Archiwa tagu: płacz dziecka

Kiedy nie jest łatwo

Guciutek ząbkuje. Dwa już ma, najwyraźniej zbliża się trzeci. Każdy okupiony jest bezsennymi nocami, okropnym, niekończącym się płaczem, zatkanym nosem i brakiem nastroju…. U całej rodziny. Dzisiaj jestem sama, Marcin w pracy na noc. I jest tak:

- Po nocy podczas której Guciutek obudził się o 1 w nocy i zasnął z powrotem dopiero o 4.30 musiałam rano zapakować go i iść z nim do pracy; tam spał z 20 minut. Potem chyba miał jeszcze jedną drzemkę. Kolejnej nocy budził się dosłownie co godzinkę, oczywiście ja razem z nim. Sikał jak dziki pod siebie, popłakiwał i prężył się. SPAAAAAĆ!!!!!

- Potem nadszedł dzisiejszy dzień. Marcin od świtu w pracy. Od rana sikanie, syfienie, pierdzenie balonami, konieczność umycia całej trójki i pojechania do miasta w celu zrobienia zdjęć do paszportów. Udało się, chociaż kropki od pisaka na policzku Lili babeczka musiała retuszować komputerowo…. A potem to już tylko pod górkę. Cały dzień Guciutek w zasadzie nie spał. Musiałam iść z nimi wszystkimi do przychodni (sprawa Guciutka o której kiedyś pisałam) i czekać pół godziny w poczekalni bo oczywiście obsuwka. Zgrzytałam już zębami, dzieciaki latały po suficie, Guciutek tym razem jak na złość chciał spać a ja mu nie dawałam, bo czekałam na wizytę przecież…. Lekarz poświęcił nam DOSŁOWNIE 90 sekund (homeopatka ostatnio 90 minut…. niewielka różnica), wracamy do domu. ŚPI. 20 minut.

- W domu jakoś wyrabiam z nimi do wieczora. Wszyscy razem kąpiemy się we wannie. Jest fajnie.

- Kładę Guciutka i zasypia a ja natychmiast razem z nim. Budzę się bo płacze. I nie przestaje przez 2 godziny. Starszaki głodne, same usiłują zrobić se owsiankę, znajduję kilo płatków zalanych litrem mleka i słodkie buźki proszące o podgrzanie. Nadludzkimi mocami nie czynię komentarza….. Gucio ryczy. Ale muszę podgrzać. Podgrzewam, ledwo co skubnęli po 2 łyżki. W myślach usiłuję znaleźć przeznaczenie dla litra owsianki. Gucio ryczy. Felek chce książkę. Gucio cichnie. Lila przyłazi do niego a on po 2 uprzejmych uśmiechach wpada w szał. Po godzinie przepraszam, ale chyba nie dam rady przeczytać dzisiaj książki! Lila płacze, bo zepsuła jej się lampka nocna. Mam ochotę powiedzieć: ,,Ch…j z tą lampką, idź już spać!” więc uaktywniam nadludzkie moce…. Żeby tego nie powiedzieć.

- Felkowi nagle włącza się pęd do wiedzy i chwalenia się samodzielnie zdobytymi umiejętnościami czytelniczymi. Jednocześnie prosi o wyjaśnienie jakichś kwestii matematycznych. Tłumaczę, on nie rozumie…. Chcę się załamać ale ryk. Już zaraz 21. Zasypia. W końcu. Tłumaczę matematykę chociaż siku mi się chce.

- Felek tryumfalnie ogłasza że zrozumiał.

- Lila nie martwi się już lampką bo jutro tata naprawi.

- Robię sobie na patelni jaglankę z bulionem w proszku…. PYCHA.

- Śpią………………….Wszystkie.

- Umawiam się z nową klientką na kapsułkowanie łożyska. Jest cicho. Cóż czeka mnie w nocy? I jutro?!

Słuchawki

Guciutek miał jeden ze swoich spadków nastroju. Mnie pobolewała głowa. Za każdym jego krzykiem coraz bardziej. Pomyślałam sobie, że właściwie za jakie grzechy ja muszę tego słuchać? Jest zmęczony. Ma spać. Nie reaguje na moją dobrą wolę. Nie mam do dziecka pretensji, ale co ja zawiniłam? Poszłam po słuchawki wygłuszające i założyłam sobie na uszy. Poczułam się jak na dnie oceanu. Wzięlam Guciutka ponownie na ręce. Ból głowy przestał się pogłębiać. Na moje ciało spłynęła głucha błogość. Przestało mi histerycznie zależeć na uciszeniu go.

