Archiwa tagu: praca

Pączek w maśle

Od ponad miesiąca pracuję 3 razy w tygodniu, raz nie ma mnie 7 godzin, raz 11 i jestem szczęśliwa.
Gdy jestem w pracy, pozytywnie tęsknię za gromadką
Gdy jestem za dużo z gromadką, tęsknię za pracą która daje mi relaks, pieniądze i poczucie bycia potrzebną (użyteczną a nie tylko używaną :) )
Dzieciarnia absolutnie pokochała dni ,,tylko z tatą”, nawet 11 miesięczny bobas ustatkował się nieco i nie czuję nawet śladowej ilości typowego dla siebie zamartwiania się, co ze mnie za matka W końcu!
Byłam już nawet przy jednym porodzie samotnej 47 latki z jedyną dziecinką z …. wpadki…. i pomyślałam sobie: kurde, niektóre matki to jednak mają ciężko. Ale mam siłę by je wspierać bo sama czuję się jak pączek w maśle.
Dziś bolała mnie głowa, nie mogłam ustać na nogach, było mi niedobrze, ręce mdlały przy noszeniu bobasa (akurat mój dzień opieki nad gromadką). Przyjaciółka zrobiła akupunkturę….Przeszło w kilka minut. I pomyślałam sobie: ileż my, matki, mamy talentów. Umiemy leczyć, rodzić, karmić, kochać. Chore i obolałe ogarniemy dzieci, jedzenie, siebie. Ale warto też poprosić o pomoc i opiekę gdy czujemy że coś się wymyka. To dopiero daje siłę!

Matka pracująca

,,Spodobałam się” ostatnio jednej mamie oczekującej na poród drugiego maleństwa i zaproponowała mi pracę w wymiarze 20 godzin tygodniowo. Bez mrugnięcia zaakceptowała moją doulową stawkę (solidnie podniosłam cenę po porodzie Guciutka żeby mi się opłacało cokolwiek robić skoro już mam go zostawiać) i tak oto będę zatrudniona na pół etatu! Wszystko stało się w przeciągu kilku dni a już w przyszłym tygodniu zaczynam. Jeszcze do dzisiejszego poranka miałam mieszane uczucia… Czułam satysfakcję, radość, ekscytację… W wyobraźni wydawałam już kasę na fanaberie typu kurs Hypnobirthing Teacher na który raczej mnie nie stać… Ale także lekkie przerażenie i poczucie winy.

Wszystko jak na razie urządzamy tak, żeby pod moją nieobecność dziećmi zajmował się tata. On będzie pracował 3 dni w tygodniu a ja 4 (jednak ja mniej godzin). Martwiłam się oczywiście co ze mnie za matka, że zdecydowałam się na regularną pracę w wymiarze tak wielu godzin, bo przecież gdy wychodzę z domu to Gucio płacze. Dzisiaj jednak wychodził rano Marcin i Gucio także płakał :) Natomiast podpytałam starszaki i wyznały, że Gucio bardzo tatę lubi i jak mnie nie ma, to jest szczęśliwy więc spokojnie mogę pracować (Boże jak ja je kocham!!!)

Tak więc już niedługo będę gotować dla zdrowe pyszności dla ciężarnej z cukrzycą, ogarniać pełnego energii dwulatka i dwa psy, pomagać rodzinie w przygotowaniach do drugiego porodu  domowego a potem robić cokolwiek rodzina już po drugim porodzie domowym potrzebować będzie. Uwielbiam to robić i czuję że Wszechświat mi sprzyja. I cieszę się, bo poza wszystkim ja w tej pracy na pewno odpocznę, nieważne co mnie tam nie czeka :D

 

 

 

Nowy etap

Moje bobo było dzisiaj bez mamy kilka godzin. Poczułam, że już czas zaufać jemu, zaufać Marcinkowi i puścić to, czego nie ma sensu kurczowo trzymać. Czekałam aż to poczuję i poczułam. Piękne. Jest mi z tym cudownie.

Już jakiś czas temu pożyczyłam butelkę do karmienia niemowląt, bo jakoś Guciutek nie zaakceptował żadnego oferowanego kubeczka a nie widzę sensu hodowania obsesji. Najpierw Marcinek opiekował się nim rano, żebym mogła jeszcze dojść do siebie (od wczoraj nie czułam sie najlepiej). W tym czasie, zupełnie spontanicznie Guciutek został poczęstowany butlą z mlekiem roślinnym i wypił połowę :) Nawet nie wiedziałam o tej rewolucji. Gdy udało mi się wstać, moja radość była ogromna, bo poza tym bobas spałaszował całkiem pokaźne śniadanie! Zresztą on na brak apetytu nie narzeka :) Zero płaczu.

Wstałam i od razu położyłam go na drzemkę, zjadł trochę cycusia i bez protestu zasnął.

Potem, po kilku godzinach, poczułam potrzebę udania się na zakupy. Pierwszy raz w życiu pojechałam na zakupy bez Guciutka. Lekko mi było i dobrze, bo czułam w środku że wszystko jest dobrze. Po 2 godzinach wróciłam i znowu wszystko było wspaniale. Maluszek pożarł ogromny obiad, popijał coś tam z butelki, zadowolony i jasny, żyjący w rodzinie, stabilny. Położyłam go na drzemkę i od razu zasnął :)

Za kilka dni Guciutek będzie miał 8 miesięcy. Właśnie teraz poczułam, że moja bliskość z nim jest ugruntowana i nic jej nie zagraża. Będę karmić go piersią do samoodstawienia i to nie podlega dyskusji. Jeśli zatrudnię opiekunkę, będzie to osoba, przy której on będzie czuł się bezpiecznie. Z tatą jest sobą. Widzę to, gdy wracam. I to jest coś, co chcę widzieć jako kochająca mama która dodatkowo pragnie realizować się zawodowo.