Archiwa tagu: sen dziecka

Ukrywaczka

Poranek to czas między obudzeniem się Gucia a jego pójściem na drzemkę, co czasami przecięga się do późnego popołudnia, chociaż z reguły oznacza okolice godziny 12. Jeśli jestem w takie dni z dziećmi a bez męża i do tego momentu nie wyjdziemy z domu, czeka nas katastrofa. To właśnie nastąpiło dzisiaj.

Czuję się w takie dni, że zbyt wiele daję i nie dostaję w zamian nic. Dzieci wydają się niewdzięczne, roszczeniowe, egoistyczne. Chciałabym żeby starszaki chciały pomóc, zainteresowały się moim samopoczuciem, a one w chwilach, gdy ja jestem gdzieś między dwunastą próbą zjedzenia śniadania a wytarciem kupy z podłogi przychodzą z miną pt. ,,Jestem bardzo nieszczęśliwy i to ty mi to zrobiłaś” i oznajmiają, że sie nudzą. Proponuję wycieczkę do lasu. ,,Wszystko mi jedno”- słyszę i widzę ciało któregoś z dzieci pokładające się w geście beznadziei na kanapie. ,,Jak ci wszystko jedno to nie jedziemy!”- kwituję. No zrób mi tę przyjemność i powiedz, że fajnie byłoby pojechać do lasu, popatrzeć na drzewa, polatać, będzie super, z mamą! Ale nigdy ta przyjemność mnie nie spotyka.

Potem jest seria pretensji o to, że Gucio przewraca im klocki. Lalki, lego i inne bardzo ważne zabawki a oczywiście wina leży po mojej stronie, bo w końcu kto go urodził? Tego nie mówią, ale gdy słyszę po raz setny ,,Mamo, weź go!!” wykrzyczane z potężną niechęcią, mam wrażenie, że prowadzi tam bardzo krótka droga.

Matka jako źródło wszelkiego zła. Co z tego, że po nocy gotowała zupę, jak nie ma bułek. Co z tego, że nie muszą chodzić do szkoły, skoro kazała im schować własne majtki do szuflady. Nie oczekuję jakiejś wielkiej wdzięczności… Ale odrobiny empatii. A tej jak na lekarstwo, gdziekolwiek się nie odwrócę…

Raczej pełnię rolę wysłuchiwaczki cudzch problemów i ukrywaczki swoich.

Bo przecież ja nie mam problemów. Chciałam trzecie dziecko, zaszłam w ciążę i mam. Poród miałam wymarzony. Ciągle gdzieś jeździmy. Tworzymy z mężem partnerski związek i umiemy się tym cieszyć. Wszyscy zdrowi. Robię to, co kocham i jeszcze mi czasami za to płacą. 

Nie słyszałam jeszcze żeby ktoś się zapytał, czy za to wszystko płacę jakąś cenę… A owszem, płacę. Wciąż uważam, że mi się to opłaca, ale wierzcie mi, nie ma NIC za darmo. A napewno nic z listy powyżej.

 

 

Nowy etap

Moje bobo było dzisiaj bez mamy kilka godzin. Poczułam, że już czas zaufać jemu, zaufać Marcinkowi i puścić to, czego nie ma sensu kurczowo trzymać. Czekałam aż to poczuję i poczułam. Piękne. Jest mi z tym cudownie.

Już jakiś czas temu pożyczyłam butelkę do karmienia niemowląt, bo jakoś Guciutek nie zaakceptował żadnego oferowanego kubeczka a nie widzę sensu hodowania obsesji. Najpierw Marcinek opiekował się nim rano, żebym mogła jeszcze dojść do siebie (od wczoraj nie czułam sie najlepiej). W tym czasie, zupełnie spontanicznie Guciutek został poczęstowany butlą z mlekiem roślinnym i wypił połowę :) Nawet nie wiedziałam o tej rewolucji. Gdy udało mi się wstać, moja radość była ogromna, bo poza tym bobas spałaszował całkiem pokaźne śniadanie! Zresztą on na brak apetytu nie narzeka :) Zero płaczu.

Wstałam i od razu położyłam go na drzemkę, zjadł trochę cycusia i bez protestu zasnął.

