Archiwa tagu: sen dzieci

Krótko o podziwie…

Podziwiam zorganizowanie niektórych matek…. Na homeschoolingowy piknik zawsze mają homemadowe żarcie w kolorowych pudełeczkach. Wszystkie ich jaglane klopski są tego samego kształtu i rozmiaru. To jest takie piękne, że zapiera dech.

Chciałabym chociaż raz, położywszy dzieci spać wieczorem, znaleźć w sobie samozaparcie żeby zamiast siedzieć na fejsie zrobić jedzenie na następny dzień. Uklepać tych klopsów i je mieć. A nie czekać na poranek, kiedy każdy coś i znowu jedyne na co mnie będzie stać to ,,kupić coś po drodze”, coś, czyli bułki i ser.

Dzisiaj miałam na pikniku własne placki. Udało się! Ale kosztem starszaków cały ranek okupujących laptopa i Guciutka zamulającego w chuście, narażonego na pryskający z patelni tłuszcz. Słoik dżemu, ciastka i 2 jabłka które ja sama zjadłam potem. Jedzenie na cały dzień. Aż wstyd pisać o tym publicznie!

Teraz zamiast pisać powinnam stać i pichcić.

Ale mi się nie chce.

 

Dziękuję

Dzisiaj okazało się, że blog którego piszę od niemal 6 lat i jest dla mnie bez mała jak trzecie dziecko, został wybrany jako jeden z 10 najbardziej godnych polecenia blogów dla rodziców przez portal Dzieci są ważne (!!!!!!).

Bardzo dziękuję tym, którzy obdarzyli mnie wyróżnieniem. To dla takiego typu czytelnika piszę i wiem, że warto. Czuję, że to, co przerzucam na klawiaturę gdzieś trafia i komuś w jakiś tam sposób może pomaga, poprawia nastrój. Jest to dla mnie wspaniała wiadomość.

Niestety nie jestem w stanie nic więcej napisać, bo:

1) Mąż raczy mnie sokiem jabłkowym zrobionym w nowej sokowirówce i muszę skorzystać natychmiast.

2) Felek cierpi, bo nie może znaleźć ostrzynki i robi to na tyle głośno, że nie mogę sklecić zdania.

3) Snuję nikczemny plan położenia dzieci do spania i myśl o tym, co mogę robić gdy już ich tu nie będzie odbiera mi zdolność do zagłębiania się w sferę logos mojego istnienia.

Ale już wiem, że BĘDĘ pisać, bo mam dla kogo. Co jakiś czas dopada mnie kryzys i plany zamknięcia bloga. Teraz czuję,że długo nie zawitają w mojej głowie.

Dzieci są ważne, dziękuję! Kocham was z wzajemnością jak widać! Wrzuciłabym odnośnik do Waszej strony ale nie umiem :) Wierzę jednak, że ci, którzy czytają mojego bloga podglądają także i Was.

 

Pozwólmy rzeczom się dziać

Mamo, tato, nic nie musicie, i wasze dziecko też nic nie musi. Nie ma rzeczy, której nie wolno, a dokładnie czegoś przeciwnego dowiemy się z większości magazynów i stron www dla rodziców, gdzie sformułowania takie, jak ,,absolutnie nie…”, ,,koniecznie…”, ,,nie zapominaj…” są na porządku dziennym, nocnym. Są na każdej stronie, ryją nam jak kret w mózgu.

Pozwólmy rzeczom się dziać. Nic nie musimy- przyswójmy to- i zobaczmy, co się stanie. Nie musimy kąpać o 19.25, i nie musimy uczyć dziecka samodzielności w wieku 18 miesiący. W ogóle nie musimy go uczyć, ani tego, ani niczego innego. Gdy zobaczy naszą samodzielność, będzie samodzielne. Może nie jako raczkujący brzdąc, ale dorosły, pewny siebie człowiek. Nie uczmy dziecka ,,szacunku do starszych”, lecz szanujmy ludzi dokoła siebie, i samo dziecko przede wszystkim też. I ono będzie szanowało.

,,Oni nie zasną”- myślałam, będąc w gościnie, w miejscu, gdzie mieliśmy do dyspozycji 1 sypialnię, a przecież kładę dzieci zawsze osobno, bo inaczej długo szaleją. I potem przenoszę Felka do nas. ,,Muszę mieć dwie sypialnie dla nich!!” Ale dlaczego właściwie dwoje małych dzieci nie miałoby zasnąć, gdy kończy się dzień? Położyłam się z nimi. Zaczęłam odkopywać w pamięci zakurzone kołysanki. Śpiewać monotonnie. Zasnęły wtulone we mnie oba bez żadnego wariowania.

To samo ze wszystkim , z pieluchami, akcesoriami. MUSZĄ być. Nie, nie muszą. Rodzice, to wy, wy musicie BYĆ dla nich i to wystarczy. Uwierzcie w siebie. Uwierzcie, że WSZYSTKO można zastąpić WAMI. Póki dzieci są małe. Nauczmy je, że nic nie musimy, a można wszystko. I one z tą wiarą wejdą w świat.