Archiwa tagu: macierzyństwo

Całus w smark

Pochyliłam się, żeby pocałować opalony siedmioletni policzek. Tak sobie, na przystanku, bez wyraźnego powodu, oprócz takiego, że kocham. Jednak w ostatnim momencie siedmioletnia główka szarpnęła się niefortunnie i moje usta spoczęły w macierzyńskim pocałunku na zasmarkanym podnosiu. Poczułam złoworogo słony smak…

Esencja macierzyństwa jak ta lala. Nawet gdy nic na to nie wskazuje. Nawet gdy jest już prawie reklamowo sielankowo. Jeden impuls do osiągnięcia ideału. Idziesz w to i… dostajesz smarki do oblizania. Rzeczywistości jak zwykle daleko do wizji!

Chcesz pokazać miłość, a życie nagradza cię pocałowaniem smarków, jak klamki drzwi do czegoś, co ktoś usiłuje nam sprzedać jako najfajniejsze. Ale nie peszmy się. Ważne, że ta miłość jest. I czas na całusy nawet gdy nie lądują na zaplanowanym lotnisku. I uśmiech chłopca, który zupełnie nie zauważył nic niestosownego w tym, że zamiast policzkiem trafił w usta matki smarkami.

 

Maj

Maj to dla mnie od jakiegoś czasu bardzo ważny miesiąc.

Przede wszystkim 10 maja 2009 urodziło się moje pierwsze dziecko. Moje piękne, dzikie, mądre dziecko, które dzisiaj po 7 latach obserwowania tego świata i rządzących nim prawideł ma kilka ciekawych pomysłów na życie. Bez względu na to, co wybierze, będę spokojna i szczęśliwa. Nie mam ambicji. Nie mam absolutnie żadnych planów powiązanych z moim potomstwem. Dzisiaj imprezka urodzinowa z balonami i cukierkami, a za 20 lat on sam będzie odwijał swoje cukierki i mnie nic do tego. Myśląc o tym osiągam błogostan. Coraz mniej tych majów do wspólnego kolorowego świętowania, nad którymi my- dorośli- będziemy sprawować pieczę. Kupić, przyrządzić, zaprosić. Każde urodzinki dalej to jego wzrastająca świadomość i decyzyjność. Nic mnie tak nie napawa dumą jak decyzyjny syn. Decyzyjny w swoich sprawach, dotyczących jego, wiedzący doskonale co przyniesie mu radość a co go zmęczy. Kocham <3

2 lata temu ukończyłam kurs na doulę i kolejna data majowa odbiła się wyraźnym piętnem na moim życiu. Ten kurs był dla mnie przede wszystkim dowodem, że MOGĘ, tak, mimo posiadania małych dzieci, zrobić coś dla siebie i ukierunkować swój rozwój a co najważniejsze- maluchy nie muszą na tym cierpieć. . Rok później, także w maju, moja praca doulowa ruszyła z kopyta i stałam się mocno zajęta. Nie dopracowałam jeszcze organizacji życiowej do perfekcji chociaż już rok jestem osobą która stara się połączyć pasję z pracą i jeszcze z macierzyństwem. I jedno wiem na pewno: póki macierzyństwo jest u mnie na pierwszym miejscu z uwagi na wiek dzieci, nie będzie łatwo. Ale to nie znaczy, że nie będzie pięknie, nie będzie satysfakcji, spełnienia, dumy, ekscytacji. A przecież, cholera, człowiek nie żyje po to, żeby tego wszystkiego nie czuć!

Dzieci rosną i jest to truizm. Truizm ten pozwala zgrubsza odnaleźć się we własnych planach na przyszłość. Każdy maj to większa samodzielność dzieci, większe zaufanie i wewnętrzny spokój dla mnie. Teraz drżę na myśl, że nie znajdę na czas opieki do dzieci gdy poród wezwie, za 5 lat dzieci po prostu zostaną w domu a dzięki względnej orientacji w czasie zrozumieją, że tata albo ciocia przyjdą za 2 godziny. I zaakceptują ten stan. Robię wszystko, by towarzyszyła mi niezachwiana pewność, że tak właśnie będzie.

Nie żałuję ani jednego dnia mojego życia bo każdy z nich prowadził mnie do tego, bym w końcu mogła być osobą, którą czuję, że jestem,  bo bycie nią przychodzi mi bez trudu, bólu i wyrzutów sumienia i ukrytych chcic, by być kimś innym. Właściwie nie ujęłam tego dobrze, bo trud by być tą osobą odczuwam na codzień. Jednak trud dobrze wykonanej pracy zasadniczo różni się od trudu niezasłużonego cierpienia. I jego już nie próbuję zrzucić z pleców. Nie ma czego zrzucać.

Czwarty trymestr oraz milion innych tematów

Za nami drugie spotkanie polskiej grupy The Positive Birth Movement. Było trochę o prawie pracowniczym dotyczącym młodych rodziców, trochę o tym, że należy prosić o pomoc gdy się jej potrzebuje, trochę o spaniu z noworodkiem i o odciąganiu mleka, trochę o realiach polskich porównanych z angielskimi. Nade wszystko było jednak o dzieciach, ciążach, macierzyństwie, ojcostwie, rodzeństwie, porodzie, karmieniu i wszystkim, co nas, kobiet- matek dotyczy. Spotkanie trwało 2,5 godziny, wyszłam jeszcze bardziej zachrypnięta niż przyszłam, chociaż siły rozmowowe idealnie się rozkładały. Zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się nowa buzia, jak się okazało wspaniała osoba, Agnieszka, położna a niedługo także i doula, która znalazła nas gdzieś w internecie przez przypadek i postanowiła dołączyć. Wspaniałe…

Jestem szczęśliwa, że mogłam znowu spotkać się z silnymi, mądrymi Kobietami, gotowymi udzielać sobie nawzajem uśmiechu, cukru do kawy i… porad. Takie kontakty dodają mi wiary w zmiany na tym świecie. Jak dla mnie- totalna magia. Być świadkiem zawiązywania się nowych przyjaźni (dwie z nas okazały się być bliskimi sąsiadkami, nie mając o tym wcześniej pojęcia, Agnieszka natomiast jest przyjaciółką znajomej ze szkoły Kasi- nie wydaje się wam to niesamowite?)- bezcenne.

Spotkanie nie było liczne, ale intensywne i mam nadzieję, że w przyszłości dołączy do nas więcej Mam pragnących poznać nowe koleżanki, posłuchać czegoś wartościowego na interesujące je tematy, zaprosić do życia polską położną czy doulę, która wesprze je na początku macierzyńskiej drogi w obcym, jakby nie było, kraju. Musimy się trzymać razem, dziewczyny.