Potem, po kilku godzinach, poczułam potrzebę udania się na zakupy. Pierwszy raz w życiu pojechałam na zakupy bez Guciutka. Lekko mi było i dobrze, bo czułam w środku że wszystko jest dobrze. Po 2 godzinach wróciłam i znowu wszystko było wspaniale. Maluszek pożarł ogromny obiad, popijał coś tam z butelki, zadowolony i jasny, żyjący w rodzinie, stabilny. Położyłam go na drzemkę i od razu zasnął :)

Za kilka dni Guciutek będzie miał 8 miesięcy. Właśnie teraz poczułam, że moja bliskość z nim jest ugruntowana i nic jej nie zagraża. Będę karmić go piersią do samoodstawienia i to nie podlega dyskusji. Jeśli zatrudnię opiekunkę, będzie to osoba, przy której on będzie czuł się bezpiecznie. Z tatą jest sobą. Widzę to, gdy wracam. I to jest coś, co chcę widzieć jako kochająca mama która dodatkowo pragnie realizować się zawodowo.

 

Kiedy nie jest łatwo

Guciutek ząbkuje. Dwa już ma, najwyraźniej zbliża się trzeci. Każdy okupiony jest bezsennymi nocami, okropnym, niekończącym się płaczem, zatkanym nosem i brakiem nastroju…. U całej rodziny. Dzisiaj jestem sama, Marcin w pracy na noc. I jest tak:

- Po nocy podczas której Guciutek obudził się o 1 w nocy i zasnął z powrotem dopiero o 4.30 musiałam rano zapakować go i iść z nim do pracy; tam spał z 20 minut. Potem chyba miał jeszcze jedną drzemkę. Kolejnej nocy budził się dosłownie co godzinkę, oczywiście ja razem z nim. Sikał jak dziki pod siebie, popłakiwał i prężył się. SPAAAAAĆ!!!!!

- Potem nadszedł dzisiejszy dzień. Marcin od świtu w pracy. Od rana sikanie, syfienie, pierdzenie balonami, konieczność umycia całej trójki i pojechania do miasta w celu zrobienia zdjęć do paszportów. Udało się, chociaż kropki od pisaka na policzku Lili babeczka musiała retuszować komputerowo…. A potem to już tylko pod górkę. Cały dzień Guciutek w zasadzie nie spał. Musiałam iść z nimi wszystkimi do przychodni (sprawa Guciutka o której kiedyś pisałam) i czekać pół godziny w poczekalni bo oczywiście obsuwka. Zgrzytałam już zębami, dzieciaki latały po suficie, Guciutek tym razem jak na złość chciał spać a ja mu nie dawałam, bo czekałam na wizytę przecież…. Lekarz poświęcił nam DOSŁOWNIE 90 sekund (homeopatka ostatnio 90 minut…. niewielka różnica), wracamy do domu. ŚPI. 20 minut.

- W domu jakoś wyrabiam z nimi do wieczora. Wszyscy razem kąpiemy się we wannie. Jest fajnie.

- Kładę Guciutka i zasypia a ja natychmiast razem z nim. Budzę się bo płacze. I nie przestaje przez 2 godziny. Starszaki głodne, same usiłują zrobić se owsiankę, znajduję kilo płatków zalanych litrem mleka i słodkie buźki proszące o podgrzanie. Nadludzkimi mocami nie czynię komentarza….. Gucio ryczy. Ale muszę podgrzać. Podgrzewam, ledwo co skubnęli po 2 łyżki. W myślach usiłuję znaleźć przeznaczenie dla litra owsianki. Gucio ryczy. Felek chce książkę. Gucio cichnie. Lila przyłazi do niego a on po 2 uprzejmych uśmiechach wpada w szał. Po godzinie przepraszam, ale chyba nie dam rady przeczytać dzisiaj książki! Lila płacze, bo zepsuła jej się lampka nocna. Mam ochotę powiedzieć: ,,Ch…j z tą lampką, idź już spać!” więc uaktywniam nadludzkie moce…. Żeby tego nie powiedzieć.

- Felkowi nagle włącza się pęd do wiedzy i chwalenia się samodzielnie zdobytymi umiejętnościami czytelniczymi. Jednocześnie prosi o wyjaśnienie jakichś kwestii matematycznych. Tłumaczę, on nie rozumie…. Chcę się załamać ale ryk. Już zaraz 21. Zasypia. W końcu. Tłumaczę matematykę chociaż siku mi się chce.

- Felek tryumfalnie ogłasza że zrozumiał.

- Lila nie martwi się już lampką bo jutro tata naprawi.

- Robię sobie na patelni jaglankę z bulionem w proszku…. PYCHA.

- Śpią………………….Wszystkie.

- Umawiam się z nową klientką na kapsułkowanie łożyska. Jest cicho. Cóż czeka mnie w nocy? I jutro?!