- bezcenne.

Spotkanie nie było liczne, ale intensywne i mam nadzieję, że w przyszłości dołączy do nas więcej Mam pragnących poznać nowe koleżanki, posłuchać czegoś wartościowego na interesujące je tematy, zaprosić do życia polską położną czy doulę, która wesprze je na początku macierzyńskiej drogi w obcym, jakby nie było, kraju. Musimy się trzymać razem, dziewczyny.

Doula training

Jestem po trzydniowym, bardzo intensywnym (zajęcia od rana do wieczora) ,,doula training”, prowadzonym przez światową legendę promocji naturalnych, fizjologicznych porodów, dr Michela Odenta oraz jego przepiękną asystentkę, Doulą z piętnastoletnim doświadczeniem, osobę trochę nie z tego świata- Lilianę Lammers

Oczywiście nie byłoby to wszystko możliwe, gdyby nie Ludzie, którzy mnie wsparli i pomogli. Moi rodzice przylecieli specjalnie z Polski. Pascale odbierała Felka ze szkoły. Kasia, serce moje, przyjechała dziś, by pobyć z moimi dziećmi godzinę między Marcina wyjazdem na lotnisko (musiał zawieźć moich rodziców) a moim powrotem. No i Marcinek właśnie- od początku do końca popierał mój pomysł, robił mi jedzenie do podgrzania w mikrofali, bez którego bym tam zeszła i narażał się na reprymendy w pracy, odbierając moje rozemocjonowane telefony, które wykonywałam gdy tylko miałam jakąś przerwę…

Nie wiem za bardzo, jak ustosunkować się do pytań ,,Jak było?” bo jako reakcję widzę dwie opcję: gadać przez dwadzieścia cztery godziny non stop albo westchnąć i na tym skończyć. Przede wszystkim to niesamowite zobaczyć człowieka- ikonę na żywo, usłyszeć go, dostać autograf w książce, którą tak serdecznie od dawna się hołubi. Z zachwytem rozejrzeć się po sali, w której siedzą, wraz z tobą, dziewczyny przybyłe choćby z Kanady tylko po to, by podzielić z tobą to doświadczenie. I ta świadomość: ja tu jestem, mieszkam, żyję, w tym samym mieście, oddycham i planuję robić coś dalej, bo w pewnych granicach mogę. A inni czują w danej chwili to samo. Uderzyło mnie to poczucie wspólnoty. Moje. Były dziewczyny (i jeden pan) z całego świata, wierne fanki, przyszłe lub obecne doule, których połączył ten jeden cel: poznać osobiście Michela Odenta. Udało nam się.

Mimo patosu tego, co piszę, atmosfera była ciepła, rodzinna, spokojna. Liliana była jak anioł, a jednocześnie jej opowieści, pełne żartów, naśladowania głosem położnych, ojców, rodzących i lekarzy wzbudzały salwy śmiechu. Osobowość czarująca. Zalegałam jedną ratę opłaty za kurs. Uznałam, że zapłacę po kursie, jak przyjdzie jakaś kasa. Mimo  to, widząc Lilianę zmęczoną podczas przerwy, bez skrępowania zapytałam, jak się czuje. Wywarło to na niej chyba duże wrażenie, bo od razu, upewniwszy się, z kim rozmawia, powiedziała, że nie muszę nic już dopłacać :D Dało mi to mocno do myślenia. A więc to takie banalne…

Skrzydeł dodawały mi liczne momenty, gdy któreś z uczestniczek zadawały pytania, Michel lub Liliana odpowiadali, a ja dokładnie wiedziałam, o czym mówią. Ich rewolucyjne poglądy noszę w sercu od dawna, ale niestety uważana jestem przez to za mniej lub bardziej nieszkodliwą wariatkę :) Ten kurs zasiał we mnie silne ziarenko pewności siebie: nie jestem nawiedzona! Nie prowadzę chorej krucjaty! To, co kocham wyznawane jest przez światowe autorytety i cały świat słono płaci by tego posłuchać! Och, jaka ulga. Jaka ulga.

Reasumując, ja oczywiście uważam, że każdy człowiek powinien iść na taki kurs, czytać książki o porodach fizjologicznych i ich wpływie na kondycję społeczeństwa. Ale wiem, że tak nie będzie. Zamiast tego- wiara w to, że to ziarenko kiedyś zakwitnie i się rozprzestrzeni. Gdzieś tam, nie wiem jeszcze gdzie. Póki co z wielką nadzieję przyglądam się spisanym namiarom na jakąś Meksykankę która podobno organizuje w Londynie fantastyczne jednodniowe kursy ze wsparcia karmienia piersią dla douli właśnie. I coś mi się zdaje, że jak okrzepnę, to się do niej zgłoszę ;)