W tym momencie małe przestało płakać.

Bujałam go, ale zachciało mi się do łazienki. Wciąż na głucho odłożyłam Guciutka i wymknęłam się z pokoju. Gdy wróciłam po 2 minutach, on już spał.

Wniosek z tego wszystkiego dla mnie jest wyłącznie taki, że napewno nie da się ukoić dziecka samemu będąc nieukojonym. I że to nic złego w tym, że matka decyduje się na niesłuchanie ryku swojego dziecka :)

 

 

 

Zmiana pieluszki

Trafiliśmy dzisiaj trochę przypadkiem na czadowy homeschoolingowy piknik! Zabrałam Felka i Gucia, Lila wolała zostać z tatą w domu. Była to parkowa imprezka pod znakiem wymiany kart lego (dzieciaki wszekich roczników szaleją ostatnio na ich punkcie, kolekcjonują je i wymieniają się) ale nie wiedzieliśmy za bardzo kogo się spodziewać i czy przyjdzie ktokowiek znajomy poza najlepszym przyjacielem Felka. Dylematy towarzyskie nie trwały długo, bowiem niemal od razu zbiegła się ogromna grupa mam (był tam obecny aż jeden tata) z nieprzebranymi czeredami dzieciaków w różnym wieku- normą były trójki i czwórki rodzeństwa! Felek od razu wdrożył się w temat i praktykował angielski w handlu kartami– było to bardzo intensywne!

Jedna z mam poszła w pewnej chwili po kawę zostawiając swoje dzieci- ośmiolatkę, trzylatka i dwuletnie bliźniaki pod kuratelą piknikowej reszty. Oczywiście niewiele czasu minęło i jeden z najmłodszych zaczął rzewnie płakać. Kilka kobiet usiłowało go uspokoić, chciałyśmy iść z nim do mamy, oferowałyśmy picie, jedzenie, wzięcie na ręce, ale to tylko pogłębiało rozpacz. Nagle głos braciszka dotarł do zajętej wymianami starszej siostry. Pewnym krokiem podeszła do malucha i powąchała go. ,,Trzeba mu zmienić pieluchę”- orzekła bez cienia konfudacji. Przypadłyśmy do niej z zamiarem pomocy, ale spojrzała na nas zdziwiona. Sytuacja trwała sekundy- dziewczynka wzięła małego na ręce, położyła na kocyku i zmieniła pieluszkę trzema wprawnymi ruchami… Patrzyłam na to zauroczona, pełna podziwu który również werbalnie wyraziłam, ale dziewczynka zupełnie sobie nic z tego nie zrobiła. Inna, mniejsza, sześcioletnia, zapewniła mnie wówczas, że i ona umie zmienić pieluszkę i często to robi- a jej siostrzyczka ma 17 miesięcy….

Niby nic takiego, co to za problem wziąć i zmienić pieluchę. Żaden. Było jednak coś zachwycającego w tym, jak naturalnie tym dziewczynkom przychodziła REALNA pomoc mamie i opieka nad młodszym rodzeństwem. Coś o czym jedynie czyta się w książkach typu ,,W głębi kontinuum”… I co przywodzi na myśl że ,,szkoda że teraz tak nie jest”… Bo niby dzieci rozpieszczone, zaniedbane rodzinnie, w separacji od młodszego rodzeństwa, uczące się ułamków i ortografii zamiast życia, pozbawione zaufania dorosłych, którzy też za wszelką cenę nie chcą ,,obarczać” potomstwa żadnymi obowiązkami. A one…Te małe dziewczynki… Wyobraziłam je sobie za 20- 30 lat jako mamy, które nie będą patrzeć na swoje noworodki bezradnie, szukajac instrukcji obsługi. O ile kroków dalej są od tych, które przed porodem nigdy nie będą miały okazji zmienić pieluszki? Ja byłam taką mamą… Pierwsza pieluszka jaką zmieniłam, drżącymi rękami oczywiście, należała do mojego synka i zarówno to, jak i wiele podobnych ,,problemów” przytłaczało mnie okrutnie… A przecież to takie nic. Szkoda tylko że nie było przy mnie żadnej sześciolatki na homeschoolingu która by mi mogła wszystko pokazać i wytłumaczyć.